Ciekawy tydzień za mną. Był w sumie luźny, ale skłaniający do wielu przemyśleń, bo z wieloma osobami przyszło mi szczerze porozmaiwać. Zapuszczam "wąsy" na jutro, oczywiście dla Małysza. Wykład odnośnie rekolekcji księdza Lemana (skądinąd znane mi nazwisko, "mojego" Lemana muszę przyskrzynić do gry w piłkę w ten weekend) troszkę do mnie trafił, z naciskiem na troszkę. W każdym razie, nareszcie jest po co na te rekolekcje pójść. Cały tydzień, poza poniedziałkiem oczywiście (o czym pisałem już kilka dni temu) nudny, bo opieprzu za te wagary we wtorek należało się spodziewać. Było, minęło, kolejna dobra nauczka na przyszłość. Sprawdzian z chemii jakoś przeżyłem, zarobiłem na zakończenie z łokcia w twarz i w nieprawdopodobnie cudnej, deszczowej i wietrznej pogodzie udałem się do domu. A potem...
Czas na całkowicie wolny weekend.
Taki, jaki lenie lubią najbardziej :D
"Jestem tam, gdzie zaniesie mnie wiatr, gdzie przywieje mnie nadzieja, gdzie zepchnie mnie szkwał. I niezależnie od warunków, niezależnie od cierpienia, zawsze, zawsze będę chciał coś zmieniać..."
piątek, 25 marca 2011
poniedziałek, 21 marca 2011
Emocjonalnie
Kilka ostatnich dni odbyło się z niezłym wykopem. Zacznę od tyłu, czyli aferka z okazji Dnia Wagarowicza.
Jedni uciekali, jedni nie uciekali, jedni nie przyszli, inni siedzieli na lekcjach, znalazł się tez cwaniak, komplecik jednym słowem. Bajzel totalny. Teraz każdy coś do kogos ma, na Facebooku lata mięso (jakby nie można było tego sobie osobiście wyjaśnić za pomoca np.slow), po prostu wychodzi szydlo z worka, czyli jak sie wszyscy ze soba kochaja. Wlasnie dlatego nigdy nie jestem zzyty z osobami z klasy, zawsze jakies klotnie. A ja sadze ze kazdy powienien samemu sie o siebie zatroszczyc, bez wsluchiwania sie w innych. Wtedy bedzie dobrze, choc to chyba futurystyczny scenariusz.
W tej oto milej scenerii witamy Wiosne...
A w niedziele pozegnanie Malysza. Wiem, ze wszyscy o tym trabia, ale ja tez to zrobie, bo czuje taka potrzebe. 10 lat, kazda niedziela, soboty, piatki, zawody, krzyki, smutek, radosc. To bardzo, bardzo wiele, szczegolnie ze chyba dzieki niemu zainteresowalem sie w ogole sportem. I jeszcze zwyciestwo w Kulm podczas mojej wyprowadzki. Pamietam jak dzis siebie dziesieciolatka siedzacego na starym krzesle w opuszczanym domu ogladajacego jego zwyciestwo. Byly czasy, byla beztroska. Teraz odchodzi, ja juz starszy, bardziej zajety tym wszystkim ale na skoki zawsze byl czas.
A ostatni konkurs to byla bajka, zmiana pokolen, ale z calym szacunkiem dla Stocha, nie, to nie bedzie raczej ta polka...
W kazdym razie, za medale, za zwyciestwa, za walke, za radosc.
Panie Adamie - Dziekuje.
Jedni uciekali, jedni nie uciekali, jedni nie przyszli, inni siedzieli na lekcjach, znalazł się tez cwaniak, komplecik jednym słowem. Bajzel totalny. Teraz każdy coś do kogos ma, na Facebooku lata mięso (jakby nie można było tego sobie osobiście wyjaśnić za pomoca np.slow), po prostu wychodzi szydlo z worka, czyli jak sie wszyscy ze soba kochaja. Wlasnie dlatego nigdy nie jestem zzyty z osobami z klasy, zawsze jakies klotnie. A ja sadze ze kazdy powienien samemu sie o siebie zatroszczyc, bez wsluchiwania sie w innych. Wtedy bedzie dobrze, choc to chyba futurystyczny scenariusz.
W tej oto milej scenerii witamy Wiosne...
A w niedziele pozegnanie Malysza. Wiem, ze wszyscy o tym trabia, ale ja tez to zrobie, bo czuje taka potrzebe. 10 lat, kazda niedziela, soboty, piatki, zawody, krzyki, smutek, radosc. To bardzo, bardzo wiele, szczegolnie ze chyba dzieki niemu zainteresowalem sie w ogole sportem. I jeszcze zwyciestwo w Kulm podczas mojej wyprowadzki. Pamietam jak dzis siebie dziesieciolatka siedzacego na starym krzesle w opuszczanym domu ogladajacego jego zwyciestwo. Byly czasy, byla beztroska. Teraz odchodzi, ja juz starszy, bardziej zajety tym wszystkim ale na skoki zawsze byl czas.
A ostatni konkurs to byla bajka, zmiana pokolen, ale z calym szacunkiem dla Stocha, nie, to nie bedzie raczej ta polka...
W kazdym razie, za medale, za zwyciestwa, za walke, za radosc.
Panie Adamie - Dziekuje.
sobota, 19 marca 2011
I w domu
I po Warszawie. Miasto-ogrom, przepych, światła. W sumie mój klimat, ale i tak wolę spokojne, 15 tysięczne miasteczko. Bo na wyjeździe tez jest wszystko odczuwane inaczej, to i tak nie jest codzienność. A w niej w duzym miescie chyba utonąłbym od razu.
Sama wycieczka- nawet, nawet. Bardzo dużo chodzenia, co ze względu na moją zastraszającą kondycję mnie ucieszyło (bez ironii), fajny spektakl w teatrze, łyk historii na Powązkach i śmiech w schronisku. Nie spodobała mi się troszkę organizacja (dużo, dużo nieścisłości) i kretyńskie zachowanie pewnych osób. Czemu tak sądzę? Bo wygłupy w gronie znajomych nie są niczym złym, sam przecież często to robię, ale lansowanie się na megagwiazdę wyjazdu przez 4 dni i olewanie tych "mniej błyszczących" czy idiotyczne słowa, gesty i sposób bycia mnie drażni. No i na jednej osobie się zawiodłem bardzo mocno, a wobec drugiej potwierdziły się moje przypuszczenia odnośnie niskiego poziomu inteligencji.
A w szkole dni otwarte, na których było wiele rzeczy wartych uwagi które mnie ominęły, bo siedziałem jako jedna z czterech osób na lekcjach. Ale mogę odetchnąć: niewielu starych znajomych będzie składało podania do liceum. Chciałbym uniknąć zderzenia z plastikiem, a niektórzy mają go w sobie aż nadto.
Szczęśliwie, plastik w większości wybiera szkoły zawodowe.
A ja odsłuchuję muzykę, nareszcie jest czas. Nie wiem co lepsze: sam bit czy z tekstem, ale decyduję się na pełną wersję.
Sama wycieczka- nawet, nawet. Bardzo dużo chodzenia, co ze względu na moją zastraszającą kondycję mnie ucieszyło (bez ironii), fajny spektakl w teatrze, łyk historii na Powązkach i śmiech w schronisku. Nie spodobała mi się troszkę organizacja (dużo, dużo nieścisłości) i kretyńskie zachowanie pewnych osób. Czemu tak sądzę? Bo wygłupy w gronie znajomych nie są niczym złym, sam przecież często to robię, ale lansowanie się na megagwiazdę wyjazdu przez 4 dni i olewanie tych "mniej błyszczących" czy idiotyczne słowa, gesty i sposób bycia mnie drażni. No i na jednej osobie się zawiodłem bardzo mocno, a wobec drugiej potwierdziły się moje przypuszczenia odnośnie niskiego poziomu inteligencji.
A w szkole dni otwarte, na których było wiele rzeczy wartych uwagi które mnie ominęły, bo siedziałem jako jedna z czterech osób na lekcjach. Ale mogę odetchnąć: niewielu starych znajomych będzie składało podania do liceum. Chciałbym uniknąć zderzenia z plastikiem, a niektórzy mają go w sobie aż nadto.
Szczęśliwie, plastik w większości wybiera szkoły zawodowe.
A ja odsłuchuję muzykę, nareszcie jest czas. Nie wiem co lepsze: sam bit czy z tekstem, ale decyduję się na pełną wersję.
Save me...
Dobrej nocy ;)
niedziela, 13 marca 2011
Znowu w ruchu
Tydzień minął wreszcie spokojniej, nie licząc paru tradycyjnych szkolnych incydentów. A teraz wycieczka do Warszawy.
Nie lubię wycieczek. Znaczy lubię, ale nie emocjonuję się nimi zbytnio. Jadę gdzies daleko z 40-50 ludźmi i tyle. Będzie trochę śmiechu, trochę nud, stania i czekania, tandetnych pamiątek i... sprawdzian z chemii w piątek.
Super.
A zatem...
Kierunek:Warszawa.
Cel: Przezyć.
Sposób:Siedzieć cicho i nie wkurzać się na zachowanie innych.
Realność sposobu: 1%.
Dobrej nocy.
Nie lubię wycieczek. Znaczy lubię, ale nie emocjonuję się nimi zbytnio. Jadę gdzies daleko z 40-50 ludźmi i tyle. Będzie trochę śmiechu, trochę nud, stania i czekania, tandetnych pamiątek i... sprawdzian z chemii w piątek.
Super.
A zatem...
Kierunek:Warszawa.
Cel: Przezyć.
Sposób:Siedzieć cicho i nie wkurzać się na zachowanie innych.
Realność sposobu: 1%.
Dobrej nocy.
niedziela, 6 marca 2011
Nie było mnie długo
Z powodu przygotowań do konkursu odciąłem się od bloga. Nie miałem czasu, z reszta i tak nikt tego nie czyta, więc po co się starać?
W ostatnich dniach, poza konkursem, który poszedł mi średnio, nic szczególnego się nie działo. Nadal ta sama zgnilizna.
A teraz idę spać. Wreszcie znowu będę myślał o wszystkim i o niczym. A jutro-do roboty.
Nie ma nic za darmo, teraz czas na odrobienie zaległości. Informatyka i angielski czekają. Ale czy to ważne? Nie.
I chciałbym tak zwolnić, ale nie da rady. Pędzę razem z wszystkimi.
Nie, ja nie jestem wszystkimi, ja nie muszę niczego udowadniać, nikogo przebijać.
Wobec tego chyba wysiadam na jakiś czas.
By patrzeć i uśmiechać się pod nosem, by czuć i udawać nieobecnego...
W ostatnich dniach, poza konkursem, który poszedł mi średnio, nic szczególnego się nie działo. Nadal ta sama zgnilizna.
A teraz idę spać. Wreszcie znowu będę myślał o wszystkim i o niczym. A jutro-do roboty.
Nie ma nic za darmo, teraz czas na odrobienie zaległości. Informatyka i angielski czekają. Ale czy to ważne? Nie.
I chciałbym tak zwolnić, ale nie da rady. Pędzę razem z wszystkimi.
Nie, ja nie jestem wszystkimi, ja nie muszę niczego udowadniać, nikogo przebijać.
Wobec tego chyba wysiadam na jakiś czas.
By patrzeć i uśmiechać się pod nosem, by czuć i udawać nieobecnego...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)