Wesele, jak i jakakolwiek inna uroczystość w naszej rodzinie, zawsze kojarzy się z dobrą okazją do pogadania i powspominania. I tak było i tym razem, z tym że rozmawialiśmy bardziej o teraźniejszosci. Najpierw, na poltrze, pogadałem z Maryśką o pewnych bolących mnie sprawach, takich o których dotychczas nie wiedział nikt... i od razu zrobiło mi się lepiej. Wiadomo, dobrze mieć kogoś takiego przy boku, kto pocieszy, doradzi... A na samym weselu pierwszy raz spotkałem chłopaka Marysi, Bartka. Wrażenie pozytywne, spoko z niego chłopak, myślę że ona się na nim nie zawiedzie, z wzajemnością zresztą. Oby się powiodło... :)
A co do reszty wesela - taniec, śpiew, biesiada... jak wszędzie i zawsze.
W szkole - jak w szkole, oceny coraz bardziej różnorodne, coraz więcej sprawdzianów, pierwsza wycieczka (do Pelplina) za mną. Chodzenie po katedrze i muzeum nie było pasjonujące, ale jakoś wytrzymałem, zresztą sama katedra, przyzać muszę, imponuje. Niestety, nie zerwałem się w piątek na wycieczkę z klasą gimnazjum, gdybym to zrobił miałbym bajeczny, 4 dniowy weekend. No ale nie można mieć wszystkiego...
A co mnie czeka? Wizyta w Raciążu w najbliższy piątek, kupa sprawdzianów a potem moje urodziny i mała impreza dla znajomych. Zapowiada się ciekawie, nie licząc rzecz jasna każdego dnia od godziny 8 do 14:30...
Dobranoc :)
"Jestem tam, gdzie zaniesie mnie wiatr, gdzie przywieje mnie nadzieja, gdzie zepchnie mnie szkwał. I niezależnie od warunków, niezależnie od cierpienia, zawsze, zawsze będę chciał coś zmieniać..."
niedziela, 9 października 2011
sobota, 1 października 2011
(S)Pasowany
Październik... Moje urodziny... Nie lubię tego miesiąca...
Niestety, będzie szaro, buro i ponuro, a to mnie dobija. Ale przynajmniej urodziny wreszcie spędzę razem ze znajomymi, na małym, wspólnym świętowaniu, może ognisku. Ponadto dwa długie weekendy - najpierw wycieczki i ślub Tereski ( winszuję, życzę oczywiście szczęścia :] ) a potem 14-16, czyli odwiedziny u Marka. Skoro o przyszłości napsiałem, teraz czas na przeszłość.
W szkole nie jest źle, poza biologią i fizyką. Nawet dostałem 5 z niemca (cud, jakby nie patrzeć...). W ostatnich dniach ważniejsze były jednak otrzęsiny. Harowałem za trzech, byłem człowiekiem-orkiestrą i dzięki temu oraz pomocy Kasi wszystko się udało. Plakat, piosenka, zapowiedź... Myślałem, że to koniec atrakcji... A jednak niestety nie.
Mleko - demon mego dzieciństwa, kiedyś miałem na nie alergię, nie tolerowałem laktozy. Dziś powróciło...
W butelce 0.7l, na ktorej znajdował się smoczek. Wiadomo, zawartość trzeba było jaki najszybciej wypić... I to ja byłem pierwszy, dzięki dobrej technice. Ale wypicie tego mleka to był heriozm, zaraz potem musiałem siegnąć po gumę do żucia, bym wytrzymał...
Ostatecznie zajęliśmy miejsce drugie, niezłe. Gdyby wszyscy się przyłozyli byłoby lepiej, ale cóż... Moźe następnym razem odniesiemy sukces.
Wczoraj mieliśmy też futrzastego gościa, kunę na tuji. Ponoć wujek ją zgonił, i dobrze.
Po natłoku rozmów i spacerów z dodatkowym cofaniem się (Bywa, prawda Jagodo? ;] ) padam na nos...
A więc czas spać, postaram się przeznaczyć od października więcej czasu na bloga.
Dobranoc ;)
Niestety, będzie szaro, buro i ponuro, a to mnie dobija. Ale przynajmniej urodziny wreszcie spędzę razem ze znajomymi, na małym, wspólnym świętowaniu, może ognisku. Ponadto dwa długie weekendy - najpierw wycieczki i ślub Tereski ( winszuję, życzę oczywiście szczęścia :] ) a potem 14-16, czyli odwiedziny u Marka. Skoro o przyszłości napsiałem, teraz czas na przeszłość.
W szkole nie jest źle, poza biologią i fizyką. Nawet dostałem 5 z niemca (cud, jakby nie patrzeć...). W ostatnich dniach ważniejsze były jednak otrzęsiny. Harowałem za trzech, byłem człowiekiem-orkiestrą i dzięki temu oraz pomocy Kasi wszystko się udało. Plakat, piosenka, zapowiedź... Myślałem, że to koniec atrakcji... A jednak niestety nie.
Mleko - demon mego dzieciństwa, kiedyś miałem na nie alergię, nie tolerowałem laktozy. Dziś powróciło...
W butelce 0.7l, na ktorej znajdował się smoczek. Wiadomo, zawartość trzeba było jaki najszybciej wypić... I to ja byłem pierwszy, dzięki dobrej technice. Ale wypicie tego mleka to był heriozm, zaraz potem musiałem siegnąć po gumę do żucia, bym wytrzymał...
Ostatecznie zajęliśmy miejsce drugie, niezłe. Gdyby wszyscy się przyłozyli byłoby lepiej, ale cóż... Moźe następnym razem odniesiemy sukces.
Wczoraj mieliśmy też futrzastego gościa, kunę na tuji. Ponoć wujek ją zgonił, i dobrze.
Po natłoku rozmów i spacerów z dodatkowym cofaniem się (Bywa, prawda Jagodo? ;] ) padam na nos...
A więc czas spać, postaram się przeznaczyć od października więcej czasu na bloga.
Dobranoc ;)
środa, 14 września 2011
Tyle, aż tyle, by roztopić lód...
Witam.
Przez ostatnie dziesięć dni pokłóciłem się z jedną osobą, jedną zawiodłem, jedną pocieszałem, z jedną zaczęły się tarcia, z wieloma osobami grałem w piłkę, z wieloma osobami z klasy rozmawiałem, zsotałem też osobą z jednyną w swoim rodzaju funkcją...
Ale to nieistotne, to wszystko ujdzie z mojej pamięci niczym śnieg znikający na wiosnę, ustępujący miejsca czemuś innemu, czemuś co przekształci się w piękne pejzaże...
"Nadzieja
To ona nadeszła rozbijając wszelkie inne myśli
To ona tworzy piękne widoki
To ona zabiera mi noce...
Nadzieja
To ona była zawsze jakby sztuczna
To ona teraz podeszła bliżej
To ona jest jedynym zmartwieniem i szczęściem...
Nadzieja
To ona,
to ja,
to Ona.
To my, we trójkę.
To my, pragnienia, marzenia, sny
Ich stworzyciele...
Dwoje ludzi
A także Ty...
Nadzieja."
Od kilku dni przestałem posiadać imię, nazwisko, wiek, wzrost, wagę, rodzinę, dom... To wszystko gdzieś jest, ale tam. Tam, gdzie byłem, zanim przyszedłem tu. A tu jestem ja, mam tylko sny, słowa, łzy.
I nadzieję...
Coś, co w moim wydaniu od jakiegoś czasu było obce. Istniało dla innych, ale dla mnie było marą. Teraz nadzieję ktoś przyniósł. Nie chciał tego robić, nie spodziewał się tego. Ale to się stało.
I ja też miałem w sobie resztkę tego uczucia. I oddałem je, oddałem je idąc po omacku. I gdy już miałem się zagubić w wiecznym labiryncie smutku, ktoś podał mi dłoń. Poszedł ze mną. Nie opuścił dopóki nie znalazłem jej. Upragnionej nadziei. Lecz zastanowiłem się. Dlaczego w zasadzie to mi się udało. Wtedy zobaczyłem twarz osoby, która mnie poprowadziła. Była pełna nadziei. Mojej, tej której oddałem...
I teraz mam nadzieję.
Mam nadzieję, że dalej pójdą z tą osobą, z Tobą. Że nie raz wspólnie zaśmiejemy się, upadniemy... Mając nadzieję... nie, wiedząc, że czeka Nas też jutro. I jutro, skoro świt, obudzimy się, dotkniemy swych dłoni i powiemy: Dziękuję...
I wiedz, będę tu czekał na Ciebie.
Choćby wiecznie, choćby po śmierci.
Dziękuję za Twoją nadzieję...
Dobranoc.
Przez ostatnie dziesięć dni pokłóciłem się z jedną osobą, jedną zawiodłem, jedną pocieszałem, z jedną zaczęły się tarcia, z wieloma osobami grałem w piłkę, z wieloma osobami z klasy rozmawiałem, zsotałem też osobą z jednyną w swoim rodzaju funkcją...
Ale to nieistotne, to wszystko ujdzie z mojej pamięci niczym śnieg znikający na wiosnę, ustępujący miejsca czemuś innemu, czemuś co przekształci się w piękne pejzaże...
"Nadzieja
To ona nadeszła rozbijając wszelkie inne myśli
To ona tworzy piękne widoki
To ona zabiera mi noce...
Nadzieja
To ona była zawsze jakby sztuczna
To ona teraz podeszła bliżej
To ona jest jedynym zmartwieniem i szczęściem...
Nadzieja
To ona,
to ja,
to Ona.
To my, we trójkę.
To my, pragnienia, marzenia, sny
Ich stworzyciele...
Dwoje ludzi
A także Ty...
Nadzieja."
Od kilku dni przestałem posiadać imię, nazwisko, wiek, wzrost, wagę, rodzinę, dom... To wszystko gdzieś jest, ale tam. Tam, gdzie byłem, zanim przyszedłem tu. A tu jestem ja, mam tylko sny, słowa, łzy.
I nadzieję...
Coś, co w moim wydaniu od jakiegoś czasu było obce. Istniało dla innych, ale dla mnie było marą. Teraz nadzieję ktoś przyniósł. Nie chciał tego robić, nie spodziewał się tego. Ale to się stało.
I ja też miałem w sobie resztkę tego uczucia. I oddałem je, oddałem je idąc po omacku. I gdy już miałem się zagubić w wiecznym labiryncie smutku, ktoś podał mi dłoń. Poszedł ze mną. Nie opuścił dopóki nie znalazłem jej. Upragnionej nadziei. Lecz zastanowiłem się. Dlaczego w zasadzie to mi się udało. Wtedy zobaczyłem twarz osoby, która mnie poprowadziła. Była pełna nadziei. Mojej, tej której oddałem...
I teraz mam nadzieję.
Mam nadzieję, że dalej pójdą z tą osobą, z Tobą. Że nie raz wspólnie zaśmiejemy się, upadniemy... Mając nadzieję... nie, wiedząc, że czeka Nas też jutro. I jutro, skoro świt, obudzimy się, dotkniemy swych dłoni i powiemy: Dziękuję...
I wiedz, będę tu czekał na Ciebie.
Choćby wiecznie, choćby po śmierci.
Dziękuję za Twoją nadzieję...
Dobranoc.
poniedziałek, 5 września 2011
Koniec ostateczny.
Ten weekend był dla mnie przedłużeniem wakacji. I ostatnim ich tchnieniem jednocześnie. W sobotę ognisko rodzinne i powrót do przeszłości, których w moim życiu coraz więcej. W niedzielę szalony rajd po miescie z piłką na bagażniku poszukując miejsca, gdzie można ją pokopać. Potem malowiczy plener z zachodem słońca i powrót do domu. Tak, wakacji koniec dzisiaj nastał.
A jakie one były? Byłyby nudne, jednak kilka wydarzeń i osób je rozjaśniło i przyciemniło. Były niezpomniane, bo zmieniły mnie jako człowieka. Były zwykle, bo jak zwykle nie wykonałem 100% normy. Były intensywne, bo cały czas znajdowałem się w ruchu. Poznałem nową ciekawą osobę, która daje mi rzeczy dawnej odebrane przez fałszywych przyjaciół i kpiących zarozumialców, czyli wiarę w to, że moja słowa są dla kogoś absolutnie poważne. Po kilku latach miałem okazję rozmawiać z paroma osobami. Jedni zmienili się znacznie, u innych nie znalazłem zmian. A więc były to też wakacje pełne kontrastu, radości i smutku, spokoju i nerwowości. I właśnie dlatego były dobre. Nie najlepsze w moim życiu, ale ich pozycja jest wysoka.
A co teraz? Nowa klasa, nowy rok, paru nowych nauczycieli. Poznałem juz kilka osób lepiej, z niektórymi złapałem dobry kontakt a z Kasią zaczęliśmy się chyba nawet dobrze rozumieć :) No, przynajmniej narazie tak jest, być może znajdzie sobie kolegów/koleżanki, którzy mają "więcej fejmu niż Dre" i wtedy pójdę w odstawkę. Ale trudno, póki co dobrze jest.
Wstaję, zasypiam, wstaję, jem śniadanie, wyciszam telefon, zakładam słuchawki na uszy, wsiadam na rower i niestety... pora ruszyć.
Ale poznam wielu nowych ludzi, kto wiem, może któryś z nich będzie odpowiednim człowiekem w odpowiednim czasie na odpowiednim miejscu. Może tak będzie, może nie. Jakkolwiek szkołę czas zacząć.
Ale już twierdzę, że w sumie lepiej byłoby ją skończyć... ;)
A ta oto piosenka będzie mi towarzyszyła w drodze do szkoły. Długo kawałka w takim stylu szukałem mówiąc szczerze. I jest.
Idealny na poniedziałek, 7:50 i wejście do szkoły ze świadomością, że przede mną 35 godzin harówki przez najbliższe pięć dni.
Brzmi bardzo...
Poztytywnie... ;)
Dobrej Nocy :)
A jakie one były? Byłyby nudne, jednak kilka wydarzeń i osób je rozjaśniło i przyciemniło. Były niezpomniane, bo zmieniły mnie jako człowieka. Były zwykle, bo jak zwykle nie wykonałem 100% normy. Były intensywne, bo cały czas znajdowałem się w ruchu. Poznałem nową ciekawą osobę, która daje mi rzeczy dawnej odebrane przez fałszywych przyjaciół i kpiących zarozumialców, czyli wiarę w to, że moja słowa są dla kogoś absolutnie poważne. Po kilku latach miałem okazję rozmawiać z paroma osobami. Jedni zmienili się znacznie, u innych nie znalazłem zmian. A więc były to też wakacje pełne kontrastu, radości i smutku, spokoju i nerwowości. I właśnie dlatego były dobre. Nie najlepsze w moim życiu, ale ich pozycja jest wysoka.
A co teraz? Nowa klasa, nowy rok, paru nowych nauczycieli. Poznałem juz kilka osób lepiej, z niektórymi złapałem dobry kontakt a z Kasią zaczęliśmy się chyba nawet dobrze rozumieć :) No, przynajmniej narazie tak jest, być może znajdzie sobie kolegów/koleżanki, którzy mają "więcej fejmu niż Dre" i wtedy pójdę w odstawkę. Ale trudno, póki co dobrze jest.
Wstaję, zasypiam, wstaję, jem śniadanie, wyciszam telefon, zakładam słuchawki na uszy, wsiadam na rower i niestety... pora ruszyć.
Ale poznam wielu nowych ludzi, kto wiem, może któryś z nich będzie odpowiednim człowiekem w odpowiednim czasie na odpowiednim miejscu. Może tak będzie, może nie. Jakkolwiek szkołę czas zacząć.
Ale już twierdzę, że w sumie lepiej byłoby ją skończyć... ;)
A ta oto piosenka będzie mi towarzyszyła w drodze do szkoły. Długo kawałka w takim stylu szukałem mówiąc szczerze. I jest.
Idealny na poniedziałek, 7:50 i wejście do szkoły ze świadomością, że przede mną 35 godzin harówki przez najbliższe pięć dni.
Brzmi bardzo...
Poztytywnie... ;)
Dobrej Nocy :)
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Noc skrócić czas
29 sierpień, dwa dni wakacji do rozpoczęcia roku roku szkolnego 2011/2012. A ferie zimowe w lutym. Kapitalnie.
Dla mnie tak naprawde początek szkoły nastąpi gdzieś pod koniec wrzesnia, ale formalnie to już za 50 godzin nadejdzie ten znienawidzony dzień.
Wakacje jeszcze przeanalizuję na blogu jako całość, ale zdecydowanie niedawne wydarzenia mają na nie wiodący wpływ. Zrobiłem coś głupiego. Najgłupszą rzecz w życiu. Ale czasem lepiej dostać nauczkę wcześniej niż później. Teraz wycofuję się na swoją pozycję przy ścianie, w ciszy, w spokoju wewnętrznym. Bo po mnie wydarzenie owo, o którym tutaj dokładnie nie wspomnę, spłynęło. Gorzej jednak, jesli niektóre osoby się o nim dowiedzą...
Ponadto wczoraj byłem w Toruniu, dzięki długiemu spacerowi wypróbowałem nowe buty (ocena ode mnie: 4, jeszcze nie leżą idealnie) i spędziłem miło dzień. Dzisiaj znowu złapała mnie ulewa w mieście. Takie już moje szczęście. Jutro spotkanie nowej klasy. Heh, ciekawe jaka ona będzie... w sumie chciałbym aby była inna niż poprzednia. Bo człowiek musi nabierać nowych doświadczeń aby w przyszłości nic nie mogło go zaskoczyć.
No i ciekaw jestem z kim będę miał matmę. Musze w końcu zrealizować zakład, przypomnieć się i z usmieszkiem szelmy ogłosić, że wygrałem ;)
Dla mnie tak naprawde początek szkoły nastąpi gdzieś pod koniec wrzesnia, ale formalnie to już za 50 godzin nadejdzie ten znienawidzony dzień.
Wakacje jeszcze przeanalizuję na blogu jako całość, ale zdecydowanie niedawne wydarzenia mają na nie wiodący wpływ. Zrobiłem coś głupiego. Najgłupszą rzecz w życiu. Ale czasem lepiej dostać nauczkę wcześniej niż później. Teraz wycofuję się na swoją pozycję przy ścianie, w ciszy, w spokoju wewnętrznym. Bo po mnie wydarzenie owo, o którym tutaj dokładnie nie wspomnę, spłynęło. Gorzej jednak, jesli niektóre osoby się o nim dowiedzą...
Ponadto wczoraj byłem w Toruniu, dzięki długiemu spacerowi wypróbowałem nowe buty (ocena ode mnie: 4, jeszcze nie leżą idealnie) i spędziłem miło dzień. Dzisiaj znowu złapała mnie ulewa w mieście. Takie już moje szczęście. Jutro spotkanie nowej klasy. Heh, ciekawe jaka ona będzie... w sumie chciałbym aby była inna niż poprzednia. Bo człowiek musi nabierać nowych doświadczeń aby w przyszłości nic nie mogło go zaskoczyć.
No i ciekaw jestem z kim będę miał matmę. Musze w końcu zrealizować zakład, przypomnieć się i z usmieszkiem szelmy ogłosić, że wygrałem ;)
sobota, 13 sierpnia 2011
Rozkręcanie zakręconej machiny.
Jestem po imprezie osiemastkowej u Marysi. Dobrze było, spokojnie, w małym sprawdzonym gronie.
W poprzednim poście rozpisałem się mocno o tym, więc teraz czas na sprawy jeszcze bardziej zaległe. O ile mnie pamięć nie myli, to te wakacje zalicze do monotonnych ze względu na powtarzający się schemat: Wstaję, sniadanie, komputer, telewizor, gazeta, obiad, telewizor, osiedle, przejażdżka rowerem, osiedle, dom, kolacja, komputer, "Piłka Nożna, sen. I tak było bardzo często.
A nowości? Kilka znajomości i "odkurzenie" Bruna za sprawą Młodego. Ale nie oszukuję się, mogę być jego kumplem, lecz do przyjaźni zbyt daleko, mamy całkiem odmienne charaktery, interesy i sposób bycia. Ale cieszę się że dawne przyzwoite kontakty odnowiliśmy. Kilka razy chodziłem z kimś bez celu, nasłuchalem sie magicznych opowieści, zaliczyłem nocny spacer po północy, trochę piłki (mniej niż się spodziewałem przed wakacjami, tu zaskoczenie). Przejechałem się też z Kingą rowerami, ugadałem na rolki i wałkuję ten domek...
Dużo a jednocześnie mało. Przy okazji iPod zaczął działać, a więc wiem jak będę spędzał przerwy w szkole.
Trzeba kupić podręczniki, plecak, przybory, w środę jazda do Bydgoszczy, nie trzy po trzy, muszę zgadać się z Witasem na końcówkę wakacji (jeśli to czytasz, chodzi o ognicho, chyba wspominałem kiedyś), pomalować płot, pójść na rolki, wykorzystać dwa ostatnie wtorki, dać komuś trochę satysfakcji, potem nagły zwrot akcji: szkoła, lecz czy przed nią wszystko zrobić zdołam?
Jak narazie zajmują mnie rozmowy z kimś, kto wypełnił moją pustkę.
Mam nadzieję, że na długo.
I z wzajemnością...
Dobrej nocy.
W poprzednim poście rozpisałem się mocno o tym, więc teraz czas na sprawy jeszcze bardziej zaległe. O ile mnie pamięć nie myli, to te wakacje zalicze do monotonnych ze względu na powtarzający się schemat: Wstaję, sniadanie, komputer, telewizor, gazeta, obiad, telewizor, osiedle, przejażdżka rowerem, osiedle, dom, kolacja, komputer, "Piłka Nożna, sen. I tak było bardzo często.
A nowości? Kilka znajomości i "odkurzenie" Bruna za sprawą Młodego. Ale nie oszukuję się, mogę być jego kumplem, lecz do przyjaźni zbyt daleko, mamy całkiem odmienne charaktery, interesy i sposób bycia. Ale cieszę się że dawne przyzwoite kontakty odnowiliśmy. Kilka razy chodziłem z kimś bez celu, nasłuchalem sie magicznych opowieści, zaliczyłem nocny spacer po północy, trochę piłki (mniej niż się spodziewałem przed wakacjami, tu zaskoczenie). Przejechałem się też z Kingą rowerami, ugadałem na rolki i wałkuję ten domek...
Dużo a jednocześnie mało. Przy okazji iPod zaczął działać, a więc wiem jak będę spędzał przerwy w szkole.
Trzeba kupić podręczniki, plecak, przybory, w środę jazda do Bydgoszczy, nie trzy po trzy, muszę zgadać się z Witasem na końcówkę wakacji (jeśli to czytasz, chodzi o ognicho, chyba wspominałem kiedyś), pomalować płot, pójść na rolki, wykorzystać dwa ostatnie wtorki, dać komuś trochę satysfakcji, potem nagły zwrot akcji: szkoła, lecz czy przed nią wszystko zrobić zdołam?
Jak narazie zajmują mnie rozmowy z kimś, kto wypełnił moją pustkę.
Mam nadzieję, że na długo.
I z wzajemnością...
Dobrej nocy.
wtorek, 9 sierpnia 2011
Już sierpień...
Tak, nie lubię o tym wspominać, ale owszem: wakacje się kończą.
Na dłuższe podsumowanie przyjdzie czas potem, a narazie krótko. W te wakacje brakuje mi jakiegoś dreszczyku emocji i dobrej pogody, ale i tak uważam je za udane. Pewna osoba może sprawić, że staną się jeszcze lepsze, ale to sfera domysłów na chwilę obecną.
Akurat ten deszczowy tydzien może okazać się zbawieniem - musze malować plot, a kompletnie mi się nie chce. Z resztą, odstałem już przez to szlaban, ktory zapewne skutecznie będę wymijał. W piatek podróż do Marka, który z resztą w zeszłym tygodniu także u mnie był (chyba nie wspominałem o tym) a jutro jest impreza u Marysi, osiemnastka...
Kurczę, ale ten czas leci...
"Jeszcze niedawno tacy mali,
niedawno szalone, roześmiane dzieci,
teraz jedno z nas dorosłe,
drugie już w liceum siedzi...
Chciałbym odtrutkę na wiek, nie,
nie ma takiego serum,
pozostają wspomnienia,
po wspólnych chwilach wielu..."
Tak, razem dorastaliśmy, razem przeżywaliśmy problemy, razem się śmialiśmy. I choć teraz nasze drogi się rozchodzą, nadal jesteśmy dla siebie bardziej przyjaciółmi niż rodziną. To coś ponadczasowego, bo kiedyś byliśmy my dwoje i nasz świat zamknięty w dwóch hektarach. Dwóch hektarach budynków, drzew, pól, łąk... Oboje wiele sobie zawdzięczamy i choć pękła pierwsza z granic nie mogę się smucić. W końcu tyle jeszcze przed nami, a jeden dzień nie może stanowić muru, bariery.
Jakkolwiek, dzięki za to, co za nami, i oczywiście proszę o więcej ;)
A teraz o przyjaźni, bo ta z Tobą to najlepsza, jaka mi się trafiła...
Dobrej nocy.
P.S. teraz moje wpisy powinny być częstsze, i przez szkołe i przez fakt, że coraz to więcej się dzieje, koniecznie musze opisać ostatnie osiedlowe wydarzenia.
Na dłuższe podsumowanie przyjdzie czas potem, a narazie krótko. W te wakacje brakuje mi jakiegoś dreszczyku emocji i dobrej pogody, ale i tak uważam je za udane. Pewna osoba może sprawić, że staną się jeszcze lepsze, ale to sfera domysłów na chwilę obecną.
Akurat ten deszczowy tydzien może okazać się zbawieniem - musze malować plot, a kompletnie mi się nie chce. Z resztą, odstałem już przez to szlaban, ktory zapewne skutecznie będę wymijał. W piatek podróż do Marka, który z resztą w zeszłym tygodniu także u mnie był (chyba nie wspominałem o tym) a jutro jest impreza u Marysi, osiemnastka...
Kurczę, ale ten czas leci...
"Jeszcze niedawno tacy mali,
niedawno szalone, roześmiane dzieci,
teraz jedno z nas dorosłe,
drugie już w liceum siedzi...
Chciałbym odtrutkę na wiek, nie,
nie ma takiego serum,
pozostają wspomnienia,
po wspólnych chwilach wielu..."
Tak, razem dorastaliśmy, razem przeżywaliśmy problemy, razem się śmialiśmy. I choć teraz nasze drogi się rozchodzą, nadal jesteśmy dla siebie bardziej przyjaciółmi niż rodziną. To coś ponadczasowego, bo kiedyś byliśmy my dwoje i nasz świat zamknięty w dwóch hektarach. Dwóch hektarach budynków, drzew, pól, łąk... Oboje wiele sobie zawdzięczamy i choć pękła pierwsza z granic nie mogę się smucić. W końcu tyle jeszcze przed nami, a jeden dzień nie może stanowić muru, bariery.
Jakkolwiek, dzięki za to, co za nami, i oczywiście proszę o więcej ;)
A teraz o przyjaźni, bo ta z Tobą to najlepsza, jaka mi się trafiła...
Dobrej nocy.
P.S. teraz moje wpisy powinny być częstsze, i przez szkołe i przez fakt, że coraz to więcej się dzieje, koniecznie musze opisać ostatnie osiedlowe wydarzenia.
środa, 27 lipca 2011
A w przerwach między chmurami...
Ciągle pada. Ciągle i ciągle i... Błech, mam tego dość. A kiedy nie pada jest zabawa.
Ostatnio często jeżdzę w nowe dla siebie miejsca, chodzę, schodzę, skaczę, jadę... Lubię odkrywać, a jest to miłe tym bardziej z chłopakami, kiedy do głowy wpada wiele, czasem szalonych, czasem zabawnych, pomysłów. Rower znowu ostro idzie w ruch, przeplatam to wizytami u Arasa (dziś, po robocie, rąk nie czułem) i pojedyńczymi wizytami , na przykład u Patryka.
Osobiście czuję, że mam w sobie wulkan energii. Muszę go jakoś szybko rozładować. Z powodu tego deszczu co drugi dzień jest stracony niestety. Ale to tu, to tam, coś się kręci, żaden zastój nie może być wieczny. W sumie przytłaczają mnie oczekiwania innych wobec mnie. To, że mam wakacje, nie oznacza, że jestem 24 na 7 do dyspozycji. W przyszłym tygodniu pojeżdżę sobie na Orlika i pokopię troszkę w nogę.
Te wakacje są o tyle przyjemne, że dotychczas nie miałem na to czasu, bo jestem ciągle w ruchu.
Albo ewentualnie w deszczu...
Ostatnio często jeżdzę w nowe dla siebie miejsca, chodzę, schodzę, skaczę, jadę... Lubię odkrywać, a jest to miłe tym bardziej z chłopakami, kiedy do głowy wpada wiele, czasem szalonych, czasem zabawnych, pomysłów. Rower znowu ostro idzie w ruch, przeplatam to wizytami u Arasa (dziś, po robocie, rąk nie czułem) i pojedyńczymi wizytami , na przykład u Patryka.
Osobiście czuję, że mam w sobie wulkan energii. Muszę go jakoś szybko rozładować. Z powodu tego deszczu co drugi dzień jest stracony niestety. Ale to tu, to tam, coś się kręci, żaden zastój nie może być wieczny. W sumie przytłaczają mnie oczekiwania innych wobec mnie. To, że mam wakacje, nie oznacza, że jestem 24 na 7 do dyspozycji. W przyszłym tygodniu pojeżdżę sobie na Orlika i pokopię troszkę w nogę.
