niedziela, 20 lutego 2011

Zgodnie z zapowiedzią ;)

Zgodnie z zapowiedzią, napiszę szerzej o weekendzie.
Sobota spędzona u Karoliny. Miło było, chodzenie tu i tam, dowcipy i docinki, rzucanie się sianem, może troszkę dziecinne, ale śmieszne (lepiej nie mówić, gdzie się nim rzucałem, ale poznaję przynajmniej kawał historii naszego regionu :D ). W końcu co, nie jestem jakimś (za przeproszeniem) pieprzonym światowcem i sztywniakiem, żeby się nie powygłupiać, tym bardziej gdy jest się wsród swoich. Młody wręczył Karolinie prezencik, ja pokonspirowałem troszkę z Aldoną, ale nieszczęśliwie musieliśmy się zmyć wcześnie. Potem siedzieliśmy u Młodego, jedliśmy, słuchaliśmy muzy i dalej gadaliśmy z Karoliną, przy czym przez telefon. Robili ze mnie ostatniego głupka, ale przyzywyczaiłem się, muszę się teraz tym żartownisiom odgryźć ;).
A dziś zamiana ról - Młody u mnie. Najpierw byłem jeszcze chwilkę u Cypisa, załatwić parę błahych spraw, potem poszedłem po Młodego i z powrotem do mnie. Trochę pograliśmy w bilarda, pośmialiśmy się, wymieniliśmy durnymi filmikami z Youtuba i rozeszliśmy się. On na tydzień swoich ferii, ja na dodatkowy wypoczynek.
Chociaż wypoczynek to tutaj przesadzone słowo. Czytanie książek do miłych nie nalezy, ale na konkurs z polaka-mimo wszystko wypada (chyba). Plus jest taki, że wyleci mi sprawdzian z informatyki.
I mam wenę, więc pewnie z niedzieli na poniedziałek jakaś zwrotka wypadnie mi z głowy na papier. Zauważyłem, że prawie pełnię mamy. Lubie pełnię, nie mam z nią żadnych wspomnień, ale jest dla mnie jakaś wyjątkowa. Niczym ciche miasto nocą. Takie drobiazgi sprawiają mi przyjemność, to chyba dobrze, szkoda ze większe sprawy przyprawiają mnie o ból głowy.
W moim przypadku nie ma takiego bólu, na który nie znalazłbym lekarstwa. Więc jest ok, jutro rano przy natłoku książek niepotrzebne smutki ulecą niczym balon na wietrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz