sobota, 19 marca 2011

I w domu

I po Warszawie. Miasto-ogrom, przepych, światła. W sumie mój klimat, ale i tak wolę spokojne, 15 tysięczne miasteczko. Bo na wyjeździe tez jest wszystko odczuwane inaczej, to i tak nie jest codzienność. A w niej w duzym miescie chyba utonąłbym od razu.
Sama wycieczka- nawet, nawet. Bardzo dużo chodzenia, co ze względu na moją zastraszającą kondycję mnie ucieszyło (bez ironii), fajny spektakl w teatrze, łyk historii na Powązkach i śmiech w schronisku. Nie spodobała mi się troszkę organizacja (dużo, dużo nieścisłości) i kretyńskie zachowanie pewnych osób. Czemu tak sądzę? Bo wygłupy w gronie znajomych nie są niczym złym, sam przecież często to robię, ale lansowanie się na megagwiazdę wyjazdu przez 4 dni i olewanie tych "mniej błyszczących" czy idiotyczne słowa, gesty i sposób bycia mnie drażni. No i na jednej osobie się zawiodłem bardzo mocno, a wobec drugiej potwierdziły się moje przypuszczenia odnośnie niskiego poziomu inteligencji.
A w szkole dni otwarte, na których  było wiele rzeczy wartych uwagi które mnie ominęły, bo siedziałem jako jedna z czterech osób na lekcjach. Ale mogę odetchnąć: niewielu starych znajomych będzie składało podania do liceum. Chciałbym uniknąć zderzenia z plastikiem, a niektórzy mają go w sobie aż nadto.
Szczęśliwie, plastik w większości wybiera szkoły zawodowe.
A ja odsłuchuję muzykę, nareszcie jest czas. Nie wiem co lepsze: sam bit czy z tekstem, ale decyduję się na pełną wersję.


Save me...
Dobrej nocy ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz