Oj, długo mnie nie było.
Jeszcze 2 lata temu wytłumaczenie byłoby proste: napiłbym się na tej imprezie. Ale całe szczęście ten etap mam za sobą.
Piątek, impreza. Nawet fajnie było, tylko że atmosfera siadła. To prywatne sprawy znanej mi osoby, więc nie będę ujawniał, ale znowu dużo się nauczyłem. Czasami lepiej nie łapać dwóch srok za ogon, bo obydwie mogą odlecieć z hałasem, albo po cichu. Tak to jest...
Weekend po imprezie spokojny, a potem, w poniedziałek, Witas u mnie na noc. Pomijając zimno i mój katar to wszystko było ok. Pogadaliśmy sobie o różnych sprawach, szczerze, a i odświeżenie pamięci dobrze robi.
Zabawnie to brzmi, ale błędy młodości były głupie. A dziś wzięło mnie na piosenkę, i to chyba jedną z lepszych, jakie napisałem. Trochę mniej smutno niż ostatnio, ale to i tak nie jest pełnia szczęścia. Może wzięło się to stąd, że odkryłem niby prosty, ale jednocześnie mocno martwiący fakt. Otóż wszyscy znajomi w grupie zmieniają się nie do poznania. I jest mi smutno, bo ja nie lubię szpanować lub odgrywać kogoś innego w grupie, a wszyscy tak robią. Kultura masowa odcisnęła wielkie piętno na nas i to może się źle skończyć w przyszłości. Ja za swoje głupoty się wstydzę. Umiem przyznać się, gdy coś palnę i nie odwracam kota ogonem. A wiele osób stara się byc fajnym na sile, w dodatku wmawiając sobie, ze wszystko co robia, jest spoko. Oj, ile razy ja się smialem z takich osób. Bo to jest zalosne, szczególnie na nie patrząc gdy coś wkrecają i myslą, że im się udaje. Megalomania tez postępuje, co widać wyraźnie.
Ech, po co pisać o prostakach? Jakos zawsze sam z siebie schodzę na takie tematy, jakbym mial się za idealnego.
No nie, jeśli ktos odniosł takie wrażenie, to tak nie jest ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz