Tak, nie lubię o tym wspominać, ale owszem: wakacje się kończą.
Na dłuższe podsumowanie przyjdzie czas potem, a narazie krótko. W te wakacje brakuje mi jakiegoś dreszczyku emocji i dobrej pogody, ale i tak uważam je za udane. Pewna osoba może sprawić, że staną się jeszcze lepsze, ale to sfera domysłów na chwilę obecną.
Akurat ten deszczowy tydzien może okazać się zbawieniem - musze malować plot, a kompletnie mi się nie chce. Z resztą, odstałem już przez to szlaban, ktory zapewne skutecznie będę wymijał. W piatek podróż do Marka, który z resztą w zeszłym tygodniu także u mnie był (chyba nie wspominałem o tym) a jutro jest impreza u Marysi, osiemnastka...
Kurczę, ale ten czas leci...
"Jeszcze niedawno tacy mali,
niedawno szalone, roześmiane dzieci,
teraz jedno z nas dorosłe,
drugie już w liceum siedzi...
Chciałbym odtrutkę na wiek, nie,
nie ma takiego serum,
pozostają wspomnienia,
po wspólnych chwilach wielu..."
Tak, razem dorastaliśmy, razem przeżywaliśmy problemy, razem się śmialiśmy. I choć teraz nasze drogi się rozchodzą, nadal jesteśmy dla siebie bardziej przyjaciółmi niż rodziną. To coś ponadczasowego, bo kiedyś byliśmy my dwoje i nasz świat zamknięty w dwóch hektarach. Dwóch hektarach budynków, drzew, pól, łąk... Oboje wiele sobie zawdzięczamy i choć pękła pierwsza z granic nie mogę się smucić. W końcu tyle jeszcze przed nami, a jeden dzień nie może stanowić muru, bariery.
Jakkolwiek, dzięki za to, co za nami, i oczywiście proszę o więcej ;)
A teraz o przyjaźni, bo ta z Tobą to najlepsza, jaka mi się trafiła...
Dobrej nocy.
P.S. teraz moje wpisy powinny być częstsze, i przez szkołe i przez fakt, że coraz to więcej się dzieje, koniecznie musze opisać ostatnie osiedlowe wydarzenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz