Damn it...
Czuję w powietrzu nadchodzące lato. Szkoda, że to jeszcze nie lato, a durne, ostatnie tygodnie w szkole. Wolałbym jednak już się polenić, odpocząć... Zrealizować swoje plany. A tak czekam.
Czekanie jest beznadziejne. Kiedy jestem zmuszony na coś czekać po prostu wariuję - wychodzi moja niecierpliwość, chęć naprawienia i zrobienia wszystkiego naraz. A jutro, na ten przykład, chętnie wziąłbym kartkę, długopis i pojechał w siną dal, na moje wzgórza, usiadł w kierunku zachodzącego słońca... i zapisywał zapach, widok, uczucia... Gonią mnie jednak inne rzeczy - ludzie, obowiązki...
Ludzi zostawić nie mogę. Choć znów czuję, że piekielnie wnikam w internet - może nie chcę stamtąd wychodzić? Może widzę tam znów furtkę dla siebie? Nie wiem co widzę w internecie, ale wiem, wiem, co widzę w ludziach - moją nadzieję, energię, po większości też radość...
Ale w sumie... Chrzanić to, chodźmy na spacer - powiem to każdemu, z kim mogę na niego pójść jutro, pojutrze - jak najszybciej. A jak nie mogę?
Ja mogę.
Niewielu zna moje możliwości, kiedy coś sobie założę...
Cała reszta, dzisiejszy dzień:
Sen, śniadanie, kościół, lenistwo, obiad, lenistwo, gg, wizyta u babci, lenistwo, gg, lenistwo, blog i... wiersz, chyba. Dziś jest dobry dzień na wiersz, czuję to.
A potem spać, lekcje odpiszę w szkole, czy coś...
Dziwny mam dziś humor. Coś bym zrobił, dużo we mnie energii, ale z drugiej strony gdzieś z tyłu głowy czuję beznadzieję. Gdzieś z przodu głowy czuję miłość, ale z tyłu tkwią bezsens, codzienność i prawda...
Chciałbym spojrzeć na rzeczywistość krwawym wzrokiem, odmierzyć kilka kroków, z obłąkaniem przełknąć lecącą przez zęby ślinę, zacząć bieg i wymierzyć tej rzeczywistości kopniak prosto w czaszkę, tak by pękły znów blokady, bym znów wypłynął na wierzch tylko ten najlepszy ja... Ale się nie da, nie da się. Nadal kroczę zbyt chwiejnie, nadal brakuje mocy, powodu... Drugiego serca... Pewności...
Kiepsko, czyli jak zawsze. Ale sukcesem w mojej sytuacji jest odzyskanie rzeczywistości, oprzytomnienie po tym wszystkim, po tej romantyczności, po tej iście werterowskiej zapaści...
Znów słucham rapu, znów układam wszystko w logiczne ciągi, znów obudziłem się zły i głodny czegoś lepszego, czegoś pięknego... Głodny połączenia w jedność z tej rozsypki, z tych trzech części...
Znów gotów by ignorować schematy.
By zrywać kłódki z serc...
By łamać kody...
Czekający tylko na wlanie miłosnego eliksiru i wciśnięcie magicznego przycisku "START"...
Dobrej Nocy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz