niedziela, 9 października 2011

Kilku zdań łyk

Wesele, jak i jakakolwiek inna uroczystość w naszej rodzinie, zawsze kojarzy się z dobrą okazją do pogadania i powspominania. I tak było i tym razem, z tym że rozmawialiśmy bardziej o teraźniejszosci. Najpierw, na poltrze, pogadałem z Maryśką o pewnych bolących mnie sprawach, takich o których dotychczas nie wiedział nikt... i od razu zrobiło mi się lepiej. Wiadomo, dobrze mieć kogoś takiego przy boku, kto pocieszy, doradzi... A na samym weselu pierwszy raz spotkałem chłopaka Marysi, Bartka. Wrażenie pozytywne, spoko z niego chłopak, myślę że ona się na nim nie zawiedzie, z wzajemnością zresztą. Oby się powiodło... :)
A co do reszty wesela - taniec, śpiew, biesiada... jak wszędzie i zawsze.

W szkole - jak w szkole, oceny coraz bardziej różnorodne, coraz więcej sprawdzianów, pierwsza wycieczka (do Pelplina) za mną. Chodzenie po katedrze i muzeum nie było pasjonujące, ale jakoś wytrzymałem, zresztą sama katedra, przyzać muszę, imponuje. Niestety, nie zerwałem się w piątek na wycieczkę z klasą gimnazjum, gdybym to zrobił miałbym bajeczny, 4 dniowy weekend. No ale nie można mieć wszystkiego...
A co mnie czeka? Wizyta w Raciążu w najbliższy piątek, kupa sprawdzianów a potem moje urodziny i mała impreza dla znajomych. Zapowiada się ciekawie, nie licząc rzecz jasna każdego dnia od godziny 8 do 14:30...
Dobranoc :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz