środa, 18 lipca 2012

Najpiękniejszy z dni... (Post z 29.grudnia 2011 roku)

Nie był to dzień wigilii klasowej (skądinąd nieudanej)
Nie był to 24 grudnia, czyli prawdziwej Wigilii (choć był to bardzo miły dzień)
Nie był to dzień spotkania klasowego ( które przerodziło się w popijawę, to wystarczy za komentarz)
Prawdę powiedziawszy mógłbym się rozpisać o każdym z tych dni obszernie, i długo...
Ale nie dziś, nie teraz...
Najpiękniejszym dniem był 28 grudnia. Zazwyczaj dość spokojny dzień w okresie świąteczno-noworocznym. Ale dla mnie to już będzie dzień wyjątkowy. Niezależnie od tego, co będzie dalej... Będzie niesamowity.
Po raz pierwszy w życiu poczułem, że los mi sprzyja. Że kiedy zrobiłem wszystko jak trzeba, a było może potrzebne coś więcej...jakaś siła pomogła mi, pomogła mi osiągnąć cel...350 kilometrów. Czy to dużo?
Wydaje się, że tak. Ale dla miłości znaczy to niewiele.
Przyjechałem, wysiadłem, rozejrzałem się... Byłaś na górze, przemknęłaś tam na krótko... a na schodach napięcie, kiedy Cię ujrzę??? Ujrzałem... i kiedy tylko podeszłaś do mnie, pocałowałaś - wiedziałem już, nie myliłem się mówiąc, że Cię kocham...
Było wspaniale.
Magicznie.
Tak jak nigdy w moim życiu.
5 godzin wspaniałej radości...
A potem kilkanaście kolejnych, równie pięknych...
To wszystko, co się działo, zostanie w mojej pamięci, i w moim sercu. Teraz wiem też, że także mnie pokochałaś. Czego chcieć więcej?
Następnego spotkania z Tobą, z Księżniczką mego serca, która zaczarowała mnie swym urokiem... I niech ten czar trwa, niech trwa ta miłość...
To cudowne, niesamowite, i nadal czasem myślę, że to sen. Ale gdy kładę się do łóżka, zamykam oczy... Mam znów te obrazy przed oczami, i wiem, to jest prawda, to nie marzenie, byłem tam, z Tobą, moje usta spotkały Twe policzki i wargi...
Kocham Cię...

Dobranoc

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz