Jestem po imprezie osiemastkowej u Marysi. Dobrze było, spokojnie, w małym sprawdzonym gronie.
W poprzednim poście rozpisałem się mocno o tym, więc teraz czas na sprawy jeszcze bardziej zaległe. O ile mnie pamięć nie myli, to te wakacje zalicze do monotonnych ze względu na powtarzający się schemat: Wstaję, sniadanie, komputer, telewizor, gazeta, obiad, telewizor, osiedle, przejażdżka rowerem, osiedle, dom, kolacja, komputer, "Piłka Nożna, sen. I tak było bardzo często.
A nowości? Kilka znajomości i "odkurzenie" Bruna za sprawą Młodego. Ale nie oszukuję się, mogę być jego kumplem, lecz do przyjaźni zbyt daleko, mamy całkiem odmienne charaktery, interesy i sposób bycia. Ale cieszę się że dawne przyzwoite kontakty odnowiliśmy. Kilka razy chodziłem z kimś bez celu, nasłuchalem sie magicznych opowieści, zaliczyłem nocny spacer po północy, trochę piłki (mniej niż się spodziewałem przed wakacjami, tu zaskoczenie). Przejechałem się też z Kingą rowerami, ugadałem na rolki i wałkuję ten domek...
Dużo a jednocześnie mało. Przy okazji iPod zaczął działać, a więc wiem jak będę spędzał przerwy w szkole.
Trzeba kupić podręczniki, plecak, przybory, w środę jazda do Bydgoszczy, nie trzy po trzy, muszę zgadać się z Witasem na końcówkę wakacji (jeśli to czytasz, chodzi o ognicho, chyba wspominałem kiedyś), pomalować płot, pójść na rolki, wykorzystać dwa ostatnie wtorki, dać komuś trochę satysfakcji, potem nagły zwrot akcji: szkoła, lecz czy przed nią wszystko zrobić zdołam?
Jak narazie zajmują mnie rozmowy z kimś, kto wypełnił moją pustkę.
Mam nadzieję, że na długo.
I z wzajemnością...
Dobrej nocy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz