niedziela, 7 października 2012

Deszczowy czas

Ajć, zapomniałem w zeszły weekend o blogu... Było dużo ciekawszych i pilniejszych rzeczy do zrobienia, stąd to uchybienie. No ale, teraz jestem.
Poprzednio pisałem, że jestem chory. Przeszło, ale nowa choroba zaatakowała już w zeszły weekend. Skutecznie dodam - do dziś jeszcze lekko odczuwam kaszel. W szkole pełno przekładania wszystkiego, kartkówka z matmy za telefon dzwoniący na lekcji, jakaś tam praca w grupach, w zeszłym tygodniu jakieś kartkówki... Nudy, jak zawsze nudy.
Pogoda była całkiem znośna, ale przez te wszystkie choroby nie było mnie za dużo na dworzu (kilka meczyków z kumplami mi uleciało, zresztą poniedziałek przeleżałem w łóżku), natomiast dziś lało caluteńki dzień, od rana do wieczora. Paskudna sobota...
Na ogrodzie za to mamy ptasie zloty, przylatuje wszystko, a najciekawszym okazem był dziś bażant.
 Oczywiście oglądałem sporo meczów w TV, odniosę się tylko krótko do jednego: szkoda wielka BvB, Citizens byli jak najbardziej do ogrania, 1:1 nie jest sprawiedliwym wynikiem. Ale Hart był jak ściana... Sytuacja w LM wydaje się jednak nadal być dla Borussi dobra.
Mówiąc szczerze, nie mam tu za wiele do wpisania... Może jeszcze to, że pojawił się poważny zgrzyt, ale już wszystko jest dobrze między mną i moją ukochaną. I mam nadzieję że dobrze będzie dalej.
Jutro Gran Derbi, potem poniedziałek, za oknem coraz gorzej, a wielkimi krokami zbliżają się moje urodziny...
No cóż, co ma być to będzie ;)
Dobrej Nocy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz