wtorek, 8 lutego 2011

Nie ma zmiłuj...

Pewna osoba dziś mnie zdenerwowała. Mam taką jedną zasadę: wolę ludzi, z którymi nie podpisuje się żadnego pokoju, od ludzi, którzy podpisany pokój łamią. I dziś właśnie ta druga  sytuacja mnie spotkała. Obiecuję samemu sobie uroczyście, że drugiej ugody nie będzie. A jesli już, to na moich warunkach. Nie ma zmiłuj. Ludzie sa fałszywi, i to jak bardzo. Ja stawiam sprawę brutalnie, ale jasno: Game Over.

A reszta dnia... Bardzo miła. U kuzynostwa ucierpiało zdjęcie Oskara. Reanimacja niczego nie dała, ale przynajmniej się starałem. Pogrzebu w ogródku jednak nie będzie, nie te czasy, przeszła mi ochota do babrania się w piachu. A co zrobi z tym zdjęciem Dominika-jej problem, mam nadzieję, że przy nastepnej okazji nie dostanę nim w twarz, tak jak to było dziś z piłka tenisową. Oberwałem, czyli typowy dla mnie towarzyski incydent. Ze mną to tylko do kabaretu... ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz