Włączyłem sobie klimatyczną muzykę... i rozmyślam. Nie o pierwotnych pojęciach, nie o moich błędach, nie o moim życiu ale... o znajomych.
Znajomi są różni. Są tacy do śmiechu, są do smutku, są do zabawy, inni do powagi. Ale ja swoich znajomych dzielę inaczej. Na znajomych z wyboru i z konieczności. Czemu tak? Bo mam znajomych których znam czy chcę czy nie i takich, których znam, bo zechciałem ich poznać. Wszyscy szkolni znajomi zaliczają się do tej pierwszej grupy, gdyż musiałem ich w jakimś stopniu poznać, ale niektórzy też do tej drugiej, bo zechciałem parę osób odkryć lepiej. Generalnie jako całość są najmniej trudni do zdefiniowania. Znajomi z podwórka, osiedla to zdecydowanie ta druga grupa, co nie znaczy że lepsza. Niektórzy zachodzą za skórę, ale w ich wypadku dobre jest to, że PYK... i znikają. Takie znajomości też bywają niewygodne, ale łatwiej je zakończyć. Rodzina: obydwie grupy naraz. Nie mam obowiązku trzymania się z kuzynem mieszkającym 10 kilometrów dalej, ale siłą rzeczy z kuzynostwem mieszkającym obok muszę mieć jakiś kontakt, choćby mały. No i cała reszta: znajomi znajomych. To zdecydowanie kontakt z wyboru, bo żaden kolega/ koleżanka nigdy swoich znajomych na siłę mi nie narzuci. Tyle.
Wracając do podziału, nie ma skutecznego sposobu, by miec dobrych kolegów. Starsi mówią, ze trzeba trzymać się z dobrze wychowanymi, mądrymi itp. Bzdura. Od takich ludzi można dowiedzieć się dużo, ale o życiu najmniej. Tyle że nawet świadomy wybór nie musi być dobry. Czarne owce są wszędzie, sam to wiem. A znajomi typowo narzuceni... są zazwyczaj denerwujący. Szkoła to zlepek kultur, obok siebie chodzą ludzie o przeróznych poglądach i widokach na świat z którymi się nie zgadzam. To naturalne ale zarazem i niedobre. Gdybym chciał wykrzyczeć każdemu co o nim myslę poziom niezdrowych emocji przekroczyłby maksimum. A w szkole niestety trzeba dbać o układy, a nie o wyrazistość jednostki, żeby przetrwać szturm szkolnej, pragnącej cudzych wpadek i wyśmiewanej odmienności, masy.
A jacy są moi znajomi? Różni. Przy czym dla mnie znajomy to ktoś, z kim rozmawiam. To czy masz mnie jako "znajomy" na Naszej-Klasie czy Facebooku kompletnie mnie nie obchodzi. Bzdury, które tam wypisujesz-też. Liczy się tylko to, co mówisz mi prosto w twarz, w szczególnych wypadkach na gg bądź komórce. A wracając do różnorodności, gdyby każdy znajomy, powiedzmy góra 100 osób, napisał w komentarzu cos o sobie, wszystko byłoby widać jak na dłoni. Nie ma znajomych złych i dobrych. Są tacy, którzy odpowiadają akurat mi bardziej, i tacy, którzy odpowiadają mniej. Dla kogoś innego mój dobry kumpel może być skończonym głupkiem, a ten, z którym moje relacje bywają kiepskie, przyjacielem od lat. Wszystko zalezy od osobistych doświadczeń. Nie napiszę więc czy moi znajomi są dobrzy czy źli, ze względu na to, że każdy wie swoje najlepiej.
Jest jeszcze trzecia grupa znajomych: osoby do szczerej rozmowy. Elitarne grono, bodaj jest ich 4. Więcej nie trzeba. A szczera rozmowa to dla mnie coś więcej, niż rozmowa spokojna i otwarta na wszystkie tematy. To rozmowa pełna bólu i radości zarazem. Bez chwil zwątpienia w drugą osobę, czy przypadkiem nie wygada. Pewność to główna jej cecha.
A rozważałem tak, ze względu na tych wszystkich znajomych, których straciłem. I nie jest mi ich w większości żal. Chodzi raczej o to, jak znajomości się zakończyły. A kończyły się zazwyczaj niemiło. Czemu?
Pasuje tu moje małe, stworzone przed paroma dniami powiedzonko: "Nadzieja umiera ostatnia, ale na jej pogrzebie nie ma już żadnych znajomych"
Jednak świat nie znosi pustki. Stare kontakty zastępują nowe. Praktycznie każdego da się zastąpić. Byś był u czyjegoś boku na zawsze jest jednak jedna metoda: musisz stać się niezastąpionym...
Dobrej Nocy ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz