sobota, 8 stycznia 2011

Hej, kolęda, kolęda...

... i po kolędzie. Sobota rano, a tu coś takiego. Trudno, musiałem jakos wstać, od tego nie ma ucieczki. Ale po co budzić się dla 10 minut modlitw i pogaduch rodziców z księdzem? Bez sensu...
Dziś kolejny dzień odwilży. Z dachu cały czas leci śnieg, momentami obawiam się, czy razem z nim nie szusują w dół też dachówki. Zeszłej nocy hałas był taki, że nie mogłem zasnąć. Odwilż to rodzaj pogody za którym osobiście nie przepadam. Łatwiej się połamać niż dojść ze szkoły czy kościoła do domu...
Już jutro przykry powrót do niedzielnej rutyny. Olałbym wszystko koncertowo (co jest moją specjalnością od jakichś 5 lat) gdyby nie sprawdzian z fizyki.
A fizyka to coś, do czego muszę się (nie lubię tego słowa) przykładać. Zapamiętywanie wzorów na byle co nie jest moją specjalnością... Jest jeszcze informatyka, ale tu chyba będę bardziej powściągliwy w uczeniu się. Pod tym względem mój niedzielny 'obowiązek' zostanie oczywiście spełniony ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz