wtorek, 28 maja 2013

Drogowskaz zamontuję od zaraz

Witam ponownie.
Póki co trzymam się poziomu jednego posta na ok. 24 godziny od czasu wznowienia mojej blogowej działalności - całkiem całkiem. Motywuje mnie do tego chyba głównie Ola (tak, z tego miejsca Cię serdecznie pozdrawiam :) ) oraz chęć pozostawienia innym czegoś po sobie, o sobie...
Niech czytają, niech mają, niech patrzą. Wierzę, że może ktoś kiedyś wyciągnie stąd jakieś ważne informacje, że może ktoś lepiej mnie dzięki temu zapamięta... A stare posty? Niech zostaną, byłem jaki byłem, może warto na to spojrzeć teraz jeszcze raz, innym okiem?

Poniedziałek...
Jak to poniedziałek, podły dzień. Dziś w dodatku deszczowy. Szkołę może już tradycyjnie z grubsza pominę, choć podczas biegu na 1000 metrów o mało nie wyplułem płuc, ale... Nieistotny to raczej epizod. Po obiedzie pojechałem pograć w piłkę na Orlika, latanie dwie godziny za piłką w deszczu zawsze spoko. A całkiem serio mówiąc - chciałem sobie za nią dziś pobiegać, nawet mimo deszczu. Jestem w dobrej formie fizycznej (nie mylić z tym biegiem na tysiąc... ), czuję to i chcę to wykorzystać.
A że dziś padał deszcz, wręcz lało? To nic, taki już zawód piłkarza, mimo że ja jestem tylko amatorem...

Dzisiejszy dzień zapisałby się pewnie szaro i zwyczajnie dla mnie, gdyby nie...
No właśnie, nie wiem nawet jak to nazwać...
Czuję, że dopuszczam do siebie znów nadmiar optymizmu. O co mi chodzi? Widzę gdzieś znów symbole, chęci, widzę je w miejscach, w których dla innych jest rutyna i zwyczajność... Ba, nawet miałem wrażenie dziś, że "zobaczyłem" ducha, lustrzane odbicie panny P. ...
Wrażenie? Pewnie tak, ale... co jeśli... to... prawda...?
Muszę się przekonać, bo będzie mnie to gryzło, strasznie wręcz gryzło przez najbliższe dni. Muszę zduszać te wrażenie w zarodkach, tonować swój optymizm który kierował mnie wiecznie na mielizny smutku. Realizm pokropiony optymizmem - tego chcę się trzymać, mam nadzieję że tego będę się trzymał... Na optymizm czas może przyjść, kiedy już wszystko będzie dobrze. Teraz to jestem gdzieś między chorobą a zdrowiem, w punkcie w którym jednym fałszywym ruchem możesz cofnąć się do problemów, położyć się do łóżka i znów podlewać poduszkę...

A po co mi ten tytułowy drogowskaz? No bo chciałbym wiedzieć, za co mam się w swoim życiu zabrać... Na kogo mam spojrzeć tym łaskawszym okiem... Nie wiem tego, czuję się jak na loterii, jak jedna kulka z bębna - chciałbym wyjść poza ten obszar, poznać to z nowej perspektywy, spojrzeć na ten bęben od zewnątrz i zauważyć różnice, wyjścia... No nie wiem, nie wiem...

Mój umysł nie wytrzymuje już tych wszystkich przemyśleń. Jest za późno...
Czy wtorek przyniesie odpowiedzi, czy pytania?
Sam jestem tego ciekaw, bardzo ciekaw...
Wtorku - rozwiąż te wątpliwości.
Choćby jedną...
Choć jedną z nich...


Idę spać. Mam dość. Siadam emocjonalnie i fizycznie.
Łóżko, poduszka...
Nareszcie...

Dobranoc!

2 komentarze:

  1. Jest jakaś Ola oprócz mnie, czy to ja Cię tak motywuję ? ;>
    Jeżeli chodzi o Patrycję .. Czy to na pewno ona ? Moim zdaniem zobaczyłeś to co chcesz zobaczyć. Miesiąc temu zaginęła pewna ważna mi "osoba" i cały czas widzę ją gdziekolwiek ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, nie ma innej Oli i naprawdę zmotywowałaś mnie do tego, by tu zajrzeć :)
    A poza tym... To nie ona. Już się o tym przekonałem ;)

    OdpowiedzUsuń