czwartek, 27 stycznia 2011

Jutro potwornie ciekawy dzień. Chemia, na którą nie będę się uczył, i impreza, na której nie będę się bawił.
W sumie jest tak zawsze, tylko że teraz wiem to jeszcze na długo przed faktem (a nie 5 minut przed lekcją/imprezą).
Eh, postaram sie o jakieś zdjęcia, będzie czym galerie poozdabiać.

Widzę, że Walentynki mają jeszcze jeden rodzaj wpływu na ludzi. Wszyscy ustawiają sobie status na Facebooku na "Wolny/a". Tak, atmosfera oczekiwania na kartkę od tajemniczego wielbiciela, który nie umie się przyznać do swej miłości otwarcie musi byc niesamowita. I doprawdy wielka szkoda, że mnie to nie trafia...

A na koniec-Grammatik. By pamiętać, kim się jest, było i będzie.

wtorek, 25 stycznia 2011

Ostatnie dni

Już zaraz ferie. Nareszcie. Muszę odpocząć od zgiełku szkoły, bo w końcu wykituję, i tak co rano jadę na oparach energii i woli walki o niezaśnięcie na każdej lekcji. Dziś było niemiło, to co było do napisania poszło mi źle. No i musiałem się dopomneć o ocenę, dzięki temu chyba będzie świadectwo z paskiem na półrocze. Ale co to mi daje? Satysfakcję? Poczucie dobrze wykonanej roboty? Raczej nie.
Po niedzielnej rozmowie na GG doszedłem do wniosku, że... lepiej, żebym nie dochodził do wniosków, bo będą one zbyt krytyczne dla mnie i otoczenia (na co obydwie strony nie zasługują). Muszę jednak przyznać, że zawsze miło podyskutować na ważne tematy i jakoś tam sobie pomóc. Lubię szczere rozmowy, tylko że rzadko mam na nie okazje, bo dzisiaj głównie liczy się fajność wśród kolegów i szpanowanie czym się da. Cóż, "bo tutaj jest jak jest, po prostu..". Najwyżej odetnę się od wszystkiego, nikt nie bedzie żałował.

 A co do polaków na MŚ, to mam dla nich cytat z Fabiańskiego: Shit happens. A więc oby ten turniej już się nie powtórzył.

No to ja wracam do swoich spraw, napiszę może jutro, moze już w ferie.
Bym był zapomniał, jeszcze dwie ważne daty.

Piątek, czyli tańcowanie na imprezie, do której zostałem praktycznie wmuszony, ale pewnie będzie fajnie.

No i 14 luty. Chyba wiadomo o co chodzi...

niedziela, 23 stycznia 2011

W pułapce przyjaźni

Będą kłopoty. Czuję to. Gdy stajesz pomiędzy dwoma przyjaciółmi, i to zwaśnionymi na śmierć, masz mocno ograniczone pole manewru, musisz odpowiednio dobierać słowa, ważyć czyny, próbować mediacji. Tak to jest. A ja muszę pójść w jedną z tych stron, stanąć przy jednym z nich, i ostatecznie wyniszczyć drugiego.To dlatego, że nie umiem do nich przemówic, nie potrafię dać im do zrozumienia, że to co robią ze sobą jest fatalne dla nich samych.  A jua ostaecznie muszę coś powiedziec, przy kim będę czuwał. To będzie bolało, ale tak musi się stać, dla każdego z nas to będzie najlepsze.
Chory konflikt musi się skończyć, a miłe słowa nic nie pomogą.
Jak to się potoczy dalej? Nie wiem, ale będzie na pewno niemiło. I to bardzo...

środa, 19 stycznia 2011

I źle, i dobrze...

Dzień pełen sportu za mną. Po halówce jestem cały zmeczony, no ale piłka w kazdej formie sprawia mi radość. Stłuczone kolano i zbite udo to nic wielkiego jak na halówkę. Przynajmniej dla większości tak jest, bo kontuzje z reguły sa powazniejsze, jesli angażuje się w gre. Cóż, dwa dni do weekendu, jakoś to wytrzymam. Niestety, znowu są jakieś sprawdziany o których nikt mnie nie poniformował (ten turniej w piatek...) i czeka mnie nauka na czuja.
Czyli to co zwykle ;)

wtorek, 18 stycznia 2011

(Pół)finałowy dzwonek

Jeszcze chwila i będą ferie. Mam juz jaśnie okreslony plan na ten okres, ale zawsze coś może się sypnąć, więc nie ma co cieszyć się na zapas. Są dwie bardzo pozytywne wiadomości: (chyba) mam niezłą średnią na półrocze oraz fakt, że kumpel będzie na ferie. Przynajmniej nie bedzie nudno, gdzieś się wyskoczy. Teraz już kulturalnie, fantazja dzieciaka powoli mi mija. Może to lepiej, może to gorzej, ale lepiej nie pakować się w niepotrzebne kłopoty.
A w szkole wystawiania ocen ciąg dalszy...

sobota, 15 stycznia 2011

GPS

Wczoraj nie pisałem, ale nic ciekawego nie miało miejsca.
Tylko formalna notka odnośnie turnieju: zgodnie z moimi przewidywaniami nie zagrałem ani minuty.
A dziś za mną intensywny dzień. Młody znowu wrócił, więc oczywiście zorganizowaliśmy sobie wypad, znowu do MM. Tym razem jednak nie musielismy wracać mostem.
Fajnie w sumie było, pogadalismy o ludziach, którzy się zmieniają, pośmialiśmy się ze swoich ułomności, zostałem GPSem no i o mało Karoliny nie udusiliśmy. Ale chyba nie powinna byc o to zła. Mam przynajmniej nadzieję, przepraszałem z trzy razy. Szkoda, że do końca humoru nie złapałem, za dużo myśli, za dużo wątpliwości. Jeśli i ta znajomość ma się skończyć tak jak ta z lata, to dziękuję bardzo, wolę się nie mieszać. I będę miał awersję do mieszkańców tej małej wioski.
Przy okazji, dowiedziałem się dziś, że słuchanie muzyki a słuchanie kultury muzycznej to zupełnie co innego. Przykład pierwszy z brzegu: reggae. Nie mam nic do tej muzyki, jest jak kazda inna, niektóre piosenki nawet mi się podobają, ale już sama kultura reggae przyprawia mnie o mdłości. I dziś dostałem naoczny przykład że "słuchać muzyki' a "żyć muzyką" to kompletnie co innego, dwa różne pojęcia. Ludzie się zmieniają, diametralnie, z dnia na dzień, bez żadnego ostrzeżenia.
Mimo wszystko mam nadzieję, że w ferie zobaczymy się w takiej grupie znowu. I oby nikt z nas się nie zmienił na gorsze.
A na koniec Fenomen, i -jakże by inaczej- "Zmiany"

czwartek, 13 stycznia 2011

Na sportowo

Jutro turniej w siatkówkę. Idę tam jako grzejący ławę. Może wejdę raz czy dwa, ale raczej wątpię. W końcu mam taki jeden mały mankament.
Wzrost...
Patrząc realnie, skład nie jest świetny, ale obyśmy sobie jakoś poradzili, to ocenki wpadną. No i w szkole mnie nie będzie.
Dzis napisałem sobie piosenkę. Wreszcie naszła mnie wena do pisania na szybko. Chyba pierwszy raz od miesiąca.
Szóstka z muzyki musiała mi dać natchnienie...

środa, 12 stycznia 2011

Krótko

Dzis któtko, bo nie mam czasu, uczę się głupiej piosenki...
Generalnie to mogłbym zrobić plebiscyt na najbardziej wkurzonego nauczyciela dnia i kandydatów byłoby wielu. Sprawdzian z polaka to była porażka, 4 uznam za sukces. No i pompowałem, pompowałem i wypomopowałem na 5 ;)
Czyli dużo szkolnych wrażeń( pamiętając oczywiście o ataku prosto w twarz...) i konieczność śpiewania.
Niestety dla postronnych słuchaczy.

wtorek, 11 stycznia 2011

Kolejny filmik, tym razem Fenomen-Marzenia.
"Przecież kazdy ma marzenia..."
Tak, to był hip-hop, nie to co teraz, komercja dociera wszędzie.
Ale takie piosenki pozostają na długo w pamięci, razem z zespołami.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Mów mi jak chcesz

Najpierw krótko o szkole, dziś trzy sprawdziany, nie było nawet źle jak na oczywiste nieuczenie się do nich i wiadomośc o planowanych przygotowaniach do konkursu, co dodało mi niesamowitego animuszu do dalszych działań na lekcji języka polskiego.
A teraz moje niesamowicie głębokie przemyslenia. Zastanawiałem się, do jakiej kultury pasuję. I w zasadzie wyszło mi, że do żadnej. Hip-hopowcy czy raperzy są mi najbliźsi ale handel drugami, lewy przemyt i jakieś gówna mnie nie pociągają, tak jak spuszczanie łomotu za nic. Reggae kompletnie mnie odpycha ze wzgledu na ten cały "Jamaican style". Metalowcy też mnie denerwują, bo nie ma innej muzyki na świecie niż ich ulubiona. A są, jest ich wiele, tylko wystarczy chciec posłuchać. Emo-bez komentarza, ja tez moge się pociąć Gilletem, ale wolałbym nie mdlec potem przez 3 dni pod rząd. Punki-nie mam nawet nic przeciwko, ale nic mnie z tym nie łączy. Goci-oj kiedyśbyłem nawet blisko, ale w porę zrozumiałem o co w tym chodzi. Na koniec lansiarze, lansiarki i zelusiegorsza z żyjących grup, która niestety ma coraz więcej prominentnych członków propagujacych swoje zachowanie gdzie się da. Dzis nawet ja nie ujechałbym daleko bez szpanu. To smutne, ale prawdziwe.
A siebie gdzie bym umiejscowił? Jestem troszkę hip-hopowcem z osiedla (bo lubię chodzić tu i tam) ale ja jestem bardziej poza wszelkimi grupami, taki wieczny wedrowiec.
To tu, to tam, ale najlepiej, gdy jestem sam...

sobota, 8 stycznia 2011

Gitara

Od kilku lat zastanawiam się, co zrobić ze swoim niewątpliwym talentem do... I tu właśnie pojawia się pytanie: do czego? Nie dałem się poznać jako ktoś wybitny w jakiejkolwiek dziedzinie, przynajmniej ja tak nie uważam, więc wniosek jest prosty: albo zmarnowałem już swój jakiś talent albo go jeszcze nie odkryłem. Jednyna rzecz, którą mógłbym nazwać talentem, jest umiejętność tworzenia krótkich, tajemnieczych myśli lub tworzenia swego rodzaju poezji.
Bo nic nie oddaje tak myśli jak wiersz pisany o drugiej w nocy, przy księżycu w pełni.
Dopiero gdy nikt nie widzi moich oczu zyskuję umiejętność patrzenia duszą.
Mam nadzieję, że jednak talent się ukaże. Nie chciałbym w przyszłości robić czegoś, do czego nie mam predyspozycji lub nie będzie sprawiało mi radości.
Chciałbym też grać na gitarze. Niby sprawa łatwa, teoretycznie mógłbym i w poniedziałek zamowić sobie jakąś dobrą, klasyczną gitarę. Mógłbym też zaraz po zakupie zapisać się na lekcje gry, czas bym znalazł, mimo napiętego kalendarza. Tyle że ja nie wyobrażam sobie gry dla samej gry, albo ewentualnie suchej pioseneczki na jakimś szkolnym, śmiesznym występiku (niczego nie ujmując osobom w nich wystepującym, to moje subiektywne zdanie). Dla mnie moja muzyka powinna być adresowana bezpośrednio do jedenej osoby, z którą mógłbym się nią dzielić. Po prostu wyrażać siebie każdą piosenką...
Czasami jestem marzycielem, ale realizmu tez mi nie brakuje. Dobrze wiem, że nie znalazłbym obecnie ani zapewne w niedalekiej przyszłości żadnej osoby, z którą mógłbym się muzyką bezpośrednio dzielić. Chyba więc nie ma sensu kupować gitary. Kiedyś jednak nauczę się grać, choćby dla samego siebie, by spróbować. Bo próbować nigdy nie zaszkodzi.

Hej, kolęda, kolęda...

... i po kolędzie. Sobota rano, a tu coś takiego. Trudno, musiałem jakos wstać, od tego nie ma ucieczki. Ale po co budzić się dla 10 minut modlitw i pogaduch rodziców z księdzem? Bez sensu...
Dziś kolejny dzień odwilży. Z dachu cały czas leci śnieg, momentami obawiam się, czy razem z nim nie szusują w dół też dachówki. Zeszłej nocy hałas był taki, że nie mogłem zasnąć. Odwilż to rodzaj pogody za którym osobiście nie przepadam. Łatwiej się połamać niż dojść ze szkoły czy kościoła do domu...
Już jutro przykry powrót do niedzielnej rutyny. Olałbym wszystko koncertowo (co jest moją specjalnością od jakichś 5 lat) gdyby nie sprawdzian z fizyki.
A fizyka to coś, do czego muszę się (nie lubię tego słowa) przykładać. Zapamiętywanie wzorów na byle co nie jest moją specjalnością... Jest jeszcze informatyka, ale tu chyba będę bardziej powściągliwy w uczeniu się. Pod tym względem mój niedzielny 'obowiązek' zostanie oczywiście spełniony ;)

piątek, 7 stycznia 2011

Nudy

Dzisiaj było po prostu nudno. Troszkę myślenia o przeszłości i przyszłości oraz mała złość, w zasadzie nie wiem za co.
Nudno.
Jutro tak nie będzie, jest kolęda, jest impreza...

czwartek, 6 stycznia 2011

Skutki czasu wolnego

Przyrost czasu wolnego jest chyba równznaczny z przyrostem różnych niezrozumiałych mniej i bardziej dla mnie procesów.
Przeżyłem dziś szok. Otóż mój pomysł został wcielony w życie przez kogos innego.
Jednak następna rzecz nie była już tak zaskakująca: oczywiście według innych to nie był mój pomysł.
Trudno, dopomnę się troszkę o swoje.
I przezyłem jeszcze jeden, mniejszy szok. Kolejna durna wiadomość na gg od mojej 'kochanej' koleżanki.
To tego chyba będę się musiał przyzwyczaić, bo jej tylko wykrety się zmieniają.
Co do mnie, źle się dzisiaj czuję. Nie wiem, czy to kwestia zmęczenia, sromotnej klęski w szachy, czy innego procesu, nie ulega jednak wątpliwości, że to dzisiej najmniejsze zaskoczenie. Źle czuję się, tak uśredniając, co 3 dni.
Na obronę swojego zdrowia mogę tylko napisać, że mam osobistą niechęć do lekarzy...

Bywa i tak.

środa, 5 stycznia 2011

Różne szkolne przypadłości

Dziś dużo się działo. Plecak ważący chyba z tonę, którego musiałem przytachać do szkoły był tylko wstępem. Oczywiście, znów rozwalił mi się zamek. Potem był niemiecki, i klasyczne docinki.
Co do testu gimnazjalnego, ja przepraszam bardzo, ale to jest próba, i wyniki na moje nie były złe.
No ale trzeba nas zmobilizować...
Bez sensu mówiąc krótko.
No i filmik. Duzo improwizowania, trochę szybkiego kręcenia i gorący reflektor - to najbardziej wryło mi się w pamięć. Ale nie oceniam przed zobaczeniem efektu końcowego, myślę, że będzie nieźle.
A na sam koniec dnia, podczas rozmowy, przypomiała mi się "sosna". Chyba przejdę się tam na spacer, nie byłem od urodzin. Tylko z drogą cięzko, nikt tam nie chodzi. Ale widoki są piękne, wokół przyroda, zwierzęta...
Oby pogoda i zdrowie dopisały.
W piątek ruszam.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Stay...


Prawie abym zapomniał, wstawię jeszcze piosenkę. Nieprawdopodobnie wpadła mi w ucho. A niby nie chciałem słuchać kawałków w takim stylu, miał być tylko życiowy, stary polski rap. Ale to chyba jest od niego bardziej życiowe, bo właśnie takie słowa wykrzyczałbym teraz do niej, gdybym tylko mógł...

Nowy rok, nowa historia.

W końcówce starego roku dopadły mnie dwie myśli. Oprócz chęci stworzenia bloga naszła mnie też chęć na wzięcie udziału w pewnym, od jakiegos czasu, corocznym wydarzeniu. Otóż oczywiście po Sylwestrze na fejsie i nk wielu imprezowiczów ściga się we wrzucaniu zdjęć z ich "najlepszej po słońcem imprezy sylwestrowej". Wyścig trwa, najlepsi z mi znanych mają po około 50 takich słit foci, połowa to oczywiście "szneki" albo inne głupie miny. Arek stwierdził mało zaskakująco, ale jednocześnie celnie: "Tak być musi" i miał chłop rację.
Cóż liczy się ilość, a nie jakość...
I teraz pytanie, czemu ja nie wrzucę fotek ze swojej super niesamowitej imprezy?
1.Bo nie czuję wewnętrznej potrzeba polansowania słit fociami gdzie się da.
2.Bo wszystkim którym musiałem już za 31 grudnia i 1 stycznia dziękowałem, oni też, i mi to całkowicie wystarczy
3.Bo poszedłem po rozum po głowy i postanowiłem 100 zdjęć nie robić.
A, co do starego roku, to mam dziwne uczucie, że po 2009 nastapił 2011. Poprzedni rok po prostu niczego w moim zyciu nie zmienił. Były momenty, gdy myślałem, że zmiany już są na wyciągnięcie ręki (tzn. dwa ostatnie tygodnie lata), ale dość okrutnie się zawiodłem. Oby te 12 miesięcy było lepsze. Czekam tylko na wakacje, wtedy postaram się wykorzystać je do maksiumum, a nie tylko w jednej czwartej. Człowiek uczy się na błędach. Obym ja okazał się człowiekiem.
No i oczywiście życzę szczęśliwego nowego roku :)

Zachcianka

Ta, naszła mnie myśl...
I ochota na bloga...
Ale to będzie blog w formie pamiętnika, a nie dla nauczyciela (to by było zabawne), nie dla 'kochających' znajomych, ale może dla chcących mnie lepiej poznać.Przede wszystkim jednak dla mnie. I już. A jak ktoś znajomy tu zawita, to może się zezłości, może się pośmieje, może mnie obsmaruje, a może popiszemy. Nie wiem i wiedzieć raczej nie chcę.
Hehe, jak bedzie mi się chciało pisać tu przez więcej niż miesiąc to się zdziwię. Pożyjemy, zobaczymy ;)
No to zaczynam, poniedziałek, 3 styczeń 2011 roku, coś w okolicach 22:30.