wtorek, 31 maja 2011

Ten inny raz

W sobotę miała być niezła akcja, szykowała się ustawka jakiej na moim osiedlu jeszcze nie było.
Skończyło się na słowach, ale w połowie czerwca nastąpi ciąg dalszy. Sam jestem ciekaw, co z tego wyjdzie. Był tez Młody, jak zwykle troszkę poszaleliśmy. Czekam na lato, zrobi się jakies ognisko, małą imprezę.
Zeszły tydzień upłynął pod znakiem nauki i małego turnieju piłki, na którym zdobylismy trzecie miejsce. Po turnieju doszedłem do wniosku, że musze dorwać mojego kuzyna i z nim pogadać, bo ostatnimi czasy mocno się chłopak rozbrykał...
Dziś natomiast popołudnie spędziłem nad Głęboczkiem z Damianem (nie rozumiem człowieka, znowu wlazl do wody "na suchara"), a wieczór z Marasem przy pracach ogrodowych. Wcześniej gadałem z Dominiką. Cóż, gadałem, duzo powiedziane. Przy tak fatalnym gardle brzmiało to z jej strony dość zabawnie ( mam nadzieję że tego nie czytasz Fryta :P)
Eh, ile to człowiek rodziny poznaje tak przez przypadek...
Jutro Dzień Dziecka. Znając życie będzie zabawnie. Cóż, okaże się jeszcze co i jak.
Nie moge tez pominąć przygotowań do bierzmowania i popraw ocen. Wszystko spada mi na głowę.
Trudno, jeszcze tylko tydzień i praktycznie spokój... Całe szczęście lato tuż tuż.
A w tym roku będzie ono zgoła inne niż te poprzednie...
Bym był zapomniał: przerzuciłem się na tryb elektroniczny. O co chodzi? Pokaże za jakiś czas na blogu ;)
Dobrej nocy.

niedziela, 22 maja 2011

Na dobranoc.

W sobotę wiele się działo. Napiszę o tym kiedy indziej.
Zostawiam tylko piosenkę
Wyjątkowo z dedykacją, dla dwóch osób.
Myślę, że nikt się nie dowie o kogo chodzi, ale to już nie mój problem...
Dedykacja naszła mnie z powodu wspomnień. A nie ukrywam, że kilka godzin temu wiele się zmieniło, więc może to, choć symbolicznie, ostatnia okazja.
A może nie....
W końcu życie lubi zaskakiwać i zmieniać swój bieg...
A ja wiem o tym najlepiej.
Oj tak...

"If you give a little love,
you can get a little love,
if you want
don't break his heart..."

poniedziałek, 16 maja 2011

Spokoju troszkę choć...

Po poniedziałku czuję się nieźle. Dostałem ważną ocenę z fizyki, która daje mi spokój z poprawianiem sprawdzianu. Całe szczęście, mniej roboty.
Od wczoraj kilka wydarzeń z przeszłości znowu odbija mi się czkwaką. Chyba muszę ostatecznie wywalić je z pamięci, cuda się nie zdarzają.
W myślach układam sobie już plan na wakacje. Z miłą chęcią spacerowałbym po wielu zakątkach, ale nie mam za bardzo z kim. Jedni znajomi się do tego nie nadają, inny wyjeżdżaja z Tucholi, a innych się nie zapytam bo to bez sensu i jeszcze za dużo sobie pomyślą. Pustostan...
No i nutka na koniec.
Ten chłopak robi naprawdę fajne instrumentale. Z starych, nieznanych wiekszości piosenek bierze sample, dodaje talentu i gotowe. Powstaje swietna muzyka, idealna właśnie na taki samotny spacer.
Ta, You can be sure... that you may die...
Dobrej nocy.

niedziela, 15 maja 2011

Gdy wszystko się miesza

Ostatni tydzień był bardzo intensywnie przeze mnie przeżyty. Trzeba było zasuwać. Sprawdziany, film, turniej piłki, ogród, kłopoty z psem... W piątek mogłem odetchnąć, to już był koniec.
Najważniejszy był film.
 Zaskakuje mnie to, że pozornie przy naszym nastawieniu do roboty ten film nie miał prawa być zrobiony. A jednak przez 4 dni zrobilem tyle kilometrów pieszo, że trudno będzie mi to przebić przez 2 tygodnie jazdy rowerem. Wzięliśmy się od roboty, no i jest. Nie ważne, czy wygramy czy nie. Poszło dobrze, i to chodziło.
Turniej tez był ważny.
Pierwsza klasa zachowała się jak dzieciuchy, czyli w żadnym razie nas to nie zdziwiło. Został jeden mecz, wygraliśmy. O dziwo miałem mało roboty na bramce, ale co było wybroniłem. Ta, cieszy mnie to, że jestem dobry, ale muszę spojrzeć na to realnie: Prawdopodobnie w tym wieku żeby być klasowym bramkarzem musiałbym być w klubie od 5 lat i mieć co najmniej 20 centymetrów wzrostu więcej. Cóż, przynajmniej w szkole wymiatam, tego nikt mi nie odmówi.
Z psem jest źle. Szkoda, przyzwyczaiłem się. Pustka będzie, ale przejdzie. Jak zawsze coś ją zapełni prędzej czy później.
Z innej beczki: chyba usune Facebooka. Albo okroję ustawienia tak, by widzieć tylko zdarzenia dotyczące mnie. Ludzie wpadają na coraz głupsze pomysły, lepiej nie mówić, milczenie jest złotem. A gdy powiesz coś mądrego od razu rzucają się na Ciebie przyjaciele przyjaciół przyjaciół osoby, której wykazało się, że jest (co najmniej) szurnięta. Zostanę wyzwany od hejterów i tyle z tego będzie. Już wolę wywalić Facebooka. Przeżyję. Tlen, jedzenie i picie są ważniejsze, przynajmniej dla mnie.
Wczoraj głęboko zastanawiałem się nad spełnieniem jako furtka do nieśmiertelności. Niby głupie, ale patrząc głebiej to najprostszy sposób na niesmiertelnośc moralną. Co ona dla mnie znaczy? Wiele i niewiele zarazem, długo by pisać, zostawiam to dla siebie.
Odbyłem kilka rozmów, ale najwięcej do myślenia dała mi ta, której nie odbyłem. Ciekawe, jeszcze tak nigdy nie miałem... Przynajmniej wiem już, ze nie warto jej rozpoczynać przez dłuższy czas.

Miałem tu pomysł na piosenkę, ale się wstrzymam.
Przyjdzie na pewno lepszy moment by pojawiła się na tym blogu.
Dobrej nocy

poniedziałek, 9 maja 2011

Uff...

Jestem zawalony robotą... Nie mam czasu na długi post, ale w weekend postaram się zamieścić coś dłuższego. Na razie wystarczy zawalenie robotą... i senność.

sobota, 7 maja 2011

Myśli tyle...

Włączyłem sobie klimatyczną muzykę... i rozmyślam. Nie o pierwotnych pojęciach, nie o moich błędach, nie o moim życiu ale... o znajomych.
Znajomi są różni. Są tacy do śmiechu, są do smutku, są do zabawy, inni do powagi. Ale ja swoich znajomych dzielę inaczej. Na znajomych z wyboru i z konieczności. Czemu tak? Bo mam znajomych których znam czy chcę czy nie i takich, których znam, bo zechciałem ich poznać. Wszyscy szkolni znajomi zaliczają się do tej pierwszej grupy, gdyż musiałem ich w jakimś stopniu poznać, ale niektórzy też do tej drugiej, bo zechciałem parę osób odkryć lepiej. Generalnie jako całość są najmniej trudni do zdefiniowania. Znajomi z podwórka, osiedla to zdecydowanie ta druga grupa, co nie znaczy że lepsza. Niektórzy zachodzą za skórę, ale w ich wypadku dobre jest to, że PYK... i znikają. Takie znajomości też bywają niewygodne, ale łatwiej je zakończyć. Rodzina: obydwie grupy naraz. Nie mam obowiązku trzymania się z kuzynem mieszkającym 10 kilometrów dalej, ale siłą rzeczy z kuzynostwem mieszkającym obok muszę mieć jakiś kontakt, choćby mały. No i cała reszta: znajomi znajomych. To zdecydowanie  kontakt z wyboru, bo żaden kolega/ koleżanka nigdy swoich znajomych na siłę mi nie narzuci. Tyle.
Wracając do podziału, nie ma skutecznego sposobu, by miec dobrych kolegów. Starsi mówią, ze trzeba trzymać się z dobrze wychowanymi, mądrymi itp. Bzdura. Od takich ludzi można dowiedzieć się dużo, ale o życiu najmniej. Tyle że nawet świadomy wybór nie musi być dobry. Czarne owce są wszędzie, sam to wiem. A znajomi typowo narzuceni... są zazwyczaj denerwujący. Szkoła to zlepek kultur, obok siebie chodzą ludzie o przeróznych poglądach i widokach na świat z którymi się nie zgadzam. To naturalne ale zarazem i niedobre. Gdybym chciał wykrzyczeć każdemu co o nim myslę poziom niezdrowych emocji przekroczyłby maksimum. A w szkole niestety trzeba dbać o układy, a nie o wyrazistość jednostki, żeby przetrwać szturm szkolnej, pragnącej cudzych wpadek i wyśmiewanej odmienności, masy.
A jacy są moi znajomi? Różni. Przy czym dla mnie znajomy to ktoś, z kim rozmawiam. To czy masz mnie jako "znajomy" na Naszej-Klasie czy Facebooku kompletnie mnie nie obchodzi. Bzdury, które tam wypisujesz-też. Liczy się tylko to, co mówisz mi prosto w twarz, w szczególnych wypadkach na gg bądź komórce. A wracając do różnorodności, gdyby każdy znajomy, powiedzmy góra 100 osób, napisał w komentarzu  cos o sobie, wszystko byłoby widać jak na dłoni. Nie ma znajomych złych i dobrych. Są tacy, którzy odpowiadają akurat mi bardziej, i tacy, którzy odpowiadają mniej. Dla kogoś innego mój dobry kumpel może być skończonym głupkiem, a ten, z którym moje relacje bywają kiepskie, przyjacielem od lat. Wszystko zalezy od osobistych doświadczeń. Nie napiszę więc czy moi znajomi są dobrzy czy źli, ze względu na to, że każdy wie swoje najlepiej.
Jest jeszcze trzecia grupa znajomych: osoby do szczerej rozmowy. Elitarne grono, bodaj jest ich 4. Więcej nie trzeba. A szczera rozmowa to  dla mnie coś więcej, niż rozmowa spokojna i otwarta na wszystkie tematy. To rozmowa pełna bólu i radości zarazem. Bez chwil zwątpienia w drugą osobę, czy przypadkiem nie wygada. Pewność to główna jej cecha.
A rozważałem tak, ze względu na tych wszystkich znajomych, których straciłem. I nie jest mi ich w większości żal. Chodzi raczej o to, jak znajomości się zakończyły. A kończyły się zazwyczaj niemiło. Czemu?
Pasuje tu moje małe, stworzone przed paroma dniami powiedzonko: "Nadzieja umiera ostatnia, ale na jej pogrzebie nie ma już żadnych znajomych"
Jednak świat nie znosi pustki. Stare kontakty zastępują nowe. Praktycznie każdego da się zastąpić. Byś był u czyjegoś boku na zawsze jest jednak jedna metoda: musisz stać się niezastąpionym...
Dobrej Nocy ;)

piątek, 6 maja 2011

Niewyraźnie za oknem

Druga impreza za mną. Krótko: było ostro. Chyba raz na  jakiś takie rzeczy są potrzebne, by sie wyszumieć.
No a na zewnątrz zima latem. Znaczy się wiosną, no i nie było śniegu a grad. Efekt jednak podobny, było bielutko. Dla tych co lubią owoce mam złe informacje, na drzewach owocowych jest pogrom. W sumie w ostatnich latach też nie było dobrze, ale po tym mrozie i gradobiciu gorzej już nie może być.
Tak, w USA są tornada, w Ameryce Południowej lawiny błotne, w Australii burze piaskowe, a u nas wiosenne przymrozki. Naprawdę, porównywalne katastrofy.
Tymczasem jutro do roboty, fizycznej i intelektualnej. Wolne już się kończy, teraz czas na przyszłotygodniową wielką kumulację: 4 sprawdziany w 4 dni...

poniedziałek, 2 maja 2011

I po imprezie... i przed imprezą :)

Po imprezie u Arasa jestem przede wszystkim zajechany. Za dużo gry w piłkę... I ja to mówię? Dziwne...
Było spoko, Aras był troszkę zły że niektórzy nie ruszyli swych szanownych tyłków i nie przyszli, ale mysle, że nie było to problemem.Jedzenia full, w pilkę jak już p-isałem dość się nagrałem (niestety, kolano się odzywa) zdjęcia są, przemówienie wyborcze Jeda i nasze pogrzebowe "Sto lat" też, teraz tylko rozsyłka ( ktoś tu nie czyta wiadomości na gg... :P ). Dzięki wszystkim za zabawę :)
Co do jutra, to urodziny u Cypisa. Na noc raczej nie zostanę. Może to i lepiej, znając jego pomysły. Ale jak matka się uprze nie ma bata.
Poza tym musze latać z aparatem i robić zdjęcia. Nie "słit focie", a jakieś fajne widoczki na konkurs. No i Wojtas za coś się wziął. Szok. Ale pozytywny :D
Do zobaczenia... to jest, do napisania ;)

Prace na wysokości

Ostatnimi dniami zajmuje się budowaniem domku na drzewie, prawie codziennie. Fajna praca, odstresowująca. Jutro idę na urodziny do Arasa, pojutrze do kuzyna. Imprezowo, ale już nie jak kiedyś, bez przesady.
Nasłuchałem się fajnych ploteczek o paru osobach. Nie będę ich roznosił, ale zapamiętam i okaże się, czy są prawdą czy bajeczką.
No i tradycyjnie ostatnio-piosenka. Jak dla mnie nowe rytmy, ale taki właśnie rodzaj muzyki opartej na gitarach, w stylu z minionych epok, lubię najbardziej...