poniedziałek, 22 października 2012

Klasyczny październikowy ja

Czyli:
1) Zapracowany ja
2) Zmęczony ja
3) Imprezowy ja
4) Refleksyjny ja

Teraz może tak po kolei:
1) Jestem strasznie zarobiony w ostatnich dniach. Ciągle muszę gdzieś zasuwać, tu, tam, siam... Dobrze jedynie, że w szkole są poważne luzy - wszystko co można jest przykładane na kiedy tylko można. Jakby ta 2 klasa była łatwiejsza niż pierwsza. Przynajmniej póki co.
A to całe zarobienie polega na pracy w ogrodzie, opracowywaniu strategii wojennych w grze internetowej, odrabianiu zadań domowych (tak, dziwak ze mnie - zacząłem je odrabiać...), a teraz dojdzie jeszcze liga halówki. Będzie mało, bardzo mało czasu... Ale to się da ;]

2) Zmęczony, bardzo zmęczony. Do tego stopnia, że kiedy ostatniej nocy pisałem tego posta - usnąłem. Bywa i tak... Zapisałem część i w kimę. Ale było po czym.
Ostatnio regularnie zarywam nocki do 2, ostatnio zdarzyło się nawet do 5.
W wakacje to norma, ale w roku szkolnym... szaleję, szaleję...
Teraz będzie wolne to i odpoczynku trochę, dłuższe noce, i krótsze, bo przespane rano, dni.

3) Impreza goni imprezę i imprezą pogania...
Październik to dla mnie zawsze taki imprezowy czas: strasznie dużo znajomych i członków rodziny ma urodzinki, a w tym roku była też jedna niespodziewana imprezka. Wszystko to działo się w ten weekend. W nocy z piątku na sobotę byłem u Witasa, na mini-domówce we czworo (potem, bardzo szybko - we troje), z układaniem puzzli i przeróżną filozofią o ciskach, króciutki sen i od rana jechałem na imprezę urodzinową Marka, gdzie panowała piłka nożna pod różnymi postaciami. A to nie koniec atrakcji, w przyszłą sobotę wyprawiam imprezę urodzinową dla znajomych.
Ta rodzinna już miała miejsce; ogólnie, udane urodziny muszę powiedzieć, fajna atmosfera była... Tylko wieczór troszkę zmienił obraz całości, ale generalnie było ok.

4) Refleksje jesienne...
Najlepszy sposób na taką ohydną jak dziś (mgła przez calutki dzień) pogodę.
Tak patrzę na rok, datę... jaki ja już stary jestem... Dzieciństwo, ten piękny czas - odchodzi, pozostał tylko rok na spróbowanie kolejnych zakazanych owoców z wysokich drzew wyzwań...
Wiele pięknego przede mną, ale beztroska - to, co wszyscy chyba cenią sobie najbardziej w młodzieńczych latach - odchodzi w niepamięć.
Cieszę się jednak, że będę umiał się przestawić, że jestem dość odpowiedzialny (chyba mogę tak o sobie powiedzieć) i ten etap dorosłości, choć niechętnie przeze mnie przyjęty, chyba mnie nie przerośnie.
A szczerze mówiąc nie wiem, jak część ludzi których widzę na co dzień poradzi sobie, kiedy przestaną się liczyć zgrywy i wygłupy...
Jest jeszcze wiele, wiele innych refleksji, ale szczerze mówiąc - nimi chciałbym się z kimś podzielić osobiście, pisząc lub rozmawiając. Jakoś ostatnio brakuje mi filozoficznych rozpraw w cztery oczy lub w dwa monitory...

To wszystko wina jesieni, na bank...

Dobrej Nocy .

niedziela, 7 października 2012

Deszczowy czas

Ajć, zapomniałem w zeszły weekend o blogu... Było dużo ciekawszych i pilniejszych rzeczy do zrobienia, stąd to uchybienie. No ale, teraz jestem.
Poprzednio pisałem, że jestem chory. Przeszło, ale nowa choroba zaatakowała już w zeszły weekend. Skutecznie dodam - do dziś jeszcze lekko odczuwam kaszel. W szkole pełno przekładania wszystkiego, kartkówka z matmy za telefon dzwoniący na lekcji, jakaś tam praca w grupach, w zeszłym tygodniu jakieś kartkówki... Nudy, jak zawsze nudy.
Pogoda była całkiem znośna, ale przez te wszystkie choroby nie było mnie za dużo na dworzu (kilka meczyków z kumplami mi uleciało, zresztą poniedziałek przeleżałem w łóżku), natomiast dziś lało caluteńki dzień, od rana do wieczora. Paskudna sobota...
Na ogrodzie za to mamy ptasie zloty, przylatuje wszystko, a najciekawszym okazem był dziś bażant.
 Oczywiście oglądałem sporo meczów w TV, odniosę się tylko krótko do jednego: szkoda wielka BvB, Citizens byli jak najbardziej do ogrania, 1:1 nie jest sprawiedliwym wynikiem. Ale Hart był jak ściana... Sytuacja w LM wydaje się jednak nadal być dla Borussi dobra.
Mówiąc szczerze, nie mam tu za wiele do wpisania... Może jeszcze to, że pojawił się poważny zgrzyt, ale już wszystko jest dobrze między mną i moją ukochaną. I mam nadzieję że dobrze będzie dalej.
Jutro Gran Derbi, potem poniedziałek, za oknem coraz gorzej, a wielkimi krokami zbliżają się moje urodziny...
No cóż, co ma być to będzie ;)
Dobrej Nocy