Kilka ostatnich dni odbyło się z niezłym wykopem. Zacznę od tyłu, czyli aferka z okazji Dnia Wagarowicza.
Jedni uciekali, jedni nie uciekali, jedni nie przyszli, inni siedzieli na lekcjach, znalazł się tez cwaniak, komplecik jednym słowem. Bajzel totalny. Teraz każdy coś do kogos ma, na Facebooku lata mięso (jakby nie można było tego sobie osobiście wyjaśnić za pomoca np.slow), po prostu wychodzi szydlo z worka, czyli jak sie wszyscy ze soba kochaja. Wlasnie dlatego nigdy nie jestem zzyty z osobami z klasy, zawsze jakies klotnie. A ja sadze ze kazdy powienien samemu sie o siebie zatroszczyc, bez wsluchiwania sie w innych. Wtedy bedzie dobrze, choc to chyba futurystyczny scenariusz.
W tej oto milej scenerii witamy Wiosne...
A w niedziele pozegnanie Malysza. Wiem, ze wszyscy o tym trabia, ale ja tez to zrobie, bo czuje taka potrzebe. 10 lat, kazda niedziela, soboty, piatki, zawody, krzyki, smutek, radosc. To bardzo, bardzo wiele, szczegolnie ze chyba dzieki niemu zainteresowalem sie w ogole sportem. I jeszcze zwyciestwo w Kulm podczas mojej wyprowadzki. Pamietam jak dzis siebie dziesieciolatka siedzacego na starym krzesle w opuszczanym domu ogladajacego jego zwyciestwo. Byly czasy, byla beztroska. Teraz odchodzi, ja juz starszy, bardziej zajety tym wszystkim ale na skoki zawsze byl czas.
A ostatni konkurs to byla bajka, zmiana pokolen, ale z calym szacunkiem dla Stocha, nie, to nie bedzie raczej ta polka...
W kazdym razie, za medale, za zwyciestwa, za walke, za radosc.
Panie Adamie - Dziekuje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz