poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Noc skrócić czas

29 sierpień, dwa dni wakacji do rozpoczęcia roku roku szkolnego 2011/2012. A ferie zimowe w lutym. Kapitalnie.

Dla mnie tak naprawde początek szkoły nastąpi gdzieś pod koniec wrzesnia, ale formalnie to już za 50 godzin nadejdzie ten znienawidzony dzień.
Wakacje jeszcze przeanalizuję na blogu jako całość, ale zdecydowanie niedawne wydarzenia mają na nie wiodący wpływ. Zrobiłem coś głupiego. Najgłupszą rzecz w życiu. Ale czasem lepiej dostać nauczkę wcześniej niż później. Teraz wycofuję się na swoją pozycję przy ścianie, w ciszy, w spokoju wewnętrznym. Bo po mnie wydarzenie owo, o którym tutaj dokładnie nie wspomnę, spłynęło. Gorzej jednak, jesli niektóre osoby się o nim dowiedzą...
Ponadto wczoraj byłem w Toruniu, dzięki długiemu spacerowi wypróbowałem nowe buty (ocena ode mnie: 4, jeszcze nie leżą idealnie) i spędziłem miło dzień. Dzisiaj znowu złapała mnie ulewa w mieście. Takie już moje szczęście. Jutro spotkanie nowej klasy. Heh, ciekawe jaka ona będzie... w sumie chciałbym aby była inna niż poprzednia. Bo człowiek musi nabierać nowych doświadczeń aby w przyszłości nic nie mogło go zaskoczyć.
No i ciekaw jestem z kim będę miał matmę. Musze w końcu zrealizować zakład, przypomnieć się i z usmieszkiem szelmy ogłosić, że wygrałem ;)

sobota, 13 sierpnia 2011

Rozkręcanie zakręconej machiny.

Jestem po imprezie osiemastkowej u Marysi. Dobrze było, spokojnie, w małym sprawdzonym gronie.
W poprzednim poście rozpisałem się mocno o tym, więc teraz czas na sprawy jeszcze bardziej zaległe. O ile mnie pamięć nie myli, to te wakacje zalicze do monotonnych ze względu na powtarzający się schemat: Wstaję, sniadanie, komputer, telewizor, gazeta, obiad, telewizor, osiedle, przejażdżka rowerem, osiedle, dom, kolacja, komputer, "Piłka Nożna, sen. I tak było bardzo często.
A nowości? Kilka znajomości i "odkurzenie" Bruna za sprawą Młodego. Ale nie oszukuję się, mogę być jego kumplem, lecz do przyjaźni zbyt daleko, mamy całkiem odmienne charaktery, interesy i sposób bycia. Ale cieszę się że dawne przyzwoite kontakty odnowiliśmy. Kilka razy chodziłem z kimś bez celu, nasłuchalem sie magicznych opowieści, zaliczyłem nocny spacer po północy, trochę piłki (mniej niż się spodziewałem przed wakacjami, tu zaskoczenie). Przejechałem się też z Kingą rowerami, ugadałem na rolki i wałkuję ten domek...
Dużo a jednocześnie mało. Przy okazji iPod zaczął działać, a więc wiem jak będę spędzał przerwy w szkole.
Trzeba kupić podręczniki, plecak, przybory, w środę jazda do Bydgoszczy, nie trzy po trzy, muszę zgadać się z Witasem na końcówkę wakacji (jeśli to czytasz, chodzi o ognicho, chyba wspominałem kiedyś), pomalować płot, pójść na rolki, wykorzystać dwa ostatnie wtorki, dać komuś trochę satysfakcji, potem nagły zwrot akcji: szkoła, lecz czy przed nią wszystko zrobić zdołam?
Jak narazie zajmują mnie rozmowy z kimś, kto wypełnił moją pustkę.
Mam nadzieję, że na długo.
 I z wzajemnością...

Dobrej nocy.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Już sierpień...

Tak, nie lubię o tym wspominać, ale owszem: wakacje się kończą.
Na dłuższe podsumowanie przyjdzie czas potem, a narazie krótko. W te wakacje brakuje mi jakiegoś dreszczyku emocji i dobrej pogody, ale i tak uważam je za udane. Pewna osoba może sprawić, że staną się jeszcze lepsze, ale to sfera domysłów na chwilę obecną.
Akurat ten deszczowy tydzien może okazać się zbawieniem - musze malować plot, a kompletnie mi się nie chce. Z resztą, odstałem już przez to szlaban, ktory zapewne skutecznie będę wymijał. W piatek podróż do Marka, który z resztą w zeszłym tygodniu także u mnie był (chyba nie wspominałem o tym) a jutro jest impreza u Marysi, osiemnastka...
Kurczę, ale ten czas leci...
"Jeszcze niedawno tacy mali,
niedawno szalone, roześmiane dzieci,
teraz jedno z nas dorosłe,
drugie już w liceum siedzi...
Chciałbym odtrutkę na wiek, nie,
nie ma takiego serum,
pozostają wspomnienia,
po wspólnych chwilach wielu..."
Tak, razem dorastaliśmy, razem przeżywaliśmy problemy, razem się śmialiśmy. I choć teraz nasze drogi się rozchodzą, nadal jesteśmy dla siebie bardziej przyjaciółmi niż rodziną. To coś ponadczasowego, bo kiedyś byliśmy my dwoje i nasz świat zamknięty w dwóch hektarach. Dwóch hektarach budynków, drzew, pól, łąk... Oboje wiele sobie zawdzięczamy i choć pękła pierwsza z granic nie mogę się smucić. W końcu tyle jeszcze przed nami, a jeden dzień nie może stanowić muru, bariery.
Jakkolwiek, dzięki za to, co za nami, i oczywiście proszę o więcej ;)
A teraz o przyjaźni, bo ta z Tobą to najlepsza, jaka mi się trafiła...
Dobrej nocy.


P.S. teraz moje wpisy powinny być częstsze, i przez szkołe i przez fakt, że coraz to więcej się dzieje, koniecznie musze opisać ostatnie osiedlowe wydarzenia.