W końcówce starego roku dopadły mnie dwie myśli. Oprócz chęci stworzenia bloga naszła mnie też chęć na wzięcie udziału w pewnym, od jakiegos czasu, corocznym wydarzeniu. Otóż oczywiście po Sylwestrze na fejsie i nk wielu imprezowiczów ściga się we wrzucaniu zdjęć z ich "najlepszej po słońcem imprezy sylwestrowej". Wyścig trwa, najlepsi z mi znanych mają po około 50 takich słit foci, połowa to oczywiście "szneki" albo inne głupie miny. Arek stwierdził mało zaskakująco, ale jednocześnie celnie: "Tak być musi" i miał chłop rację.
Cóż liczy się ilość, a nie jakość...
I teraz pytanie, czemu ja nie wrzucę fotek ze swojej super niesamowitej imprezy?
1.Bo nie czuję wewnętrznej potrzeba polansowania słit fociami gdzie się da.
2.Bo wszystkim którym musiałem już za 31 grudnia i 1 stycznia dziękowałem, oni też, i mi to całkowicie wystarczy
3.Bo poszedłem po rozum po głowy i postanowiłem 100 zdjęć nie robić.
A, co do starego roku, to mam dziwne uczucie, że po 2009 nastapił 2011. Poprzedni rok po prostu niczego w moim zyciu nie zmienił. Były momenty, gdy myślałem, że zmiany już są na wyciągnięcie ręki (tzn. dwa ostatnie tygodnie lata), ale dość okrutnie się zawiodłem. Oby te 12 miesięcy było lepsze. Czekam tylko na wakacje, wtedy postaram się wykorzystać je do maksiumum, a nie tylko w jednej czwartej. Człowiek uczy się na błędach. Obym ja okazał się człowiekiem.
No i oczywiście życzę szczęśliwego nowego roku :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz