sobota, 6 lipca 2013

A miałem spać...

Miałem spać, ale się nie da - są czasem takie noce, że wiesz, iż musisz zasnąć, a coś, jakaś niewidzialna siła śmieje Ci się prosto w twarz i pokazuje, że Ci nie wolno, że nie... I nie, i basta. Postanowiłem wykorzystać więc to, że mam znów normalny internet na lapku po kilku dniach przerwy i dodać posta na bloga.
Wakacje jak dotychczas przebiegają mi nudno, znaczy się... Nudno o tyle, że sporo siedzę w domu, wręcz za dużo siedzę w domu, i piszę z różnymi osobami. Rozmowy te już takie nudne nie są, ale o tym może potem... Dziś zaś pojechałem pograć w piłkę, no i z dwóch godzin zrobiło się 3 i pół. Mówiąc szczerze - padam, oddycham rękawami, wszędzie mam zakwasy i naprawdę nie wiem, jak ja jutro wstanę na 7 i pojadę z mamą na targi kwiatowe... Jakoś muszę...
Ale jak?

Mimo tego, że ruszam się mało z domu ostatnio w moim życiu sporo się dzieje. Kilka kłótni, niespełnionych nadziei i osoba, która sprawia że czuję się sam z siebie zadowolony, dzięki której zachowuję pogodę ducha w trudnych dniach. Co jeszcze bardziej pozytywne - dzieje się tak nie dlatego, że znów robię sobie puste nadzieje na miłość, a dlatego że jej słowa zwyczajnie są dla mnie wspaniałe, i dają mi ochotę, bym był sobą, sobą takim, jaki jestem i bym dalej szukał tej jednej, jedynej osoby...

Pisałem też z Nią. Dwa razy pisałem, narobiłem nadziei by potem brutalnie trzepnąć drzwiami. Szczerze mówiąc - głupio mi z tym trochę, ale cóż... Nie umiem widzieć w Jej nikogo innego niż mojej dziewczyny, dlatego rozwiązania pośrednie zwyczajnie mnie bolą... Ale nie zamykam drzwi, rzeka płynie, życie się toczy i ono pokaże Nam jak miało być. Taka jest prawda.

No i Paulina jeszcze... Kłótnie, kłótnie, kłótnie... Ale chyba wychodzimy na prostą. Cieszy mnie to. Niczego wielkiego z tego już chyba nie będzie, ale cóż... Nie lubię tracić w swoim życiu ludzi, którzy zapisali w nim jakiś ważny etap, i dlatego cieszę się, że jej tak w 100% nie stracę. Teraz czeka Nas na pewno pewien rodzaj przyzwyczajenie do wody zimniejszej niż kiedyś, że tak to ujmę. Mam nadzieję, że ta sztuka się Nam uda, i będziemy w stanie wynieść z tego jeszcze choć trochę szczęścia, dla mnie i dla niej.

Piszę jeszcze z wieloma innymi osobami, naprawdę, ale by opisywać każdą z nich nie starczyłoby mi czasu... W każdym razie mam nadzieję, że u wszystkich innych osób, którym kibicuję, a w szczególności u Oli, wszystko się poukłada i wejdzie na właściwe, niosące szczęście tory.

Zapomniałem jeszcze o jednej rzeczy - dziś zrobiłem sobie małą podróż wstecz, sprawdzającą moje reakcje na wydarzenia mające miejsce w przeszłości - i kurczę, chyba jest dobrze, bo umiem się już uśmiechać na myśl o tym, co dobiegło końca, co tak bardzo bolało, kiedy ten koniec osiągnęło... Nie wiem, czy to kwestia zapominania ran, czyli czasu, czy też lekkiej zmiany życiowego podejścia w mojej osobie przez ostatnie pół roku, ale... Jest dobrze. Kolejny raz muszę nieskromnie stwierdzić, że pod pewnymi względami jest dobrze, choć wiele jeszcze pozostało do naprawy.

A właśnie, naprawa... Dziś tak dziwnie zdałem sobie sprawę z tego, jak niebezpieczny mogę się kiedyś stać. Jak to, ja? Ja niebezpieczny? No boki zrywać... Ale w sumie sam się tego zaczynam bać.
Jestem osobą o skomplikowanym profilu wewnętrznym - w środku mnie tkwi sporo odmienności, jestem osobą wielowymiarową, na co wskazuje już choćby nazwa tego bloga. I jedną z tych odmienności jest moja zła strona, która w gruncie rzeczy na polu codzienności często i gęsto wygrywa w drobnych konkurencjach za sprawą lenistwa czy też marudności, ale w całkowitym ujęciu - przegrywa z kretesem, tłumiona przez miłość i szczęście, które chcę nieść i zostawić po sobie na tym świecie. Czemu jednak tak się boję?  Bo jeśli nadejdzie chwila, osoba, czas który zepchnie mnie na skraj wytrzymałości, sprawi, że oszaleję - zło może we mnie znacznie urosnąć, sprawić, że będę w stanie posunąć się do czynów których do dziś nie dopuszczam do siebie... Wiem, że szanse na to są małe, że pewnie będzie mniej więcej dobrze z moją psychiką przez najbliższy czas, ale... Jeśli coś się zepsuje - to siedzi we mnie taka osoba, która jest zdolna do rzeczy złych, podłych i okropnych...
Nie lubię tej osoby.
Otwieram okno.
Niech ucieknie.

Cóż... Po napisaniu tego wszystkiego jestem jednak jakby bardziej śpiący. A więc czas spróbować spać. Mam nadzieję, że mi się to uda ;)

Do napisania!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz