poniedziałek, 16 maja 2011

Spokoju troszkę choć...

Po poniedziałku czuję się nieźle. Dostałem ważną ocenę z fizyki, która daje mi spokój z poprawianiem sprawdzianu. Całe szczęście, mniej roboty.
Od wczoraj kilka wydarzeń z przeszłości znowu odbija mi się czkwaką. Chyba muszę ostatecznie wywalić je z pamięci, cuda się nie zdarzają.
W myślach układam sobie już plan na wakacje. Z miłą chęcią spacerowałbym po wielu zakątkach, ale nie mam za bardzo z kim. Jedni znajomi się do tego nie nadają, inny wyjeżdżaja z Tucholi, a innych się nie zapytam bo to bez sensu i jeszcze za dużo sobie pomyślą. Pustostan...
No i nutka na koniec.
Ten chłopak robi naprawdę fajne instrumentale. Z starych, nieznanych wiekszości piosenek bierze sample, dodaje talentu i gotowe. Powstaje swietna muzyka, idealna właśnie na taki samotny spacer.
Ta, You can be sure... that you may die...
Dobrej nocy.

niedziela, 15 maja 2011

Gdy wszystko się miesza

Ostatni tydzień był bardzo intensywnie przeze mnie przeżyty. Trzeba było zasuwać. Sprawdziany, film, turniej piłki, ogród, kłopoty z psem... W piątek mogłem odetchnąć, to już był koniec.
Najważniejszy był film.
 Zaskakuje mnie to, że pozornie przy naszym nastawieniu do roboty ten film nie miał prawa być zrobiony. A jednak przez 4 dni zrobilem tyle kilometrów pieszo, że trudno będzie mi to przebić przez 2 tygodnie jazdy rowerem. Wzięliśmy się od roboty, no i jest. Nie ważne, czy wygramy czy nie. Poszło dobrze, i to chodziło.
Turniej tez był ważny.
Pierwsza klasa zachowała się jak dzieciuchy, czyli w żadnym razie nas to nie zdziwiło. Został jeden mecz, wygraliśmy. O dziwo miałem mało roboty na bramce, ale co było wybroniłem. Ta, cieszy mnie to, że jestem dobry, ale muszę spojrzeć na to realnie: Prawdopodobnie w tym wieku żeby być klasowym bramkarzem musiałbym być w klubie od 5 lat i mieć co najmniej 20 centymetrów wzrostu więcej. Cóż, przynajmniej w szkole wymiatam, tego nikt mi nie odmówi.
Z psem jest źle. Szkoda, przyzwyczaiłem się. Pustka będzie, ale przejdzie. Jak zawsze coś ją zapełni prędzej czy później.
Z innej beczki: chyba usune Facebooka. Albo okroję ustawienia tak, by widzieć tylko zdarzenia dotyczące mnie. Ludzie wpadają na coraz głupsze pomysły, lepiej nie mówić, milczenie jest złotem. A gdy powiesz coś mądrego od razu rzucają się na Ciebie przyjaciele przyjaciół przyjaciół osoby, której wykazało się, że jest (co najmniej) szurnięta. Zostanę wyzwany od hejterów i tyle z tego będzie. Już wolę wywalić Facebooka. Przeżyję. Tlen, jedzenie i picie są ważniejsze, przynajmniej dla mnie.
Wczoraj głęboko zastanawiałem się nad spełnieniem jako furtka do nieśmiertelności. Niby głupie, ale patrząc głebiej to najprostszy sposób na niesmiertelnośc moralną. Co ona dla mnie znaczy? Wiele i niewiele zarazem, długo by pisać, zostawiam to dla siebie.
Odbyłem kilka rozmów, ale najwięcej do myślenia dała mi ta, której nie odbyłem. Ciekawe, jeszcze tak nigdy nie miałem... Przynajmniej wiem już, ze nie warto jej rozpoczynać przez dłuższy czas.

Miałem tu pomysł na piosenkę, ale się wstrzymam.
Przyjdzie na pewno lepszy moment by pojawiła się na tym blogu.
Dobrej nocy

poniedziałek, 9 maja 2011

Uff...

Jestem zawalony robotą... Nie mam czasu na długi post, ale w weekend postaram się zamieścić coś dłuższego. Na razie wystarczy zawalenie robotą... i senność.

sobota, 7 maja 2011

Myśli tyle...