Te wakacje są o tyle przyjemne, że dotychczas nie miałem na to czasu, bo jestem ciągle w ruchu.
Albo ewentualnie w deszczu...
piątek, 15 lipca 2011
I tak powoli mija czas...
I wkacje też.
Ostatnio nadal jest dość rozrywkowo, Witas wrócił a więc o jedną osobę do pogadania i pośmiania się więcej, byłem dziś nad jeziorem z Cypisem, zimno jednak strasznie ze względu na wiatr, a poza tym zwykłe, osiedlowe zajęcia. Rozkład jazdy na najbliższy czas to prawdopodbnie częstsze wizyty na Orliku i u Arasa. Dawno nie grałem w piłkę na naszych cudnych obiektach, a Wiśnia jest mi winien jakiegoś meczyka. A z Arasem trzeba skończyć dach.
Wyjazd do Warszawy chyba nie wypali. W zasadzie nie wiem, czy to dobrze czy źle. Ciągnie mnie tam trochę ze względu na sklepy oraz towarzystwo moich kolegów ale dobrze wiem, że prędzej czy później ktoś wpadnie na jakiś przypał. A po pewnej majowej nocy powiedziałem sobie, że przypałów narazie dość, i całkiem skutecznie tego się trzymam.
Nic nie jest pewne, ale zła, długa niepewność jest już lepsza od złej, szybkiej pewności.
No to do zobaczenia ;)
Ostatnio nadal jest dość rozrywkowo, Witas wrócił a więc o jedną osobę do pogadania i pośmiania się więcej, byłem dziś nad jeziorem z Cypisem, zimno jednak strasznie ze względu na wiatr, a poza tym zwykłe, osiedlowe zajęcia. Rozkład jazdy na najbliższy czas to prawdopodbnie częstsze wizyty na Orliku i u Arasa. Dawno nie grałem w piłkę na naszych cudnych obiektach, a Wiśnia jest mi winien jakiegoś meczyka. A z Arasem trzeba skończyć dach.
Wyjazd do Warszawy chyba nie wypali. W zasadzie nie wiem, czy to dobrze czy źle. Ciągnie mnie tam trochę ze względu na sklepy oraz towarzystwo moich kolegów ale dobrze wiem, że prędzej czy później ktoś wpadnie na jakiś przypał. A po pewnej majowej nocy powiedziałem sobie, że przypałów narazie dość, i całkiem skutecznie tego się trzymam.
Nic nie jest pewne, ale zła, długa niepewność jest już lepsza od złej, szybkiej pewności.
No to do zobaczenia ;)
sobota, 9 lipca 2011
Kontakt się urwał. Nieładnie.
Jestem po nocnej imprezie z Młodym i wizycie nikodema. Jak widać, wakacje się rozruszały, Młody wrócił to i w okolicy narasta ruch. Zrobilismy sobie nockę, niestety wypadła Fryta (szkoda gadać) i Rusek (nie mam pretensji, dowiedział się 24 godziny wcześniej :D). Gadaliśmy, oglądaliśmy filmy, poszliśmy na miasto o północy... Było spoko, lubię sie tak rozluźnić. Wcześniej budowałem u Arasa bramkę. Ah, te skoki przez płoty i poziomki... to jest to. Skoro nam tak szybko z bramką poszlo, to może my dokończymy te wszystkie stadiony? We trzech napewno dalibyśmy radę ;)
Ogólnie mam dziś dobry humor. Przekładało się to na cały dzień. Jeden z nielicznych takich dni, w których wszystko mi pasowało...
Cóż, częstotliwość wpisów spadła mi drastycznie, ale to zrozumiałe. Wakacje to mało czasu. Paradoks?
Nie, po prostu z nich korzystam ^^
A teraz kawałek, wiadomo, te stare dobre czasy, składy...
I klimat refrenu.
Bajka...
Dobrej nocy ;)
Ogólnie mam dziś dobry humor. Przekładało się to na cały dzień. Jeden z nielicznych takich dni, w których wszystko mi pasowało...
Cóż, częstotliwość wpisów spadła mi drastycznie, ale to zrozumiałe. Wakacje to mało czasu. Paradoks?
Nie, po prostu z nich korzystam ^^
A teraz kawałek, wiadomo, te stare dobre czasy, składy...
I klimat refrenu.
Bajka...
Dobrej nocy ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)