Najpierw krótko o szkole, dziś trzy sprawdziany, nie było nawet źle jak na oczywiste nieuczenie się do nich i wiadomośc o planowanych przygotowaniach do konkursu, co dodało mi niesamowitego animuszu do dalszych działań na lekcji języka polskiego.
A teraz moje niesamowicie głębokie przemyslenia. Zastanawiałem się, do jakiej kultury pasuję. I w zasadzie wyszło mi, że do żadnej. Hip-hopowcy czy raperzy są mi najbliźsi ale handel drugami, lewy przemyt i jakieś gówna mnie nie pociągają, tak jak spuszczanie łomotu za nic. Reggae kompletnie mnie odpycha ze wzgledu na ten cały "Jamaican style". Metalowcy też mnie denerwują, bo nie ma innej muzyki na świecie niż ich ulubiona. A są, jest ich wiele, tylko wystarczy chciec posłuchać. Emo-bez komentarza, ja tez moge się pociąć Gilletem, ale wolałbym nie mdlec potem przez 3 dni pod rząd. Punki-nie mam nawet nic przeciwko, ale nic mnie z tym nie łączy. Goci-oj kiedyśbyłem nawet blisko, ale w porę zrozumiałem o co w tym chodzi. Na koniec lansiarze, lansiarki i zelusiegorsza z żyjących grup, która niestety ma coraz więcej prominentnych członków propagujacych swoje zachowanie gdzie się da. Dzis nawet ja nie ujechałbym daleko bez szpanu. To smutne, ale prawdziwe.
A siebie gdzie bym umiejscowił? Jestem troszkę hip-hopowcem z osiedla (bo lubię chodzić tu i tam) ale ja jestem bardziej poza wszelkimi grupami, taki wieczny wedrowiec.
To tu, to tam, ale najlepiej, gdy jestem sam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz