wtorek, 19 kwietnia 2011

Jakoś radośniej

Ostatnimi dniami miało miejsce kilka dość ważnych wydarzeń, wiele rozmów. Na niektóre czekałem długo, inne przyszły niespodziewanie a niektóre po prostu z przyjemnością płynącą z przyjaźni. Lubię rozmawaić, dużo rozmawiać. Ja zawsze zyskuję troszkę uroku przy rozmowie w cztery oczy, stąd też je lubię.
A co do reszty spraw, znowu piszę kawałek (wreszcie cos niezłego się szykuje...), w szkole nudy, nudy i nudy, no i był wypadek niedaleko mojego domu. Wygladało na małą stłuczkę, ale kogoś tan do szpitala jednak wieźli.Cóż, bywa. Przypadki chodzą po ludziach.
A teraz piosenka. Mam dobry humor, to się przypomniała ;)
Dobrej nocy.

czwartek, 14 kwietnia 2011

Hehe...

Miało być jutro, wyszło troszkę póżniej. Ale przynajmniej już wiem, dlaczego strona cięła, więc koniec z kłopotami.
A teraz o minionych dniach i tygodniach:
Najpierw dokończenie rekolekcji. Ksiądz mądrze mówił, mało wiary a dużo życiowej prawdy. Mnie to nie rusza, w moim wypadku to o czym powiedział już poznałem na sobie lub znajomych, ale dla innych mogło to być cenne doświadczenie otwierające oczy na parę spraw. Słyszałem już, że na niektórych podziałało.I tak miało być. Teraz o rozmowie ze starym kumplem z klasy. Spodziewałem się od niego kaptura, bluzy JP/HWDP i braku szacunku do mnie, o zielsku i tym podobnych nie wspominając. Tym czasem zmienił się, o dziwo na lepsze. Pogadaliśmy ponad pół godziny, bardzo luźno, na różne tematy. Myślę że to była jedna z większych niespodzianek w tym roku. Podszedł ot tak, zaczęliśmy rozmawiać, doszliśmy do mojego domu i gadaliśmy dalej. Mała rzecz a cieszy. Potem rozmawiałem długo z Arasem. Przy okazji tej rozmowy odkryłem kilka powiązań rodzinnych i przyjaźni, o których nie miałem pojęcia oraz poznałem kilka nowych ścieżek które z pewnością się przydadzą. A poza tym zapowiada się ciekawe zajęcie na wakacje( a może i na wcześniej): budowa domku na drzewie. A już miejsce zamieszkania Arasa kompletnie mnie zaskoczyło. Gdybym wiedział wcześniej to zapewne nasza znajomość byłaby jeszcze lepsza. Przyjechał jeszcze Młody, tym razem tylko trochę rozmawialiśmy, ale w końcu nie może ustawiać sobie zawsze czasu pode mnie, dlatego nie mam pretensji. Wywiadówka skończyła się nienajlepiej, fizyka i matma-do podciągnięcia, rodzice nie byli przeszczęśliwi, ale na moje nie jest tak źle. Często grywałem w piłę, głównie z Lemanem, któremu jednak siada forma (jakoś mnie to nie dziwi, niestety...). Na orliku jestem prawie codziennie, wysłuchuję różnych osób i dowiaduję się ciekawych rzeczy. Otóż mój kuzyn jest regularnie przekręcany przez kumpli w interesach (nie będę pisał jakich). Trochę się zdziwiłem, ale cóż: zawsze gral cwaniaka, odkąd pamiętam. Był jeszcze Nikodem na "niedzielę z cs'em" a potem testy, testy... Poszło średnio, nie chce mi się o nich rozpisywać. Zobaczymy w czerwcu, o swoich odczuciach napewno napiszę. No, dość dużo tego. Dodam jeszcze dziesiejszą niedoszłą bójkę na osiedlu (gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o... dziewczynę) i palący się komin, też na osiedlu (skutki palenia śmieciami bywają podwójnie zabójcze). Starczy :)
A na koniec piosenka, stary polski klasyk.
Narazie.

piątek, 8 kwietnia 2011

Ogarniam pół swiata

Po długiej przerwie jestem tu znowu. I nawet nie, że zapomniałem o blogu, tylko strona nie chciała mi niewiadomo czemu odpalić. Co było gdy mnie nie było? Napiszę jutro.
Tylko tak sobie myślę o ludziach w moim wieku i ich zachowaniu w szkole i poza nią. Niektórym były potrzebne rekolekcje, by zobaczyć, jak jest i powinno być, innym nic one nie dały, niektórzy zwaliczyli głupotę, inni ją powielają. I tak Balon zmienił się na lepsze, nie spodziewałem się takiej szczerej i spokojnej rozmowy z nim. Ale to silna osobowaość, on rozprostował się (przynajmniej na tyle, by normalnie funkcjonować) sam. Natomiast niektórzy zmienili się przez te rekolekcje (szerzej jutro) i też szacunek dla nich, że kopniak zadziałał. Można mówić o religii co się chce, ale w trudnych momentach może pomóc, szczególnie jeśli głosi ją ktos o dużym darze przekonywania. Niestety, parę osób brnie w zaparte. Słyszałem i od Balona i od innych znajomych ciekawe historie. Wnioskuję z nich, że piwo jest sposobem dla wielu ludzi na fajność, a wstawienie się w gruncie rzeczy nie jest niczym złym, bo skoro po 3-4 piwach nie pamiętasz to dalej nie jest twoją winą, że zalali cię do nieprzytomności. Uderzyły mnie znowu plastikowe lalki Barbie, a raczej wspomnienie o nich, i tak ogólnie myślę że świat dzieli się na dwie połowy. Jedną, którą znam i toleruję taką jaka jest, i drugą, nieobcą mi również, w której jednak umysły niektórych idiotów sa dla mnie szarą, niedostępną pustką, w którą się nie zgłębiam.To tak filozoficznie. A mniej filozoficznie, krótko i na temat: ogarniam pół świata, a drugie pół jest mało zachęcające.

piątek, 25 marca 2011

Niby luźno

Ciekawy tydzień za mną. Był w sumie luźny, ale skłaniający do wielu przemyśleń, bo z wieloma osobami przyszło mi szczerze porozmaiwać. Zapuszczam "wąsy" na jutro, oczywiście dla Małysza. Wykład odnośnie rekolekcji księdza Lemana (skądinąd znane mi nazwisko, "mojego" Lemana muszę przyskrzynić do gry w piłkę w ten weekend) troszkę do mnie trafił, z naciskiem na troszkę. W każdym razie, nareszcie jest po co na te rekolekcje pójść. Cały tydzień, poza poniedziałkiem oczywiście (o czym pisałem już kilka dni temu) nudny, bo opieprzu za te wagary we wtorek należało się spodziewać. Było, minęło, kolejna dobra nauczka na przyszłość. Sprawdzian z chemii jakoś przeżyłem, zarobiłem na zakończenie z łokcia w twarz i w nieprawdopodobnie cudnej, deszczowej i wietrznej pogodzie udałem się do domu. A potem...
Czas na całkowicie wolny weekend.
Taki, jaki lenie lubią najbardziej :D

poniedziałek, 21 marca 2011

Emocjonalnie

Kilka ostatnich dni odbyło się z niezłym wykopem. Zacznę od tyłu, czyli aferka z okazji Dnia Wagarowicza.
Jedni uciekali, jedni nie uciekali, jedni nie przyszli, inni siedzieli na lekcjach, znalazł się tez cwaniak, komplecik jednym słowem. Bajzel totalny. Teraz każdy coś do kogos ma, na Facebooku lata mięso (jakby nie można było tego sobie osobiście wyjaśnić za pomoca np.slow), po prostu wychodzi szydlo z worka, czyli jak sie wszyscy ze soba kochaja. Wlasnie dlatego nigdy nie jestem zzyty z osobami z klasy, zawsze jakies klotnie. A ja sadze ze kazdy powienien samemu sie o siebie zatroszczyc, bez wsluchiwania sie w innych. Wtedy bedzie dobrze, choc to chyba futurystyczny scenariusz.
W tej oto milej scenerii witamy Wiosne...
A w niedziele pozegnanie Malysza. Wiem, ze wszyscy o tym trabia, ale ja tez to zrobie, bo czuje  taka potrzebe. 10 lat, kazda niedziela, soboty, piatki, zawody, krzyki, smutek, radosc. To bardzo, bardzo wiele, szczegolnie ze chyba dzieki niemu zainteresowalem sie w ogole sportem. I jeszcze zwyciestwo w Kulm podczas mojej wyprowadzki. Pamietam jak dzis siebie dziesieciolatka siedzacego na starym krzesle w opuszczanym domu ogladajacego jego zwyciestwo. Byly czasy, byla beztroska. Teraz odchodzi, ja juz starszy, bardziej zajety tym wszystkim ale na skoki zawsze byl czas.
A ostatni konkurs to byla bajka, zmiana pokolen, ale z calym szacunkiem dla Stocha, nie, to nie bedzie raczej ta polka...
W kazdym razie, za medale, za zwyciestwa, za walke, za radosc.


Panie Adamie - Dziekuje.


sobota, 19 marca 2011

I w domu

I po Warszawie. Miasto-ogrom, przepych, światła. W sumie mój klimat, ale i tak wolę spokojne, 15 tysięczne miasteczko. Bo na wyjeździe tez jest wszystko odczuwane inaczej, to i tak nie jest codzienność. A w niej w duzym miescie chyba utonąłbym od razu.
Sama wycieczka- nawet, nawet. Bardzo dużo chodzenia, co ze względu na moją zastraszającą kondycję mnie ucieszyło (bez ironii), fajny spektakl w teatrze, łyk historii na Powązkach i śmiech w schronisku. Nie spodobała mi się troszkę organizacja (dużo, dużo nieścisłości) i kretyńskie zachowanie pewnych osób. Czemu tak sądzę? Bo wygłupy w gronie znajomych nie są niczym złym, sam przecież często to robię, ale lansowanie się na megagwiazdę wyjazdu przez 4 dni i olewanie tych "mniej błyszczących" czy idiotyczne słowa, gesty i sposób bycia mnie drażni. No i na jednej osobie się zawiodłem bardzo mocno, a wobec drugiej potwierdziły się moje przypuszczenia odnośnie niskiego poziomu inteligencji.
A w szkole dni otwarte, na których  było wiele rzeczy wartych uwagi które mnie ominęły, bo siedziałem jako jedna z czterech osób na lekcjach. Ale mogę odetchnąć: niewielu starych znajomych będzie składało podania do liceum. Chciałbym uniknąć zderzenia z plastikiem, a niektórzy mają go w sobie aż nadto.
Szczęśliwie, plastik w większości wybiera szkoły zawodowe.
A ja odsłuchuję muzykę, nareszcie jest czas. Nie wiem co lepsze: sam bit czy z tekstem, ale decyduję się na pełną wersję.


Save me...
Dobrej nocy ;)

niedziela, 13 marca 2011

Znowu w ruchu

Tydzień minął wreszcie spokojniej, nie licząc paru tradycyjnych szkolnych incydentów. A teraz wycieczka do Warszawy.
Nie lubię wycieczek. Znaczy lubię, ale nie emocjonuję się nimi zbytnio. Jadę gdzies daleko z 40-50 ludźmi i tyle. Będzie trochę śmiechu, trochę nud, stania i czekania, tandetnych pamiątek i... sprawdzian z chemii w piątek.
Super.
A zatem...

Kierunek:Warszawa.
Cel: Przezyć.
Sposób:Siedzieć cicho i nie wkurzać się na zachowanie innych.
Realność sposobu: 1%.

Dobrej nocy.

niedziela, 6 marca 2011

Nie było mnie długo

Z powodu przygotowań do konkursu odciąłem się od bloga. Nie miałem czasu, z reszta i tak nikt tego nie czyta, więc po co się starać?
W ostatnich dniach, poza konkursem, który poszedł mi średnio, nic szczególnego się nie działo. Nadal ta sama zgnilizna.
A teraz idę spać. Wreszcie znowu będę myślał o wszystkim i o niczym. A jutro-do roboty.
Nie ma nic za darmo, teraz czas na odrobienie zaległości. Informatyka i angielski czekają. Ale czy to ważne? Nie.
I chciałbym tak zwolnić, ale nie da rady. Pędzę razem z wszystkimi.
Nie, ja nie jestem wszystkimi, ja nie muszę niczego udowadniać, nikogo przebijać.
Wobec tego chyba wysiadam na jakiś czas.
By patrzeć i uśmiechać się pod nosem, by czuć i udawać nieobecnego...

niedziela, 20 lutego 2011

Zgodnie z zapowiedzią ;)

Zgodnie z zapowiedzią, napiszę szerzej o weekendzie.
Sobota spędzona u Karoliny. Miło było, chodzenie tu i tam, dowcipy i docinki, rzucanie się sianem, może troszkę dziecinne, ale śmieszne (lepiej nie mówić, gdzie się nim rzucałem, ale poznaję przynajmniej kawał historii naszego regionu :D ). W końcu co, nie jestem jakimś (za przeproszeniem) pieprzonym światowcem i sztywniakiem, żeby się nie powygłupiać, tym bardziej gdy jest się wsród swoich. Młody wręczył Karolinie prezencik, ja pokonspirowałem troszkę z Aldoną, ale nieszczęśliwie musieliśmy się zmyć wcześnie. Potem siedzieliśmy u Młodego, jedliśmy, słuchaliśmy muzy i dalej gadaliśmy z Karoliną, przy czym przez telefon. Robili ze mnie ostatniego głupka, ale przyzywyczaiłem się, muszę się teraz tym żartownisiom odgryźć ;).
A dziś zamiana ról - Młody u mnie. Najpierw byłem jeszcze chwilkę u Cypisa, załatwić parę błahych spraw, potem poszedłem po Młodego i z powrotem do mnie. Trochę pograliśmy w bilarda, pośmialiśmy się, wymieniliśmy durnymi filmikami z Youtuba i rozeszliśmy się. On na tydzień swoich ferii, ja na dodatkowy wypoczynek.
Chociaż wypoczynek to tutaj przesadzone słowo. Czytanie książek do miłych nie nalezy, ale na konkurs z polaka-mimo wszystko wypada (chyba). Plus jest taki, że wyleci mi sprawdzian z informatyki.
I mam wenę, więc pewnie z niedzieli na poniedziałek jakaś zwrotka wypadnie mi z głowy na papier. Zauważyłem, że prawie pełnię mamy. Lubie pełnię, nie mam z nią żadnych wspomnień, ale jest dla mnie jakaś wyjątkowa. Niczym ciche miasto nocą. Takie drobiazgi sprawiają mi przyjemność, to chyba dobrze, szkoda ze większe sprawy przyprawiają mnie o ból głowy.
W moim przypadku nie ma takiego bólu, na który nie znalazłbym lekarstwa. Więc jest ok, jutro rano przy natłoku książek niepotrzebne smutki ulecą niczym balon na wietrze.

Króciutko

Witam w niedzielę, po raz pierwszy. Idę juz spać, następnego posta, czyli dokładny opis soboty i niedzieli, dodam za około 20 godzin ;)
Zostawiam piosenkę, która wpadła mi w ucho, coś tak czuję że długo z niego nie wypadnie.
Eminem, to wiele wyjaśnia.
"Difficult as it sounds..."