wtorek, 28 czerwca 2011

W limitach wszelakich

Zaczyna się rozkręcanie wakacji, powolne, bo w pierwszych dniach raczej się obijałem.
Teraz codziennie prawie gram w piłkę, jutro wpadają Wioleta z Justyną, to też sobie popykamy, w środę mam zaproszenie na orlika, a w czwartek... w czwartek coś się wykombinuje ;)
Spędzam wolny czas u Arasa - z nim, Lidką i chłopakami z politechnicznej - albo przed komputerem/telewizorem. Ewentualnie wpadam, (w wiadomym celu) na orlika. Teraz dojdą mi może rolki z Alą. To będzie kabaret, ale cóż... trzeba próbować.
Jutro ranna pobudka i na targ po... różne rzeczy, a potem obejrzę sobie z kim przyjdzie mi się od września użerać. Nie będę prosił Boga czy kogokolwiek, by nie było tam nikogo przeze mnie nielubianego, bo wiem, że takie osoby będą.
Pytanie tylko ile.
Cóż, cieszmy się wakacjami, dwa miesiące przed nami ;)

piątek, 24 czerwca 2011

Time to say "Goodbye".

Cóż, po trzech latach trzydziesci trzy osoby rozchodzą się. Każda w swoją stronę, kazda ze swoimi marzeniami, planami. Niektóre spotkają się we wrześniu, inne rozłączą się na długie lata, by potem wspominać wspólnie stare, dobre czasy. Kolej losu, płynący czas - mówią za nas "Koniec".
17.00 - Zakończenie w szkole.
Najpierw świadectwa. Tak, ponoć bylismy najlepsi.
Ponoć najbardziej uśmiechnięci, weseli, bezpośredni.
Podobno nikt nie miał takiej siły przekonywania.
I wszyscy będą tęslnić za nami.
A ja z miłą chęcią powiem we wrześniu tym samym nauczycielom "Dzień Dobry". Niech wiedzą, ze mnie się łatwo nie pozbędą, a poza tym zostawiłem tu jeden, niedokończony zakład. Honorowo byłoby wygrac i zgłosić się po nagrodę ;) Wracając do tematu, troszkę chodzenia po różne różności było. Pożegnania z nauczycielami, nasze wierszyki(kapitalne zresztą) i film, potem chwilowy powrót do domu.
19.00 - Bal zakończeniowy.
No i nasze ostatnie pięć godzin, pięć godzin tańca, rozmów i zdjęć. Muzyka była dobra, w sam raz dla każdego. Menu w porządku, okraszone cukierkową niespodzianką. Tańczyłem troszkę, potem nie miałem sił i chęci. Poprosiłem o kilka zdjęć z najważniejszymi osobami. Może kogoś pominąłem, ale cóż... Mówili o mnie, ze byłem fajny, to trzeba było mnie do zdjęcia prosić. A ja wychodzę z prostego zalożenia "Nie to nie". Widać nie jestem wystarczająco POP-ularny. Przeżyję to jakoś.
Natomiast koło 23.30 nastąpiła osobliwa rzecz.
Usiadłem przy stole, obok szła Jagoda. Zatrzymałem ją, poprosilem abyśmy pogadali. W 5 minut z naszej dwójki zrobiła się ponad dziesięcioosobowa grupka. Zdecydowanie, potrzebne nam były rozmowy, wspomnienia, nawet bardziej niż taniec. Bo i osoby, które tam siedziały, w trakcie pozegnań nie płakały. To było łatwe do wytłumaczenia. My już coś sobie wyjaśniliśmy, mieliśmy czas na przetrawienie emocji. Płacz nie jest czymś złym, nie. Jednak niektórzy umieli nad nim w prosty sposób zapanować.
24.00 - Pożegnania.
Ryk na calego. Setki wspomnień nadeszły, więc było to nieuniknione. Z każdym musiałem się pożegnać, to raczej obowiązek. Niektóre dziewczyny rozpłakały się wcześniej, inne później, dwie nawet żegnając się ze mną. Paru chłopaków tez ponoć beczało. Widać, że ta klasa miała "to coś", do końca trzymalismy się razem...
Podsumowując: z niektórymi już się spotkałem w wakacje, z innymi przyjdzie mi rozmawiać, a część będę łapał na telefon bądź gg. Chciałbym pamiętać i przypominać się. Bo choć we mnie nie tkwi nigdy wielki sentyment do ludzi, to jednak doceniam, że tworzylismy wyjątkowy twór. I większość z nas myślami powróci w te trzy lata, klasowe wycieczki, wigilię pod balokonem, kłótnie i śmiechy.

A ja?
Ja idę do przodu.
Teraz mam wakacje, we wrześniu znów szkoła. Wejdę do niej, uśmiechnę się na widok znajomych, skrzywię się na widok planu i wieści o pierwszym sprawdzianie, nawiążę nowe znaojmości i odnowię stare, przetrwam wzloty i upadki, semestry i jedynki, dotrę do matury, studniówki, zakończenia...
I pójdę dalej.

Ta, dziękuję i przepraszam.
Proszę o więcej.
A teraz idę, zostawiam piosenkę.
Jej mocą jest to, że jest niezrozumiała....
I taka jest właśnie moc przemian.

Są nieokreślone, ale zawsze przynoszą chwile, które zapamiętasz...


"And I get nosebleed.
But I always get up..."

Do zobaczenia...

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Koniec.

