Mój blog ma już rok.
W ostatnich miesiącach zwolnił, ale to dlatego że mam coraz mniejszą potrzebę pisania. Nie znaczy to, że ona zanikła, ale... W moim życiu pojawiły się ciekawsze, o wiele ciekawsze rzeczy.
Jeden rok. Wspaniały rok...
W moim życiu stało się to coś, czego brakowało przez lata: przełamanie, prawdziwa zmiana.
Wszystko co dobre rozpoczęło się od wakacji. Trochę się zmieniłem, stałem się bardziej otwarty, towarzyski, ożyłem społecznie i... dostałem kubeł zimnej wody, kiedy głowa się zagotowała. To był dla mnie bardzo ważny moment, cios w rodzące się we mnie niebezpieczne zachowania. Choć początek roku był pod względem spraw osobistych nieudany, to jego koniec stał się dla mnie największym szczęściem.
Poznałem Ją...
Przypadek, zrządzenie losu. Jak większość życiowych spraw. Wszystko się układało, ja zrobiłem rzeczy jak na mnie niestandardowe i... udało się. 2 październik, 18 październik, a przede wszystkim 28 grudzień... te dni pozostaną w mojej pamięci na zawsze. Jaki i cały 2011 rok, w którym otworzyłem oczy na świat, w którym miłość otworzyła moją duszę...
Kocham. To piękne.
I tą miłością właśnie zawsze ten rok będzie we wspomnieniach naznaczony... :)
Życzę wszystkim osobom śledzącym mojego bloga szczęśliwego roku 2012, powodzenia w szkołach, pracy, miłości, ciepła i szczęścia rodzinnego i bogactwa - bogactwa duszy, największego skarbu dla zwykłego człowieka.
A ja mam inny, własny Skarb.
Pewna osoba mówi mi czasem, że nie jestem zwykłym człowiekiem...
Dla mnie to Ty jesteś bezcenna...
Dziękuję :)
Dobrej Nocy, do usłyszenia wkrótce :)
"Jestem tam, gdzie zaniesie mnie wiatr, gdzie przywieje mnie nadzieja, gdzie zepchnie mnie szkwał. I niezależnie od warunków, niezależnie od cierpienia, zawsze, zawsze będę chciał coś zmieniać..."
czwartek, 12 stycznia 2012
niedziela, 11 grudnia 2011
Khem...
Cały czas nie mam czasu na bloga ;) Ale może to i lepiej, gdyż czas zapełniają mi o wiele ciekawsze zajęcia związane z istnieniem pewnej osoby... :) Krótko o szkole: wpadło mi wcześniej kilka złych ocen ale już je wyprostowałem, teraz może być tylko lepiej. Dobija mnie pogoda i ciągłe zmęczenie, ale koło godziny 10 każdego dnia już jest ok. Poza tym cały czas siedzę w domu, czasem jeżdżę na naszą budowę... No i spędzam mnóstwo czasu pisząc czy rozmawiając z moją Pysią :) I tak płynie czas, gwiazdka coraz bliżej. Dziś odpadły mi dłonie po wieszaniu lampek. Całe szczęście że posiadam magiczną zdolność mocowania ich spowrotem... :)
Święta, Święta, dwa tygodnie... I chwila czasu wolnego. A potem już leci następny rok, a więc i nadchodzi mój czas na podsumowanie bierzącego. Coś czuję że pozytywne podsumowanie... :)
Do usłyszenia ;)
Święta, Święta, dwa tygodnie... I chwila czasu wolnego. A potem już leci następny rok, a więc i nadchodzi mój czas na podsumowanie bierzącego. Coś czuję że pozytywne podsumowanie... :)
Do usłyszenia ;)
niedziela, 20 listopada 2011
Po przerwie
No cóż, dawno, dawno nie było mnie na blogu, ale teraz znalazłem chwilę. Cóż, jak to się mówi, są rzeczy ważne i ważniejsze, w ostatnich dniach blog tą bardzo ważną nie był. No ale, jestem dziś i dodaję nowy wpis ;)
Długi okres czasu do zrelacjonowania przede mną, lecz muszę powiedzieć że nie działo się wiele rzeczy godnych uwagi, głównie przesiaduję w domu, czasem gram w piłkę czy jeżdżę do Arasa.
Co do dnia Wszystkich Świętych, był on dla mnie jakiś mniej wyjątkowy niż zawsze, bardziej zwyczajny... co nie znaczy że zły, to jedno z moich ulubionych świąt, zmusza do zatrzymania się na moment i do chwili refleksji. 11 listopad, nasze Święto Narodowe, było... mało odświętne przez to co działo się w Warszawie. No ale, to już temat do dyskusji dla policji i służb odpowiedzialnych za porządek tego dnia, dla mnie oczywiste było to że bez odpowiedniego zabezpieczenia dojdzie do burd. Ale przyznam szczerze, ich rozmiar przeszedł moje oczekiwania. Istny kabaret...
Ostatnią środę spędziłem w domu z powodu złego samopoczucia, w czwartek strzeliłem bramkę "stadiony świata" na Orliku a całe dnie zajmują mi rozmyślania i rozmowy z moim Skarbem... :)
Ich nigdy mało, one nigdy mi się nie nudzą, tak jak uczucie między Nami które trwa już tak długo, a czuję jakby początek był wczoraj... i chcę, aby było tak dobrze już cały czas... :]
Cóż, listopad zmierza ku końcowi, co przyjmuję z ulgą. Nie cierpię tego miesiąca.
Zima, grudzień, styczeń, luty - są dla mnie o wiele lepszą opcją. Śnieg, Boże Narodzenie, Sylwester, ferie zimowe... to jest to, uwielbiam zimową atmosferę, ten klimat... No, jeszcze troszkę i to wszystko nadejdzie :)
Dobranoc :)
Długi okres czasu do zrelacjonowania przede mną, lecz muszę powiedzieć że nie działo się wiele rzeczy godnych uwagi, głównie przesiaduję w domu, czasem gram w piłkę czy jeżdżę do Arasa.
Co do dnia Wszystkich Świętych, był on dla mnie jakiś mniej wyjątkowy niż zawsze, bardziej zwyczajny... co nie znaczy że zły, to jedno z moich ulubionych świąt, zmusza do zatrzymania się na moment i do chwili refleksji. 11 listopad, nasze Święto Narodowe, było... mało odświętne przez to co działo się w Warszawie. No ale, to już temat do dyskusji dla policji i służb odpowiedzialnych za porządek tego dnia, dla mnie oczywiste było to że bez odpowiedniego zabezpieczenia dojdzie do burd. Ale przyznam szczerze, ich rozmiar przeszedł moje oczekiwania. Istny kabaret...
Ostatnią środę spędziłem w domu z powodu złego samopoczucia, w czwartek strzeliłem bramkę "stadiony świata" na Orliku a całe dnie zajmują mi rozmyślania i rozmowy z moim Skarbem... :)
Ich nigdy mało, one nigdy mi się nie nudzą, tak jak uczucie między Nami które trwa już tak długo, a czuję jakby początek był wczoraj... i chcę, aby było tak dobrze już cały czas... :]
Cóż, listopad zmierza ku końcowi, co przyjmuję z ulgą. Nie cierpię tego miesiąca.
Zima, grudzień, styczeń, luty - są dla mnie o wiele lepszą opcją. Śnieg, Boże Narodzenie, Sylwester, ferie zimowe... to jest to, uwielbiam zimową atmosferę, ten klimat... No, jeszcze troszkę i to wszystko nadejdzie :)
Dobranoc :)
sobota, 29 października 2011
Żyję. Kocham. Dziękuję...
Witam.
Dzisiaj o wydarzeniach, które miały miejsce po 18 października i w tym dniu. Ale pominę tu szkołę. Wystraczy, ze napiszę iż czas w niej płynie szybko. Jest to bardzo dobra wiadomość.
W moje urodziny otrzymałem wiele prezentów, mniej lub bardziej wartościowych, lepszych czy gorszych... Ale wspaniały był jeden. Usłyszałem Twój głos po raz pierwszy.
I właśnie dlatego dzień 18 października 2011 roku zapamiętam na zawsze...
Cztery dni później, tj. 22 października, odbyły się moje urodziny dla znajomych. Zaprosiłem na nie osoby nieprzypadkowe. Każda z nich wie, co oznacza radość jak i umiar w niej. Każda z nich umie powiedzieć mi coś ważnego, istotnego, znaczącego. Wreszcie wiem, że żadna z nich nie opuści mnie ot tak w potrzebie. I już kilka dni później dostałem tego dowód. Sama zabawa była udana, choć początkowo nie wyglądało to dobrze. Jednak stopniowo wszyscy Ci, którzy dotychczas znali się gorzej zaczęli się wspólnie bawić, integrowac i rozmawiać. I to też bardzo mnie ucieszyło, że być może zaszczepiłem w nich nić znajomości którzy może przerodzić się w węzeł przyjaźni. Tak, także dzięki tym urodzinom stałem się szczęśliwy. Ten urodzinowy czas był jednym z lepszych w moim życiu, w ogóle. I nadal jest, on trwa, gdyż moje życzenie się spełnia, coraz bardziej z każdym dniem...
Wreszcie w moje życie zawitała miłość...
Miłość prawdziwa, dojrzała, wzajemna...
Kochanie...
Dziękuję że jesteś, że dajesz mi siłę, wiarę, moc...
Nadajesz kierunek, jesteś celem mojej wędrówki...
Pchasz mnie do przodu, z każdym dniem, godziną, minutą, sekundą...
Pozwalasz oderwać się od rzeczywistości
I rzeczywistości tej nadajesz kolory
By kiedyś wrócić do niej ze mną przy boku...
Jesteś mym ideałem...
Pierwszym.
Drugiego nie chcę poznawać,
Drugiego nie będzie...
Jesteś tylko Ty.
Dzisiaj o wydarzeniach, które miały miejsce po 18 października i w tym dniu. Ale pominę tu szkołę. Wystraczy, ze napiszę iż czas w niej płynie szybko. Jest to bardzo dobra wiadomość.
W moje urodziny otrzymałem wiele prezentów, mniej lub bardziej wartościowych, lepszych czy gorszych... Ale wspaniały był jeden. Usłyszałem Twój głos po raz pierwszy.
I właśnie dlatego dzień 18 października 2011 roku zapamiętam na zawsze...
Cztery dni później, tj. 22 października, odbyły się moje urodziny dla znajomych. Zaprosiłem na nie osoby nieprzypadkowe. Każda z nich wie, co oznacza radość jak i umiar w niej. Każda z nich umie powiedzieć mi coś ważnego, istotnego, znaczącego. Wreszcie wiem, że żadna z nich nie opuści mnie ot tak w potrzebie. I już kilka dni później dostałem tego dowód. Sama zabawa była udana, choć początkowo nie wyglądało to dobrze. Jednak stopniowo wszyscy Ci, którzy dotychczas znali się gorzej zaczęli się wspólnie bawić, integrowac i rozmawiać. I to też bardzo mnie ucieszyło, że być może zaszczepiłem w nich nić znajomości którzy może przerodzić się w węzeł przyjaźni. Tak, także dzięki tym urodzinom stałem się szczęśliwy. Ten urodzinowy czas był jednym z lepszych w moim życiu, w ogóle. I nadal jest, on trwa, gdyż moje życzenie się spełnia, coraz bardziej z każdym dniem...
Wreszcie w moje życie zawitała miłość...
Miłość prawdziwa, dojrzała, wzajemna...
Kochanie...
Dziękuję że jesteś, że dajesz mi siłę, wiarę, moc...
Nadajesz kierunek, jesteś celem mojej wędrówki...
Pchasz mnie do przodu, z każdym dniem, godziną, minutą, sekundą...
Pozwalasz oderwać się od rzeczywistości
I rzeczywistości tej nadajesz kolory
By kiedyś wrócić do niej ze mną przy boku...
Jesteś mym ideałem...
Pierwszym.
Drugiego nie chcę poznawać,
Drugiego nie będzie...
Jesteś tylko Ty.
Kocham Cię...
Dobranoc
wtorek, 18 października 2011
Początek...
Witam.
Dziś mamy 17 października, gdy zaczynam pisać tego posta. Urodziny Eminema.
Świetny raper, wręcz ikona. Z niektórych jego tekstów spijam cytaty i nie mam dość. To jego bodajże 39 urodziny. Jak ten czas leci... Cóż, Eminem natchnął mnie wiele razy gdy tego potrzebowałem. Gdy miałem doła dawał siłę bądź pewność swoimi piosenkami. Datę jego urodzin pamiętam świetnie, i cóż...
Happy Birthday.
A jutro mamy 18 października. Moje urodziny.
Wyjątkowe urodziny. Napewno, wreszcie radosne, pełne nadziei, uśmiechu... Prawdziwe. A ja? Jaki jestem ja?
Zmieniłem się. Zmądrzałem, zyskałem pozytywne myśli... I może dopiero teraz będę prawdziwym sobą? Nie chcę się już wygłupiać, chcę spokoju... A podsumowując ten rok - z głębokiego dnia wzniosłem się na wyżyny, ale szczytu jeszcze nie osiągnąłem. Brakuje niewiele, lecz brakuje...
Napewno wiele zawdzięczam pewnej niezwykłej osobie, która mnie natchnęła. Która przwróciła mi marzenia, które istniały w formie gdybania, a dziś to już bardziej odliczanie ku temu co nadejdzie. Myśli teraz sa całym moim dniem, wszystkim... Czuję znowu to przyjemne ciepło wewnątrz siebie, kazdy wie co ono oznacza... Strasznie mi go brakowało i za nie dziękowałem jej już wiele razy. Czuję też piękno, cos czego nie dostrzegałem długo pod żadną formą. Ale teraz jest, i to nawet wiem, jak wygląda, gdzie się znajduje...
Ostatnie tygodnie to istna bajka, jak nie moje życie... Niczym sen.
Jest wtorek, 18 października, godzina 0:00.
Moje 16 urodziny.
Cieszę się że jestem.
I to ten rok, właśnie ten, zdecyduje o wszystkim.
O mnie, o mojej psychice, o tym, co ze sobą zrobię za kilka lat. I może są to zbyt mocne słowa, ale...
Ja to czuję,
to ten rok,
to ta szansa...
To Ty...
Dobranoc...
Dziś mamy 17 października, gdy zaczynam pisać tego posta. Urodziny Eminema.
Świetny raper, wręcz ikona. Z niektórych jego tekstów spijam cytaty i nie mam dość. To jego bodajże 39 urodziny. Jak ten czas leci... Cóż, Eminem natchnął mnie wiele razy gdy tego potrzebowałem. Gdy miałem doła dawał siłę bądź pewność swoimi piosenkami. Datę jego urodzin pamiętam świetnie, i cóż...
Happy Birthday.
A jutro mamy 18 października. Moje urodziny.
Wyjątkowe urodziny. Napewno, wreszcie radosne, pełne nadziei, uśmiechu... Prawdziwe. A ja? Jaki jestem ja?
Zmieniłem się. Zmądrzałem, zyskałem pozytywne myśli... I może dopiero teraz będę prawdziwym sobą? Nie chcę się już wygłupiać, chcę spokoju... A podsumowując ten rok - z głębokiego dnia wzniosłem się na wyżyny, ale szczytu jeszcze nie osiągnąłem. Brakuje niewiele, lecz brakuje...
Napewno wiele zawdzięczam pewnej niezwykłej osobie, która mnie natchnęła. Która przwróciła mi marzenia, które istniały w formie gdybania, a dziś to już bardziej odliczanie ku temu co nadejdzie. Myśli teraz sa całym moim dniem, wszystkim... Czuję znowu to przyjemne ciepło wewnątrz siebie, kazdy wie co ono oznacza... Strasznie mi go brakowało i za nie dziękowałem jej już wiele razy. Czuję też piękno, cos czego nie dostrzegałem długo pod żadną formą. Ale teraz jest, i to nawet wiem, jak wygląda, gdzie się znajduje...
Ostatnie tygodnie to istna bajka, jak nie moje życie... Niczym sen.
Jest wtorek, 18 października, godzina 0:00.
Moje 16 urodziny.
Cieszę się że jestem.
I to ten rok, właśnie ten, zdecyduje o wszystkim.
O mnie, o mojej psychice, o tym, co ze sobą zrobię za kilka lat. I może są to zbyt mocne słowa, ale...
Ja to czuję,
to ten rok,
to ta szansa...
To Ty...
Dobranoc...
czwartek, 13 października 2011
Where do we go?
Witam. Dzisiaj króciutko, bo i nadal się uczę.
Długi weekend przede mną, niestety w czwartek przede mną także sprawdzian z fizyki i trzy pytania... No cóż, wytrzymam, kilka osób daje mi siłę dzięki której naprawdę warto to robić. Dziś latałem najpierw ze zdjęciami klasowymi po całej szkole a potem z aparatem w poszukiwaniu pięknych ujęć zachodu słońca i księżyca. Jakieś znalazłem,ale i tak najlepsza jest droga w liściach... Cóż, w piątek wyjazd do Marka, w sobotę sadzenie drzew, a codziennie coś jeszcze ważnego, strasznie ważnego dla mnie, czyli pewne magiczne rozmowy z pewną magiczną osobą...
Dzisiaj na pożegnanie rytm z mojej młodości, kiedyś ulubiona piosenka w starym, harczącym radiu, która leciała zawsze w przerwach między wyścigami żużlowymi w radiu... Ach, te wspomnienia...
Długi weekend przede mną, niestety w czwartek przede mną także sprawdzian z fizyki i trzy pytania... No cóż, wytrzymam, kilka osób daje mi siłę dzięki której naprawdę warto to robić. Dziś latałem najpierw ze zdjęciami klasowymi po całej szkole a potem z aparatem w poszukiwaniu pięknych ujęć zachodu słońca i księżyca. Jakieś znalazłem,ale i tak najlepsza jest droga w liściach... Cóż, w piątek wyjazd do Marka, w sobotę sadzenie drzew, a codziennie coś jeszcze ważnego, strasznie ważnego dla mnie, czyli pewne magiczne rozmowy z pewną magiczną osobą...
Dzisiaj na pożegnanie rytm z mojej młodości, kiedyś ulubiona piosenka w starym, harczącym radiu, która leciała zawsze w przerwach między wyścigami żużlowymi w radiu... Ach, te wspomnienia...
Dobrej Nocy ;)
niedziela, 9 października 2011
Kilku zdań łyk
Wesele, jak i jakakolwiek inna uroczystość w naszej rodzinie, zawsze kojarzy się z dobrą okazją do pogadania i powspominania. I tak było i tym razem, z tym że rozmawialiśmy bardziej o teraźniejszosci. Najpierw, na poltrze, pogadałem z Maryśką o pewnych bolących mnie sprawach, takich o których dotychczas nie wiedział nikt... i od razu zrobiło mi się lepiej. Wiadomo, dobrze mieć kogoś takiego przy boku, kto pocieszy, doradzi... A na samym weselu pierwszy raz spotkałem chłopaka Marysi, Bartka. Wrażenie pozytywne, spoko z niego chłopak, myślę że ona się na nim nie zawiedzie, z wzajemnością zresztą. Oby się powiodło... :)
A co do reszty wesela - taniec, śpiew, biesiada... jak wszędzie i zawsze.
W szkole - jak w szkole, oceny coraz bardziej różnorodne, coraz więcej sprawdzianów, pierwsza wycieczka (do Pelplina) za mną. Chodzenie po katedrze i muzeum nie było pasjonujące, ale jakoś wytrzymałem, zresztą sama katedra, przyzać muszę, imponuje. Niestety, nie zerwałem się w piątek na wycieczkę z klasą gimnazjum, gdybym to zrobił miałbym bajeczny, 4 dniowy weekend. No ale nie można mieć wszystkiego...
A co mnie czeka? Wizyta w Raciążu w najbliższy piątek, kupa sprawdzianów a potem moje urodziny i mała impreza dla znajomych. Zapowiada się ciekawie, nie licząc rzecz jasna każdego dnia od godziny 8 do 14:30...
Dobranoc :)
A co do reszty wesela - taniec, śpiew, biesiada... jak wszędzie i zawsze.
W szkole - jak w szkole, oceny coraz bardziej różnorodne, coraz więcej sprawdzianów, pierwsza wycieczka (do Pelplina) za mną. Chodzenie po katedrze i muzeum nie było pasjonujące, ale jakoś wytrzymałem, zresztą sama katedra, przyzać muszę, imponuje. Niestety, nie zerwałem się w piątek na wycieczkę z klasą gimnazjum, gdybym to zrobił miałbym bajeczny, 4 dniowy weekend. No ale nie można mieć wszystkiego...
A co mnie czeka? Wizyta w Raciążu w najbliższy piątek, kupa sprawdzianów a potem moje urodziny i mała impreza dla znajomych. Zapowiada się ciekawie, nie licząc rzecz jasna każdego dnia od godziny 8 do 14:30...
Dobranoc :)
sobota, 1 października 2011
(S)Pasowany
Październik... Moje urodziny... Nie lubię tego miesiąca...
Niestety, będzie szaro, buro i ponuro, a to mnie dobija. Ale przynajmniej urodziny wreszcie spędzę razem ze znajomymi, na małym, wspólnym świętowaniu, może ognisku. Ponadto dwa długie weekendy - najpierw wycieczki i ślub Tereski ( winszuję, życzę oczywiście szczęścia :] ) a potem 14-16, czyli odwiedziny u Marka. Skoro o przyszłości napsiałem, teraz czas na przeszłość.
W szkole nie jest źle, poza biologią i fizyką. Nawet dostałem 5 z niemca (cud, jakby nie patrzeć...). W ostatnich dniach ważniejsze były jednak otrzęsiny. Harowałem za trzech, byłem człowiekiem-orkiestrą i dzięki temu oraz pomocy Kasi wszystko się udało. Plakat, piosenka, zapowiedź... Myślałem, że to koniec atrakcji... A jednak niestety nie.
Mleko - demon mego dzieciństwa, kiedyś miałem na nie alergię, nie tolerowałem laktozy. Dziś powróciło...
W butelce 0.7l, na ktorej znajdował się smoczek. Wiadomo, zawartość trzeba było jaki najszybciej wypić... I to ja byłem pierwszy, dzięki dobrej technice. Ale wypicie tego mleka to był heriozm, zaraz potem musiałem siegnąć po gumę do żucia, bym wytrzymał...
Ostatecznie zajęliśmy miejsce drugie, niezłe. Gdyby wszyscy się przyłozyli byłoby lepiej, ale cóż... Moźe następnym razem odniesiemy sukces.
Wczoraj mieliśmy też futrzastego gościa, kunę na tuji. Ponoć wujek ją zgonił, i dobrze.
Po natłoku rozmów i spacerów z dodatkowym cofaniem się (Bywa, prawda Jagodo? ;] ) padam na nos...
A więc czas spać, postaram się przeznaczyć od października więcej czasu na bloga.
Dobranoc ;)
Niestety, będzie szaro, buro i ponuro, a to mnie dobija. Ale przynajmniej urodziny wreszcie spędzę razem ze znajomymi, na małym, wspólnym świętowaniu, może ognisku. Ponadto dwa długie weekendy - najpierw wycieczki i ślub Tereski ( winszuję, życzę oczywiście szczęścia :] ) a potem 14-16, czyli odwiedziny u Marka. Skoro o przyszłości napsiałem, teraz czas na przeszłość.
W szkole nie jest źle, poza biologią i fizyką. Nawet dostałem 5 z niemca (cud, jakby nie patrzeć...). W ostatnich dniach ważniejsze były jednak otrzęsiny. Harowałem za trzech, byłem człowiekiem-orkiestrą i dzięki temu oraz pomocy Kasi wszystko się udało. Plakat, piosenka, zapowiedź... Myślałem, że to koniec atrakcji... A jednak niestety nie.
Mleko - demon mego dzieciństwa, kiedyś miałem na nie alergię, nie tolerowałem laktozy. Dziś powróciło...
W butelce 0.7l, na ktorej znajdował się smoczek. Wiadomo, zawartość trzeba było jaki najszybciej wypić... I to ja byłem pierwszy, dzięki dobrej technice. Ale wypicie tego mleka to był heriozm, zaraz potem musiałem siegnąć po gumę do żucia, bym wytrzymał...
Ostatecznie zajęliśmy miejsce drugie, niezłe. Gdyby wszyscy się przyłozyli byłoby lepiej, ale cóż... Moźe następnym razem odniesiemy sukces.
Wczoraj mieliśmy też futrzastego gościa, kunę na tuji. Ponoć wujek ją zgonił, i dobrze.
Po natłoku rozmów i spacerów z dodatkowym cofaniem się (Bywa, prawda Jagodo? ;] ) padam na nos...
A więc czas spać, postaram się przeznaczyć od października więcej czasu na bloga.
Dobranoc ;)
środa, 14 września 2011
Tyle, aż tyle, by roztopić lód...
Witam.
Przez ostatnie dziesięć dni pokłóciłem się z jedną osobą, jedną zawiodłem, jedną pocieszałem, z jedną zaczęły się tarcia, z wieloma osobami grałem w piłkę, z wieloma osobami z klasy rozmawiałem, zsotałem też osobą z jednyną w swoim rodzaju funkcją...
Ale to nieistotne, to wszystko ujdzie z mojej pamięci niczym śnieg znikający na wiosnę, ustępujący miejsca czemuś innemu, czemuś co przekształci się w piękne pejzaże...
"Nadzieja
To ona nadeszła rozbijając wszelkie inne myśli
To ona tworzy piękne widoki
To ona zabiera mi noce...
Nadzieja
To ona była zawsze jakby sztuczna
To ona teraz podeszła bliżej
To ona jest jedynym zmartwieniem i szczęściem...
Nadzieja
To ona,
to ja,
to Ona.
To my, we trójkę.
To my, pragnienia, marzenia, sny
Ich stworzyciele...
Dwoje ludzi
A także Ty...
Nadzieja."
Od kilku dni przestałem posiadać imię, nazwisko, wiek, wzrost, wagę, rodzinę, dom... To wszystko gdzieś jest, ale tam. Tam, gdzie byłem, zanim przyszedłem tu. A tu jestem ja, mam tylko sny, słowa, łzy.
I nadzieję...
Coś, co w moim wydaniu od jakiegoś czasu było obce. Istniało dla innych, ale dla mnie było marą. Teraz nadzieję ktoś przyniósł. Nie chciał tego robić, nie spodziewał się tego. Ale to się stało.
I ja też miałem w sobie resztkę tego uczucia. I oddałem je, oddałem je idąc po omacku. I gdy już miałem się zagubić w wiecznym labiryncie smutku, ktoś podał mi dłoń. Poszedł ze mną. Nie opuścił dopóki nie znalazłem jej. Upragnionej nadziei. Lecz zastanowiłem się. Dlaczego w zasadzie to mi się udało. Wtedy zobaczyłem twarz osoby, która mnie poprowadziła. Była pełna nadziei. Mojej, tej której oddałem...
I teraz mam nadzieję.
Mam nadzieję, że dalej pójdą z tą osobą, z Tobą. Że nie raz wspólnie zaśmiejemy się, upadniemy... Mając nadzieję... nie, wiedząc, że czeka Nas też jutro. I jutro, skoro świt, obudzimy się, dotkniemy swych dłoni i powiemy: Dziękuję...
I wiedz, będę tu czekał na Ciebie.
Choćby wiecznie, choćby po śmierci.
Dziękuję za Twoją nadzieję...
Dobranoc.
Przez ostatnie dziesięć dni pokłóciłem się z jedną osobą, jedną zawiodłem, jedną pocieszałem, z jedną zaczęły się tarcia, z wieloma osobami grałem w piłkę, z wieloma osobami z klasy rozmawiałem, zsotałem też osobą z jednyną w swoim rodzaju funkcją...
Ale to nieistotne, to wszystko ujdzie z mojej pamięci niczym śnieg znikający na wiosnę, ustępujący miejsca czemuś innemu, czemuś co przekształci się w piękne pejzaże...
"Nadzieja
To ona nadeszła rozbijając wszelkie inne myśli
To ona tworzy piękne widoki
To ona zabiera mi noce...
Nadzieja
To ona była zawsze jakby sztuczna
To ona teraz podeszła bliżej
To ona jest jedynym zmartwieniem i szczęściem...
Nadzieja
To ona,
to ja,
to Ona.
To my, we trójkę.
To my, pragnienia, marzenia, sny
Ich stworzyciele...
Dwoje ludzi
A także Ty...
Nadzieja."
Od kilku dni przestałem posiadać imię, nazwisko, wiek, wzrost, wagę, rodzinę, dom... To wszystko gdzieś jest, ale tam. Tam, gdzie byłem, zanim przyszedłem tu. A tu jestem ja, mam tylko sny, słowa, łzy.
I nadzieję...
Coś, co w moim wydaniu od jakiegoś czasu było obce. Istniało dla innych, ale dla mnie było marą. Teraz nadzieję ktoś przyniósł. Nie chciał tego robić, nie spodziewał się tego. Ale to się stało.
I ja też miałem w sobie resztkę tego uczucia. I oddałem je, oddałem je idąc po omacku. I gdy już miałem się zagubić w wiecznym labiryncie smutku, ktoś podał mi dłoń. Poszedł ze mną. Nie opuścił dopóki nie znalazłem jej. Upragnionej nadziei. Lecz zastanowiłem się. Dlaczego w zasadzie to mi się udało. Wtedy zobaczyłem twarz osoby, która mnie poprowadziła. Była pełna nadziei. Mojej, tej której oddałem...
I teraz mam nadzieję.
Mam nadzieję, że dalej pójdą z tą osobą, z Tobą. Że nie raz wspólnie zaśmiejemy się, upadniemy... Mając nadzieję... nie, wiedząc, że czeka Nas też jutro. I jutro, skoro świt, obudzimy się, dotkniemy swych dłoni i powiemy: Dziękuję...
I wiedz, będę tu czekał na Ciebie.
Choćby wiecznie, choćby po śmierci.
Dziękuję za Twoją nadzieję...
Dobranoc.
poniedziałek, 5 września 2011
Koniec ostateczny.
Ten weekend był dla mnie przedłużeniem wakacji. I ostatnim ich tchnieniem jednocześnie. W sobotę ognisko rodzinne i powrót do przeszłości, których w moim życiu coraz więcej. W niedzielę szalony rajd po miescie z piłką na bagażniku poszukując miejsca, gdzie można ją pokopać. Potem malowiczy plener z zachodem słońca i powrót do domu. Tak, wakacji koniec dzisiaj nastał.
A jakie one były? Byłyby nudne, jednak kilka wydarzeń i osób je rozjaśniło i przyciemniło. Były niezpomniane, bo zmieniły mnie jako człowieka. Były zwykle, bo jak zwykle nie wykonałem 100% normy. Były intensywne, bo cały czas znajdowałem się w ruchu. Poznałem nową ciekawą osobę, która daje mi rzeczy dawnej odebrane przez fałszywych przyjaciół i kpiących zarozumialców, czyli wiarę w to, że moja słowa są dla kogoś absolutnie poważne. Po kilku latach miałem okazję rozmawiać z paroma osobami. Jedni zmienili się znacznie, u innych nie znalazłem zmian. A więc były to też wakacje pełne kontrastu, radości i smutku, spokoju i nerwowości. I właśnie dlatego były dobre. Nie najlepsze w moim życiu, ale ich pozycja jest wysoka.
A co teraz? Nowa klasa, nowy rok, paru nowych nauczycieli. Poznałem juz kilka osób lepiej, z niektórymi złapałem dobry kontakt a z Kasią zaczęliśmy się chyba nawet dobrze rozumieć :) No, przynajmniej narazie tak jest, być może znajdzie sobie kolegów/koleżanki, którzy mają "więcej fejmu niż Dre" i wtedy pójdę w odstawkę. Ale trudno, póki co dobrze jest.
Wstaję, zasypiam, wstaję, jem śniadanie, wyciszam telefon, zakładam słuchawki na uszy, wsiadam na rower i niestety... pora ruszyć.
Ale poznam wielu nowych ludzi, kto wiem, może któryś z nich będzie odpowiednim człowiekem w odpowiednim czasie na odpowiednim miejscu. Może tak będzie, może nie. Jakkolwiek szkołę czas zacząć.
Ale już twierdzę, że w sumie lepiej byłoby ją skończyć... ;)
A ta oto piosenka będzie mi towarzyszyła w drodze do szkoły. Długo kawałka w takim stylu szukałem mówiąc szczerze. I jest.
Idealny na poniedziałek, 7:50 i wejście do szkoły ze świadomością, że przede mną 35 godzin harówki przez najbliższe pięć dni.
Brzmi bardzo...
Poztytywnie... ;)
Dobrej Nocy :)
A jakie one były? Byłyby nudne, jednak kilka wydarzeń i osób je rozjaśniło i przyciemniło. Były niezpomniane, bo zmieniły mnie jako człowieka. Były zwykle, bo jak zwykle nie wykonałem 100% normy. Były intensywne, bo cały czas znajdowałem się w ruchu. Poznałem nową ciekawą osobę, która daje mi rzeczy dawnej odebrane przez fałszywych przyjaciół i kpiących zarozumialców, czyli wiarę w to, że moja słowa są dla kogoś absolutnie poważne. Po kilku latach miałem okazję rozmawiać z paroma osobami. Jedni zmienili się znacznie, u innych nie znalazłem zmian. A więc były to też wakacje pełne kontrastu, radości i smutku, spokoju i nerwowości. I właśnie dlatego były dobre. Nie najlepsze w moim życiu, ale ich pozycja jest wysoka.
A co teraz? Nowa klasa, nowy rok, paru nowych nauczycieli. Poznałem juz kilka osób lepiej, z niektórymi złapałem dobry kontakt a z Kasią zaczęliśmy się chyba nawet dobrze rozumieć :) No, przynajmniej narazie tak jest, być może znajdzie sobie kolegów/koleżanki, którzy mają "więcej fejmu niż Dre" i wtedy pójdę w odstawkę. Ale trudno, póki co dobrze jest.
Wstaję, zasypiam, wstaję, jem śniadanie, wyciszam telefon, zakładam słuchawki na uszy, wsiadam na rower i niestety... pora ruszyć.
Ale poznam wielu nowych ludzi, kto wiem, może któryś z nich będzie odpowiednim człowiekem w odpowiednim czasie na odpowiednim miejscu. Może tak będzie, może nie. Jakkolwiek szkołę czas zacząć.
Ale już twierdzę, że w sumie lepiej byłoby ją skończyć... ;)
A ta oto piosenka będzie mi towarzyszyła w drodze do szkoły. Długo kawałka w takim stylu szukałem mówiąc szczerze. I jest.
Idealny na poniedziałek, 7:50 i wejście do szkoły ze świadomością, że przede mną 35 godzin harówki przez najbliższe pięć dni.
Brzmi bardzo...
Poztytywnie... ;)
Dobrej Nocy :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)