środa, 31 lipca 2013

Post do kasacji.

"Lights will guide you home..."

Nie wiem po co jest mi ten dzisiejszy wpis, ale pomyślałem sobie: "O, fajnie by wejść na bloga." 
To wszedłem. 
Jak jest? Nudno, nudne wakacje, nudzące wspominanie, nienudzące plany.
Jak jest? Jest jak jest, póki nic się nie dokona nie lubię prorokować, życie już tego mnie nauczyło.
A czas leci, a kiedy jedno podróżuje ku górze - drugie spada w dół.
A tak poza tym...

Czuję, że uzależniam.
Uzależniam, prawda?
Z psychicznego narkomana przeistoczyłem się w psychiczny narkotyk.
I jakie to uczucie?
Wspaniałe, choć nikt nie umie mnie zażywać... Lepiej być zakazanym owocem za kolczastym drutem, niż ślinić się i wariować patrząc się na ten owoc, na ten niezbędny do życia, nieosiągalny owoc...
Nadgryziony czasem owoc za wysokim płotem pamięci.
Zbyt wysokim płotem.
Zbyt pamiętnej pamięci.

Bum, oto i igła, śmiało, mała dawka, ale jestem... 
Tyle wystarczy dla narkomana, wiem to.

Czwarty z Nas wita Was.

______________________________
Ale w gruncie rzeczy
"U mnie wszystko ok, co tam u Was?"

Bo lubię, bo lubię tak czasem pozwolić temu czwartemu pętać umysły...

3 a.m. 



Kolorowych snów...


sobota, 6 lipca 2013

A miałem spać...

Miałem spać, ale się nie da - są czasem takie noce, że wiesz, iż musisz zasnąć, a coś, jakaś niewidzialna siła śmieje Ci się prosto w twarz i pokazuje, że Ci nie wolno, że nie... I nie, i basta. Postanowiłem wykorzystać więc to, że mam znów normalny internet na lapku po kilku dniach przerwy i dodać posta na bloga.
Wakacje jak dotychczas przebiegają mi nudno, znaczy się... Nudno o tyle, że sporo siedzę w domu, wręcz za dużo siedzę w domu, i piszę z różnymi osobami. Rozmowy te już takie nudne nie są, ale o tym może potem... Dziś zaś pojechałem pograć w piłkę, no i z dwóch godzin zrobiło się 3 i pół. Mówiąc szczerze - padam, oddycham rękawami, wszędzie mam zakwasy i naprawdę nie wiem, jak ja jutro wstanę na 7 i pojadę z mamą na targi kwiatowe... Jakoś muszę...
Ale jak?

Mimo tego, że ruszam się mało z domu ostatnio w moim życiu sporo się dzieje. Kilka kłótni, niespełnionych nadziei i osoba, która sprawia że czuję się sam z siebie zadowolony, dzięki której zachowuję pogodę ducha w trudnych dniach. Co jeszcze bardziej pozytywne - dzieje się tak nie dlatego, że znów robię sobie puste nadzieje na miłość, a dlatego że jej słowa zwyczajnie są dla mnie wspaniałe, i dają mi ochotę, bym był sobą, sobą takim, jaki jestem i bym dalej szukał tej jednej, jedynej osoby...

Pisałem też z Nią. Dwa razy pisałem, narobiłem nadziei by potem brutalnie trzepnąć drzwiami. Szczerze mówiąc - głupio mi z tym trochę, ale cóż... Nie umiem widzieć w Jej nikogo innego niż mojej dziewczyny, dlatego rozwiązania pośrednie zwyczajnie mnie bolą... Ale nie zamykam drzwi, rzeka płynie, życie się toczy i ono pokaże Nam jak miało być. Taka jest prawda.

No i Paulina jeszcze... Kłótnie, kłótnie, kłótnie... Ale chyba wychodzimy na prostą. Cieszy mnie to. Niczego wielkiego z tego już chyba nie będzie, ale cóż... Nie lubię tracić w swoim życiu ludzi, którzy zapisali w nim jakiś ważny etap, i dlatego cieszę się, że jej tak w 100% nie stracę. Teraz czeka Nas na pewno pewien rodzaj przyzwyczajenie do wody zimniejszej niż kiedyś, że tak to ujmę. Mam nadzieję, że ta sztuka się Nam uda, i będziemy w stanie wynieść z tego jeszcze choć trochę szczęścia, dla mnie i dla niej.

Piszę jeszcze z wieloma innymi osobami, naprawdę, ale by opisywać każdą z nich nie starczyłoby mi czasu... W każdym razie mam nadzieję, że u wszystkich innych osób, którym kibicuję, a w szczególności u Oli, wszystko się poukłada i wejdzie na właściwe, niosące szczęście tory.

Zapomniałem jeszcze o jednej rzeczy - dziś zrobiłem sobie małą podróż wstecz, sprawdzającą moje reakcje na wydarzenia mające miejsce w przeszłości - i kurczę, chyba jest dobrze, bo umiem się już uśmiechać na myśl o tym, co dobiegło końca, co tak bardzo bolało, kiedy ten koniec osiągnęło... Nie wiem, czy to kwestia zapominania ran, czyli czasu, czy też lekkiej zmiany życiowego podejścia w mojej osobie przez ostatnie pół roku, ale... Jest dobrze. Kolejny raz muszę nieskromnie stwierdzić, że pod pewnymi względami jest dobrze, choć wiele jeszcze pozostało do naprawy.

A właśnie, naprawa... Dziś tak dziwnie zdałem sobie sprawę z tego, jak niebezpieczny mogę się kiedyś stać. Jak to, ja? Ja niebezpieczny? No boki zrywać... Ale w sumie sam się tego zaczynam bać.
Jestem osobą o skomplikowanym profilu wewnętrznym - w środku mnie tkwi sporo odmienności, jestem osobą wielowymiarową, na co wskazuje już choćby nazwa tego bloga. I jedną z tych odmienności jest moja zła strona, która w gruncie rzeczy na polu codzienności często i gęsto wygrywa w drobnych konkurencjach za sprawą lenistwa czy też marudności, ale w całkowitym ujęciu - przegrywa z kretesem, tłumiona przez miłość i szczęście, które chcę nieść i zostawić po sobie na tym świecie. Czemu jednak tak się boję?  Bo jeśli nadejdzie chwila, osoba, czas który zepchnie mnie na skraj wytrzymałości, sprawi, że oszaleję - zło może we mnie znacznie urosnąć, sprawić, że będę w stanie posunąć się do czynów których do dziś nie dopuszczam do siebie... Wiem, że szanse na to są małe, że pewnie będzie mniej więcej dobrze z moją psychiką przez najbliższy czas, ale... Jeśli coś się zepsuje - to siedzi we mnie taka osoba, która jest zdolna do rzeczy złych, podłych i okropnych...
Nie lubię tej osoby.
Otwieram okno.
Niech ucieknie.

Cóż... Po napisaniu tego wszystkiego jestem jednak jakby bardziej śpiący. A więc czas spróbować spać. Mam nadzieję, że mi się to uda ;)

Do napisania!