piątek, 28 czerwca 2013

Początek... nowego?

I wakacje.
Mówiąc szczerze - dzień zakończenia roku szkolnego zostanie w mojej wybiórczej pamięci jako dzień który "był", albo po prostu z niej zniknie. Zwyczajnie w moim życiu takie rzeczy jak szkoła i nauka moralnie stoją na ostatnim miejscu, mimo tego że mam dobre oceny - zawdzięczam je nie nauce, co raczej szczęściu i pamięci. A tak dziś to wstałem rano, poszedłem do szkoły, odebrałem trzy papiery i książkę, wziąłem worek z butami i to wszystko. Nie ma co o tym pisać.

Dziwnie zaś pisze mi się bloga o godzinie 21. To wcześnie jak na mnie, ale ostatnio wieczorami jestem nie do życia, więc wolę wpisać notkę wcześniej. Miałem to zamiar zrobić zresztą kilka godzin temu, ale przeszkodziła mi w tym Kinia, która wyciągnęła mnie na spacer, no i na fajkę nakłoniła, pierwszą od ferii. Ale jeden papieros chyba dramatu nie czyni, więc cóż - przypomniałem sobie ten smak, i nic więcej. Pogadaliśmy, Kinia jutro ma ciężki dzień i kibicuję jej, by wszystko poszło jak najlepiej, tymczasem ja... Tymczasem ja jutro nie będę robił nic.
Albo coś.
Jeszcze nie wiem, serio. To trudne.
Ale chyba pooddycham sobie.
Tak z nudów.

Ciekawe rzeczy działy się przez ten ostatni tydzień u mnie, naprawdę. Trochę śmierci, trochę doła, trochę radości, trochę triumfu. Wszystko i nic, moja typowa mieszanka - chyba naprawdę wróciłem do starego,  tak średnio dobrego siebie. Nawet dobrze mi z tym, jakoś tak, pierwszy raz od dawna serio dobrze mi ze sobą, choć nawaliłem ostatnimi dniami co najmniej kilka razy.

Ponadto wczoraj stało się jeszcze coś ważnego.
Powróciłaś.
I wiem już, że czytasz tego bloga - więc napiszę tą część bezpośrednio do Ciebie.

Bałem się. Bałem się swojej reakcji na Ciebie, bałem się, że będzie źle, kiedy wspomnienia zderzą się z prawdą, z Tobą. I owszem, zaczęło się źle, ale potem - coś we mnie zamarzło.
Tak jak zawsze pisząc z Tobą - coś pękało, tak wczoraj pierwszy raz naprawdę poczułem, że coś zamarzło we mnie. To samo coś, co kiedyś kazało mi krzyczeć i wyć - wczoraj nieznośnie powtarzało jedno słowo - spokój. I zachowałem spokój, i zachowuję go dziś, i cieszę się, że zbudowałem znów ten spokój w sobie wobec miłości, wobec pewnych uczuć. To było mi szalenie potrzebne, i choć nadal nie jest we mnie pełne - choć częściowo - naprawdę to mam.
Czeka Nas trochę rozmów, wiesz? Ja już wiem, o czym będę pisał, co chcę Ci napisać z głębi mego umysłu. Serca... Serca, choć Cię kocham, nie chcę i nie będę miał zamiaru w to mieszać.
Na moje serce przyjdzie jeszcze w Naszych relacjach czas. Ale nie dziś, nie teraz, nie przy tej okazji, nie przy tym epizodzie, zetknięciu Nas. 
W gruncie rzeczy, fajnie że się pojawiłaś. Bo zdałem sobie wczoraj sprawę z jednej, istotnej rzeczy...

Nastał koniec.
Koniec pewnego etapu mojego życia.
Nie, nie wczoraj - nie wiem dokładnie kiedy, ale wiem, że to stało się na przestrzeni tego miesiąca, dnia już konkretnie nie pamiętam, ale był to dzień, w którym znalazłem pewien kwiat...
I... tego dnia, od początku myślałem, że znalezienie tego kwiatu ma mi coś pokazać, to jest jakiś znak...
Nie myliłem się. Pojawiła się lawina znaków, aż w końcu pojawiła się osoba, która stanowiła cały poprzedni etap mojego życia - Ty. 
Teraz czuję zaś, że Bóg ma nowy plan, nowy plan co do mnie. Teraz czuję naprawdę, że zaczynam coś nowego w moim życiu. I cholera, nie wiem dokąd on mnie prowadzi, ale zmiany w moim życiu, umyśle, pewne znaki... To wszystko sprawia, że mam ochotę być, żyć... Dzięki tej ciekawości, cóż to za plan właśnie się dla mnie szykuje. Czuję, że to nowe rozdanie, nowe rozdanie mojego życia.
I od startu - mam tylko siebie i moją nutkę pozytywizmu - a co będzie dalej - zobaczymy, w każdym razie zmieniłem się, zmieniłem się chyba wewnętrznie mocno, choć nie czują tego ludzie, którzy piszą i rozmawiają ze mną - czuję to ja. Zmieniałem się od jakiegoś miesiąca, przeżyłem małą burzę, małe sukcesy i małe upadki... To miało mnie czegoś nauczyć - przygotować na nowe. I dziś, z tego miejsca krzyczę - jestem gotów. Jestem gotów na nowe, na nowy etap mojego życia.

A czego mi nadal brakuje? W zasadzie...  To chwilowo mam do powiedzenia tyle, że właśnie tylko tego brakuje mi do szczęścia. Choć jak złudnym słowem jest "tylko"...


Mimo wszystko - pozytywnie ;)

Dobrej nocy! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz