środa, 5 stycznia 2011

Różne szkolne przypadłości

Dziś dużo się działo. Plecak ważący chyba z tonę, którego musiałem przytachać do szkoły był tylko wstępem. Oczywiście, znów rozwalił mi się zamek. Potem był niemiecki, i klasyczne docinki.
Co do testu gimnazjalnego, ja przepraszam bardzo, ale to jest próba, i wyniki na moje nie były złe.
No ale trzeba nas zmobilizować...
Bez sensu mówiąc krótko.
No i filmik. Duzo improwizowania, trochę szybkiego kręcenia i gorący reflektor - to najbardziej wryło mi się w pamięć. Ale nie oceniam przed zobaczeniem efektu końcowego, myślę, że będzie nieźle.
A na sam koniec dnia, podczas rozmowy, przypomiała mi się "sosna". Chyba przejdę się tam na spacer, nie byłem od urodzin. Tylko z drogą cięzko, nikt tam nie chodzi. Ale widoki są piękne, wokół przyroda, zwierzęta...
Oby pogoda i zdrowie dopisały.
W piątek ruszam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz