sobota, 29 października 2011

Żyję. Kocham. Dziękuję...

Witam.
Dzisiaj o wydarzeniach, które miały miejsce po 18 października i w tym dniu. Ale pominę tu szkołę. Wystraczy, ze napiszę iż czas w niej płynie szybko. Jest to bardzo dobra wiadomość.
W moje urodziny otrzymałem wiele prezentów, mniej lub bardziej wartościowych, lepszych czy gorszych... Ale wspaniały był jeden. Usłyszałem Twój głos po raz pierwszy.
I właśnie dlatego dzień 18 października 2011 roku zapamiętam na zawsze...
Cztery dni później, tj. 22 października, odbyły się moje urodziny dla znajomych. Zaprosiłem na nie osoby nieprzypadkowe. Każda z nich wie, co oznacza radość jak i umiar w niej. Każda z nich umie powiedzieć mi coś ważnego, istotnego, znaczącego. Wreszcie wiem, że żadna z nich nie opuści mnie ot tak w potrzebie. I już kilka dni później dostałem tego dowód. Sama zabawa była udana, choć początkowo nie wyglądało to dobrze. Jednak stopniowo wszyscy Ci, którzy dotychczas znali się gorzej zaczęli się wspólnie bawić, integrowac i rozmawiać. I to też bardzo mnie ucieszyło, że być może zaszczepiłem w nich nić znajomości którzy może przerodzić się w węzeł przyjaźni. Tak, także dzięki tym urodzinom stałem się szczęśliwy. Ten urodzinowy czas był jednym z lepszych w moim życiu, w ogóle. I nadal jest, on trwa, gdyż moje życzenie się spełnia, coraz bardziej z każdym dniem...

Wreszcie w moje życie zawitała miłość...
Miłość prawdziwa, dojrzała, wzajemna...
Kochanie...

Dziękuję że jesteś, że dajesz mi siłę, wiarę, moc...
Nadajesz kierunek, jesteś celem mojej wędrówki...
Pchasz mnie do przodu, z każdym dniem, godziną, minutą, sekundą...
Pozwalasz oderwać się od rzeczywistości
I rzeczywistości tej nadajesz kolory
By kiedyś wrócić do niej ze mną przy boku...
Jesteś mym ideałem...
Pierwszym.
Drugiego nie chcę poznawać,
Drugiego nie będzie...
Jesteś tylko Ty.
Kocham Cię...

Dobranoc

wtorek, 18 października 2011

Początek...

Witam.
Dziś mamy 17 października, gdy zaczynam pisać tego posta. Urodziny Eminema.
Świetny raper, wręcz ikona. Z niektórych jego tekstów spijam cytaty i nie mam dość. To jego bodajże 39 urodziny. Jak ten czas leci... Cóż, Eminem natchnął mnie wiele razy gdy tego potrzebowałem. Gdy miałem doła dawał siłę bądź pewność swoimi piosenkami. Datę jego urodzin pamiętam świetnie, i cóż...
Happy Birthday.
A jutro mamy 18 października. Moje urodziny.
Wyjątkowe urodziny. Napewno, wreszcie radosne, pełne nadziei, uśmiechu... Prawdziwe. A ja? Jaki jestem ja?

Zmieniłem się. Zmądrzałem, zyskałem pozytywne myśli... I może dopiero teraz będę prawdziwym sobą? Nie chcę się już wygłupiać, chcę spokoju... A podsumowując ten rok -  z głębokiego dnia wzniosłem się na wyżyny, ale szczytu jeszcze nie osiągnąłem. Brakuje niewiele, lecz brakuje...

Napewno wiele zawdzięczam pewnej niezwykłej osobie, która mnie natchnęła. Która przwróciła mi marzenia, które istniały w formie gdybania, a dziś to już bardziej odliczanie ku temu co nadejdzie. Myśli teraz sa całym moim dniem, wszystkim... Czuję znowu to przyjemne ciepło wewnątrz siebie, kazdy wie co ono oznacza... Strasznie mi go brakowało i za nie dziękowałem jej już wiele razy. Czuję też piękno, cos czego nie dostrzegałem długo pod żadną formą. Ale teraz jest, i to nawet wiem, jak wygląda, gdzie się znajduje...
Ostatnie tygodnie to istna bajka, jak nie moje życie... Niczym sen.

Jest wtorek, 18 października, godzina 0:00.
Moje 16 urodziny.
Cieszę się że jestem.
I to ten rok, właśnie ten, zdecyduje o wszystkim.
O mnie, o mojej psychice, o tym, co ze sobą zrobię za kilka lat. I może są to zbyt mocne słowa, ale...
Ja to czuję,
to ten rok,
to ta szansa...
To Ty...

Dobranoc...

czwartek, 13 października 2011

Where do we go?

Witam. Dzisiaj króciutko, bo i nadal się uczę.
Długi weekend przede mną, niestety w czwartek przede mną także sprawdzian z fizyki i trzy pytania... No cóż, wytrzymam, kilka osób daje mi siłę dzięki której naprawdę warto to robić. Dziś latałem najpierw ze zdjęciami klasowymi po całej szkole a potem z aparatem w poszukiwaniu pięknych ujęć zachodu słońca i księżyca. Jakieś znalazłem,ale i tak najlepsza jest droga w liściach... Cóż, w piątek wyjazd do Marka, w sobotę sadzenie drzew, a codziennie coś jeszcze ważnego, strasznie ważnego dla mnie, czyli pewne magiczne rozmowy z pewną magiczną osobą...
Dzisiaj na pożegnanie rytm z mojej młodości, kiedyś ulubiona piosenka w starym, harczącym radiu, która leciała zawsze w przerwach między wyścigami  żużlowymi w radiu... Ach, te wspomnienia...

Dobrej Nocy ;)

niedziela, 9 października 2011

Kilku zdań łyk

Wesele, jak i jakakolwiek inna uroczystość w naszej rodzinie, zawsze kojarzy się z dobrą okazją do pogadania i powspominania. I tak było i tym razem, z tym że rozmawialiśmy bardziej o teraźniejszosci. Najpierw, na poltrze, pogadałem z Maryśką o pewnych bolących mnie sprawach, takich o których dotychczas nie wiedział nikt... i od razu zrobiło mi się lepiej. Wiadomo, dobrze mieć kogoś takiego przy boku, kto pocieszy, doradzi... A na samym weselu pierwszy raz spotkałem chłopaka Marysi, Bartka. Wrażenie pozytywne, spoko z niego chłopak, myślę że ona się na nim nie zawiedzie, z wzajemnością zresztą. Oby się powiodło... :)
A co do reszty wesela - taniec, śpiew, biesiada... jak wszędzie i zawsze.

W szkole - jak w szkole, oceny coraz bardziej różnorodne, coraz więcej sprawdzianów, pierwsza wycieczka (do Pelplina) za mną. Chodzenie po katedrze i muzeum nie było pasjonujące, ale jakoś wytrzymałem, zresztą sama katedra, przyzać muszę, imponuje. Niestety, nie zerwałem się w piątek na wycieczkę z klasą gimnazjum, gdybym to zrobił miałbym bajeczny, 4 dniowy weekend. No ale nie można mieć wszystkiego...
A co mnie czeka? Wizyta w Raciążu w najbliższy piątek, kupa sprawdzianów a potem moje urodziny i mała impreza dla znajomych. Zapowiada się ciekawie, nie licząc rzecz jasna każdego dnia od godziny 8 do 14:30...
Dobranoc :)

sobota, 1 października 2011

(S)Pasowany

Październik... Moje urodziny... Nie lubię tego miesiąca...
Niestety, będzie szaro, buro i ponuro, a to mnie dobija. Ale przynajmniej urodziny wreszcie spędzę razem ze znajomymi, na małym, wspólnym świętowaniu, może ognisku. Ponadto dwa długie weekendy - najpierw wycieczki i ślub Tereski ( winszuję, życzę oczywiście szczęścia :] ) a potem 14-16, czyli odwiedziny u Marka. Skoro o przyszłości napsiałem, teraz czas na przeszłość.
W szkole nie jest źle, poza biologią i fizyką. Nawet dostałem 5 z niemca (cud, jakby nie patrzeć...). W ostatnich dniach ważniejsze były jednak otrzęsiny. Harowałem za trzech, byłem człowiekiem-orkiestrą i dzięki temu oraz pomocy Kasi wszystko się udało. Plakat, piosenka, zapowiedź... Myślałem, że to koniec atrakcji... A jednak niestety nie.
Mleko - demon mego dzieciństwa, kiedyś miałem na nie alergię, nie tolerowałem laktozy. Dziś powróciło...
W butelce 0.7l, na ktorej znajdował się smoczek. Wiadomo, zawartość trzeba było jaki najszybciej wypić... I to ja byłem pierwszy, dzięki dobrej technice. Ale wypicie tego mleka to był heriozm, zaraz potem musiałem siegnąć po gumę do żucia, bym wytrzymał...
Ostatecznie zajęliśmy miejsce drugie, niezłe. Gdyby wszyscy się przyłozyli byłoby lepiej, ale cóż... Moźe następnym razem odniesiemy sukces.
Wczoraj mieliśmy też futrzastego gościa, kunę na tuji. Ponoć wujek ją zgonił, i dobrze.
Po natłoku rozmów i spacerów z dodatkowym cofaniem się (Bywa, prawda Jagodo? ;] ) padam na nos...
A więc czas spać, postaram się przeznaczyć od października więcej czasu na bloga.
Dobranoc ;)