Włączyłem sobie klimatyczną muzykę... i rozmyślam. Nie o pierwotnych pojęciach, nie o moich błędach, nie o moim życiu ale... o znajomych.
Znajomi są różni. Są tacy do śmiechu, są do smutku, są do zabawy, inni do powagi. Ale ja swoich znajomych dzielę inaczej. Na znajomych z wyboru i z konieczności. Czemu tak? Bo mam znajomych których znam czy chcę czy nie i takich, których znam, bo zechciałem ich poznać. Wszyscy szkolni znajomi zaliczają się do tej pierwszej grupy, gdyż musiałem ich w jakimś stopniu poznać, ale niektórzy też do tej drugiej, bo zechciałem parę osób odkryć lepiej. Generalnie jako całość są najmniej trudni do zdefiniowania. Znajomi z podwórka, osiedla to zdecydowanie ta druga grupa, co nie znaczy że lepsza. Niektórzy zachodzą za skórę, ale w ich wypadku dobre jest to, że PYK... i znikają. Takie znajomości też bywają niewygodne, ale łatwiej je zakończyć. Rodzina: obydwie grupy naraz. Nie mam obowiązku trzymania się z kuzynem mieszkającym 10 kilometrów dalej, ale siłą rzeczy z kuzynostwem mieszkającym obok muszę mieć jakiś kontakt, choćby mały. No i cała reszta: znajomi znajomych. To zdecydowanie  kontakt z wyboru, bo żaden kolega/ koleżanka nigdy swoich znajomych na siłę mi nie narzuci. Tyle.
Wracając do podziału, nie ma skutecznego sposobu, by miec dobrych kolegów. Starsi mówią, ze trzeba trzymać się z dobrze wychowanymi, mądrymi itp. Bzdura. Od takich ludzi można dowiedzieć się dużo, ale o życiu najmniej. Tyle że nawet świadomy wybór nie musi być dobry. Czarne owce są wszędzie, sam to wiem. A znajomi typowo narzuceni... są zazwyczaj denerwujący. Szkoła to zlepek kultur, obok siebie chodzą ludzie o przeróznych poglądach i widokach na świat z którymi się nie zgadzam. To naturalne ale zarazem i niedobre. Gdybym chciał wykrzyczeć każdemu co o nim myslę poziom niezdrowych emocji przekroczyłby maksimum. A w szkole niestety trzeba dbać o układy, a nie o wyrazistość jednostki, żeby przetrwać szturm szkolnej, pragnącej cudzych wpadek i wyśmiewanej odmienności, masy.
A jacy są moi znajomi? Różni. Przy czym dla mnie znajomy to ktoś, z kim rozmawiam. To czy masz mnie jako "znajomy" na Naszej-Klasie czy Facebooku kompletnie mnie nie obchodzi. Bzdury, które tam wypisujesz-też. Liczy się tylko to, co mówisz mi prosto w twarz, w szczególnych wypadkach na gg bądź komórce. A wracając do różnorodności, gdyby każdy znajomy, powiedzmy góra 100 osób, napisał w komentarzu  cos o sobie, wszystko byłoby widać jak na dłoni. Nie ma znajomych złych i dobrych. Są tacy, którzy odpowiadają akurat mi bardziej, i tacy, którzy odpowiadają mniej. Dla kogoś innego mój dobry kumpel może być skończonym głupkiem, a ten, z którym moje relacje bywają kiepskie, przyjacielem od lat. Wszystko zalezy od osobistych doświadczeń. Nie napiszę więc czy moi znajomi są dobrzy czy źli, ze względu na to, że każdy wie swoje najlepiej.
Jest jeszcze trzecia grupa znajomych: osoby do szczerej rozmowy. Elitarne grono, bodaj jest ich 4. Więcej nie trzeba. A szczera rozmowa to  dla mnie coś więcej, niż rozmowa spokojna i otwarta na wszystkie tematy. To rozmowa pełna bólu i radości zarazem. Bez chwil zwątpienia w drugą osobę, czy przypadkiem nie wygada. Pewność to główna jej cecha.
A rozważałem tak, ze względu na tych wszystkich znajomych, których straciłem. I nie jest mi ich w większości żal. Chodzi raczej o to, jak znajomości się zakończyły. A kończyły się zazwyczaj niemiło. Czemu?
Pasuje tu moje małe, stworzone przed paroma dniami powiedzonko: "Nadzieja umiera ostatnia, ale na jej pogrzebie nie ma już żadnych znajomych"
Jednak świat nie znosi pustki. Stare kontakty zastępują nowe. Praktycznie każdego da się zastąpić. Byś był u czyjegoś boku na zawsze jest jednak jedna metoda: musisz stać się niezastąpionym...
Dobrej Nocy ;)

piątek, 6 maja 2011

Niewyraźnie za oknem

Druga impreza za mną. Krótko: było ostro. Chyba raz na  jakiś takie rzeczy są potrzebne, by sie wyszumieć.
No a na zewnątrz zima latem. Znaczy się wiosną, no i nie było śniegu a grad. Efekt jednak podobny, było bielutko. Dla tych co lubią owoce mam złe informacje, na drzewach owocowych jest pogrom. W sumie w ostatnich latach też nie było dobrze, ale po tym mrozie i gradobiciu gorzej już nie może być.
Tak, w USA są tornada, w Ameryce Południowej lawiny błotne, w Australii burze piaskowe, a u nas wiosenne przymrozki. Naprawdę, porównywalne katastrofy.
Tymczasem jutro do roboty, fizycznej i intelektualnej. Wolne już się kończy, teraz czas na przyszłotygodniową wielką kumulację: 4 sprawdziany w 4 dni...

poniedziałek, 2 maja 2011

I po imprezie... i przed imprezą :)

Po imprezie u Arasa jestem przede wszystkim zajechany. Za dużo gry w piłkę... I ja to mówię? Dziwne...
Było spoko, Aras był troszkę zły że niektórzy nie ruszyli swych szanownych tyłków i nie przyszli, ale mysle, że nie było to problemem.Jedzenia full, w pilkę jak już p-isałem dość się nagrałem (niestety, kolano się odzywa) zdjęcia są, przemówienie wyborcze Jeda i nasze pogrzebowe "Sto lat" też, teraz tylko rozsyłka ( ktoś tu nie czyta wiadomości na gg... :P ). Dzięki wszystkim za zabawę :)
Co do jutra, to urodziny u Cypisa. Na noc raczej nie zostanę. Może to i lepiej, znając jego pomysły. Ale jak matka się uprze nie ma bata.
Poza tym musze latać z aparatem i robić zdjęcia. Nie "słit focie", a jakieś fajne widoczki na konkurs. No i Wojtas za coś się wziął. Szok. Ale pozytywny :D
Do zobaczenia... to jest, do napisania ;)

Prace na wysokości

Ostatnimi dniami zajmuje się budowaniem domku na drzewie, prawie codziennie. Fajna praca, odstresowująca. Jutro idę na urodziny do Arasa, pojutrze do kuzyna. Imprezowo, ale już nie jak kiedyś, bez przesady.
Nasłuchałem się fajnych ploteczek o paru osobach. Nie będę ich roznosił, ale zapamiętam i okaże się, czy są prawdą czy bajeczką.
No i tradycyjnie ostatnio-piosenka. Jak dla mnie nowe rytmy, ale taki właśnie rodzaj muzyki opartej na gitarach, w stylu z minionych epok, lubię najbardziej...

wtorek, 19 kwietnia 2011

Jakoś radośniej

Ostatnimi dniami miało miejsce kilka dość ważnych wydarzeń, wiele rozmów. Na niektóre czekałem długo, inne przyszły niespodziewanie a niektóre po prostu z przyjemnością płynącą z przyjaźni. Lubię rozmawaić, dużo rozmawiać. Ja zawsze zyskuję troszkę uroku przy rozmowie w cztery oczy, stąd też je lubię.
A co do reszty spraw, znowu piszę kawałek (wreszcie cos niezłego się szykuje...), w szkole nudy, nudy i nudy, no i był wypadek niedaleko mojego domu. Wygladało na małą stłuczkę, ale kogoś tan do szpitala jednak wieźli.Cóż, bywa. Przypadki chodzą po ludziach.
A teraz piosenka. Mam dobry humor, to się przypomniała ;)
Dobrej nocy.

czwartek, 14 kwietnia 2011

Hehe...

Miało być jutro, wyszło troszkę póżniej. Ale przynajmniej już wiem, dlaczego strona cięła, więc koniec z kłopotami.
A teraz o minionych dniach i tygodniach:
Najpierw dokończenie rekolekcji. Ksiądz mądrze mówił, mało wiary a dużo życiowej prawdy. Mnie to nie rusza, w moim wypadku to o czym powiedział już poznałem na sobie lub znajomych, ale dla innych mogło to być cenne doświadczenie otwierające oczy na parę spraw. Słyszałem już, że na niektórych podziałało.I tak miało być. Teraz o rozmowie ze starym kumplem z klasy. Spodziewałem się od niego kaptura, bluzy JP/HWDP i braku szacunku do mnie, o zielsku i tym podobnych nie wspominając. Tym czasem zmienił się, o dziwo na lepsze. Pogadaliśmy ponad pół godziny, bardzo luźno, na różne tematy. Myślę że to była jedna z większych niespodzianek w tym roku. Podszedł ot tak, zaczęliśmy rozmawiać, doszliśmy do mojego domu i gadaliśmy dalej. Mała rzecz a cieszy. Potem rozmawiałem długo z Arasem. Przy okazji tej rozmowy odkryłem kilka powiązań rodzinnych i przyjaźni, o których nie miałem pojęcia oraz poznałem kilka nowych ścieżek które z pewnością się przydadzą. A poza tym zapowiada się ciekawe zajęcie na wakacje( a może i na wcześniej): budowa domku na drzewie. A już miejsce zamieszkania Arasa kompletnie mnie zaskoczyło. Gdybym wiedział wcześniej to zapewne nasza znajomość byłaby jeszcze lepsza. Przyjechał jeszcze Młody, tym razem tylko trochę rozmawialiśmy, ale w końcu nie może ustawiać sobie zawsze czasu pode mnie, dlatego nie mam pretensji. Wywiadówka skończyła się nienajlepiej, fizyka i matma-do podciągnięcia, rodzice nie byli przeszczęśliwi, ale na moje nie jest tak źle. Często grywałem w piłę, głównie z Lemanem, któremu jednak siada forma (jakoś mnie to nie dziwi, niestety...). Na orliku jestem prawie codziennie, wysłuchuję różnych osób i dowiaduję się ciekawych rzeczy. Otóż mój kuzyn jest regularnie przekręcany przez kumpli w interesach (nie będę pisał jakich). Trochę się zdziwiłem, ale cóż: zawsze gral cwaniaka, odkąd pamiętam. Był jeszcze Nikodem na "niedzielę z cs'em" a potem testy, testy... Poszło średnio, nie chce mi się o nich rozpisywać. Zobaczymy w czerwcu, o swoich odczuciach napewno napiszę. No, dość dużo tego. Dodam jeszcze dziesiejszą niedoszłą bójkę na osiedlu (gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o... dziewczynę) i palący się komin, też na osiedlu (skutki palenia śmieciami bywają podwójnie zabójcze). Starczy :)
A na koniec piosenka, stary polski klasyk.
Narazie.

piątek, 8 kwietnia 2011

Ogarniam pół swiata

Po długiej przerwie jestem tu znowu. I nawet nie, że zapomniałem o blogu, tylko strona nie chciała mi niewiadomo czemu odpalić. Co było gdy mnie nie było? Napiszę jutro.
Tylko tak sobie myślę o ludziach w moim wieku i ich zachowaniu w szkole i poza nią. Niektórym były potrzebne rekolekcje, by zobaczyć, jak jest i powinno być, innym nic one nie dały, niektórzy zwaliczyli głupotę, inni ją powielają. I tak Balon zmienił się na lepsze, nie spodziewałem się takiej szczerej i spokojnej rozmowy z nim. Ale to silna osobowaość, on rozprostował się (przynajmniej na tyle, by normalnie funkcjonować) sam. Natomiast niektórzy zmienili się przez te rekolekcje (szerzej jutro) i też szacunek dla nich, że kopniak zadziałał. Można mówić o religii co się chce, ale w trudnych momentach może pomóc, szczególnie jeśli głosi ją ktos o dużym darze przekonywania. Niestety, parę osób brnie w zaparte. Słyszałem i od Balona i od innych znajomych ciekawe historie. Wnioskuję z nich, że piwo jest sposobem dla wielu ludzi na fajność, a wstawienie się w gruncie rzeczy nie jest niczym złym, bo skoro po 3-4 piwach nie pamiętasz to dalej nie jest twoją winą, że zalali cię do nieprzytomności. Uderzyły mnie znowu plastikowe lalki Barbie, a raczej wspomnienie o nich, i tak ogólnie myślę że świat dzieli się na dwie połowy. Jedną, którą znam i toleruję taką jaka jest, i drugą, nieobcą mi również, w której jednak umysły niektórych idiotów sa dla mnie szarą, niedostępną pustką, w którą się nie zgłębiam.To tak filozoficznie. A mniej filozoficznie, krótko i na temat: ogarniam pół świata, a drugie pół jest mało zachęcające.