Jutro koniec szkoły.
A za mną ostatnie: wycieczka do kina, spływ i turniej klasowy. Na wycieczce do kina troszkę sobie pogadałem z różnymi osobistościami, sam film z kategorii "American Badziew". Na spływie płynąłem z Marasem. Było spokojnie, dość szybko, bez wariactw, a no i posmialiśmy się troszkę. Miło, a potem ognicho i do domów. Na turnieju, w piłkę, znów drugie miejsce, za drugą klasą. Jak zawsze. A ogólnie to trzecie, olaliśmy część artystyczną. Trudno, i tak bylismy najlepsi.
Jutro grill, zakończenie i bal. I koniec, wakacje.
Jest mi smutno. Nie, nie chodzi o tęsknotę za ludźmi, może 4-5 mi będzie brakowało przez jakiś czas ale to nie powód mojego zmartwienia. Mam poczucie, że dałem ciała przez te 3 lata. Często mam takie poczucie. Wiele rzeczy skopałem, ale uważam też, że nikt nie powie o mnie, że byłem chamski, niekulturalny czy po prostu głupi (poza jednym pijakiem może...). Więc nie było tez tak źle.A teraz wakacje, głowa do góry i... czas dla siebie.
Nareszcie...

środa, 15 czerwca 2011

Po bólu, czyli nielekko, niełatwo lecz przyjemnie.

KONIEC SZKOŁY.
Już?
Dopiero?
W sam raz?
Za wcześnie?
Za późno?
Chyba w sam raz. Energii miałem dość , aby wyciagnąć świadectwo z paskiem, choć niektóre oceny są mocno naciągnięte (za co z góry niektórym nauczycielom dziękuję). Bez naciągnięć pasek zapewne tez by był. Test gimnazjalny, do którego podszedłem na żywca, wyszedł mi dobrze, ale nie zgodnie z przewidywaniami. Całokształt jest jednak pozytywny, to sie liczy. Niektórzy ludzie z klasy mają po nim załamkę. Ktoś płakał chyba nawet, inni chowali głowy między rękoma. Jak to skomentować? Współczuję, wiadomo, nie ma nic gorszego niż rozwalone plany. Ale na Bydgoszczy i Chojnicach świat się nie kończy. W każdym razie, chciałbym aby wszyscy dostali się tam gdzie chcą. Bo raczej podołają, w większej części, temu do czego dążą. A marzenia i cele trzeba realizować.
Wracam do mnie. Uważam, że ten test pokazał, że pod względem potencjału jaki we mnie drzemie jestem na pewno w czołówce klasy. Niestety, pod względem lenistwa także zbieram laury. Cos za coś, ostatecznie wychodze na średniaka klasowego, ze srednią koło 5,0. Dziwny jest ten świat...
Najlepsza średnia w gimnazjum powoduje, że jestm z siebie dumny. Niestety, nawaliłem kilka przedmiotów, z tego dumny nie jestem. Ale tu też ostatecznie jest dobrze. Wymagań za wielkich nie miałem ;)
O klasie i wspomnieniach napiszę przy okazji opisu wtorkowego zakończenia.
W weekend pojawi się relacja ze spływu, wycieczki do kina i ostatnich wspólnych chwil w szkole. Tak,
"To już jest koniec, nie ma już nic, jestesmy wolni...
Mozemy iść..."

środa, 8 czerwca 2011

Teraz spokój

Oceny są w wiekszości załatwione, jestem po bierzmowaniu, koniec sprawdzianów... To lubię, wreszcie spokój.
Co do ocen, mialem aspiracja, by miec nawet swiadectwo z paskiem, ale szybko jednak zgasły. Przeżyję, zostaje w moim mieście na nastepne trzy lata. Tu zwrócę uwagę na drobny kłopot. Zauważyłem, ze parę osób namawia inne, by pójść do tej szkoły, co oni. Gruby błąd. To, ze ktos ma własne ambicje, nie znaczy, że powinien ciagac za sobą kogos, kto nie jest zdecydowany. Nasze lenistwo w jakimś renomowanym liceum nie przejdzie, to koniec bajki. Dlatego jeśli idzie się w swiat z własnej woli, to jest to decyzja dobra, bo własna. A jeżeli powodem odejścia jest kolega/koleżanka zapewne nie skończy się to za dobrze.
Bierzmowanie. Na drugie imię mam od teraz Hubert. Spodobalo mi się, parton sportu, leśników... czyli w sam raz dla mnie. Sama uroczystośc wyszła nieźle, choć byla robiona naprędce. Pogadałem po długim czasie z paroma znajomymi, na luzie, w sumie miło, nie spodziewałem się tego. Ogólnie atmosfera była dobra, żartowaliśmy, rozmawialiśmy nawet z osobami, których nie znaliśmy. Mała rzecz, a cieszy; te przygotowania, mimo natłoku obowiązków, dały mi troszkę radości.
Co do następnych dni: jutro tysiaczek na stadionie, potem liczne wyjazdy klasowe (będę informował na bierząco) i koniec szkoły. W sensie gimnazjum, bo za dwa miesiące wkroczę do niej ponownie.
Aha, jeszcze o turnieju gimnazjalnym: 4 miejsce w piłce, 3 drużynowo. Wielka, wielka szkoda, podium było na wyciągnięcie ręki. Zagralismy lepiej, niż myślałem, jako kapitan w polu zasuwałem bardziej niż zwykle.
No i tak pożegnałem się z szóstką z wuefu. Mogłem to olać, iść na kręgle. Ale to nie ja, bo gdy coś zaczynam- kończę to, nieważne w jakim stylu. Ważne, że honorowo.
A wkrótce na blogu pojawi się mój tekst piosenki. Mam nadzieję, że się spodoba.
Dobrej nocy ;)