sobota, 22 czerwca 2013

Myśli nie pozwalające nie myśleć

Myśli, myśli tyle...

Lato. taka pierwsza piękna dygresja wczorajszego wieczora. Spojrzałem na ten rok dotychczas i zdałem sobie sprawę, że w moim wykonaniu jest on strasznie mdły. Ale jaki rok nie byłby mdły przy poprzednim, w którym to działo się najwięcej w całym moim życiu? Teraz jednak kumple nie odbierają telefonów, inni mają robotę,  ekipa z osiedla się posypała... A ja siedzę w domu i myślę... Myślę... Oby lato przyniosło jakieś znaczące ożywienie...

Czas. Taa, znów zaczynam myśleć jak staruszek... Wczoraj jechałem rowerem i spotkałem starego kumpla. Znaczy się, młodego, bo młodszego kilka ładnych latek ode mnie. Zdałem sobie sprawę, że poznałem chłopaka już ponad trzy lata temu... Wtedy był małym, radosnym smykiem, który sięgał mi do brody i latał za piłką aż się za nim kurzyło... Dziś zmienił mu się głos, przerósł mnie i nie biega już tak za piłką, woli jeździć i kibicować. I jak tak wczoraj sobie z nim gadałem - pomyślałem o tym blogu.
Ile on ma już lat? 2 i pół roku...
Ile się przez ten czas zmieniło? Damn, sporo...
-jeszcze pogorszył mi się wzrok
-z gimnazjum przewędrowałem do liceum
-nauczyłem się, jak smakuje każdy odcień miłości
-z chłopaka ulicy stałem się domatorem
-trochę się pozmieniało w moim wyglądzie
-przyjaciele, znajomi - prawie wszyscy mają tą swoją drugą połówkę

A co się nie zmieniło? Nie urosłem. Damn...

Miłość... Myśli tyle, jak było, jak być mogło, jak nie było... Tym gorzej, że Ona ma teraz na dniach urodziny, i nie mogę gdzieś z siebie wywalić myśli o tej dacie... A może mam o tej dacie nadal myśleć, a może to jeszcze nie koniec? Eh... wolałbym wierzyć jednak, że to koniec, ale nadal przebijają się przeze mnie te nieznośne myśli... Z drugiej strony zaś - coś, coś nowego, co w moim życiu mogło się zacząć - tydzień temu z hukiem się skończyło. Albo inaczej - zahamowało, ale... Ja myślę, że to jednak koniec mojego uczucia względem pewnej osoby. Co teraz więc z miłością, czy koniec uczuć? Nie wiem, krążą po mnie takie myśli, ale jest też osoba, która motywuje mnie, by tak  nie myśleć. W moim sercu znów coś się rodzi, ale boję się - boję się, że znów zbyt szybko to coś umrze. Daję sobie jednak czas, by złapać pewność, by wszystko przemyśleć. Tak bez miłości... Po tym wszystkim co miałem - nadal muszę tak żyć, a nie umiem. I nie chcę tak żyć, chcę z tym skończyć, chcę znów oddać swoje serce w czyjeś ciepłe dłonie...

Ona. Jedna, jedyna. Miała być - nie ma jej. Ale będzie, wierzę w to głęboko, że będzie... Inna. Nie kolejna, ale pierwsza, pierwsza w sercu. Choć miało być inaczej, choć chciałem by pierwsza miłość była miłością na całe życie... Z tym marzeniem muszę już skończyć, zerwać je, definitywnie odrzucić. Czas znaleźć prawdziwą miłość, i nie wiem, czy będę jej pierwszą miłością, piątą, dziesiątą... Nie wiem. Będzie się liczyło tu, teraz i to, co w przyszłości... Czy szukam? Szukam, choć delikatnie to szukam, muszę szukać by żyć, by mój cel w życiu nie był celem tylko na papierze. Czy cierpię? Cierpię - cierpię, bo nie mam. Ale... będę miał. Wierzę w to. Wiara przenosi góry, i ja chcę te góry przenosić - dla niej.

Tyle myśli... Zbliża się dołek, wiem to. Jeden dzień, przepaść, skarpa. Znam to, nie ucieknę. Pytanie co będzie dalej, następnego dnia, gdy otworzę oczy...
Myślę...
Myślę...
Nie umiem przestać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz