Nie był to dzień wigilii klasowej (skądinąd nieudanej)
Nie był to 24 grudnia, czyli prawdziwej Wigilii (choć był to bardzo miły dzień)
Nie był to dzień spotkania klasowego ( które przerodziło się w popijawę, to wystarczy za komentarz)
Prawdę powiedziawszy mógłbym się rozpisać o każdym z tych dni obszernie, i długo...
Ale nie dziś, nie teraz...
Najpiękniejszym dniem był 28 grudnia. Zazwyczaj dość spokojny dzień w okresie świąteczno-noworocznym. Ale dla mnie to już będzie dzień wyjątkowy. Niezależnie od tego, co będzie dalej... Będzie niesamowity.
Po raz pierwszy w życiu poczułem, że los mi sprzyja. Że kiedy zrobiłem wszystko jak trzeba, a było może potrzebne coś więcej...jakaś siła pomogła mi, pomogła mi osiągnąć cel...350 kilometrów. Czy to dużo?
Wydaje się, że tak. Ale dla miłości znaczy to niewiele.
Przyjechałem, wysiadłem, rozejrzałem się... Byłaś na górze, przemknęłaś tam na krótko... a na schodach napięcie, kiedy Cię ujrzę??? Ujrzałem... i kiedy tylko podeszłaś do mnie, pocałowałaś - wiedziałem już, nie myliłem się mówiąc, że Cię kocham...
Było wspaniale.
Magicznie.
Tak jak nigdy w moim życiu.
5 godzin wspaniałej radości...
A potem kilkanaście kolejnych, równie pięknych...
To wszystko, co się działo, zostanie w mojej pamięci, i w moim sercu. Teraz wiem też, że także mnie pokochałaś. Czego chcieć więcej?
Następnego spotkania z Tobą, z Księżniczką mego serca, która zaczarowała mnie swym urokiem... I niech ten czar trwa, niech trwa ta miłość...
To cudowne, niesamowite, i nadal czasem myślę, że to sen. Ale gdy kładę się do łóżka, zamykam oczy... Mam znów te obrazy przed oczami, i wiem, to jest prawda, to nie marzenie, byłem tam, z Tobą, moje usta spotkały Twe policzki i wargi...
Kocham Cię...
Dobranoc
"Jestem tam, gdzie zaniesie mnie wiatr, gdzie przywieje mnie nadzieja, gdzie zepchnie mnie szkwał. I niezależnie od warunków, niezależnie od cierpienia, zawsze, zawsze będę chciał coś zmieniać..."
środa, 18 lipca 2012
Comeback
Tym razem jestem tu po 4 miesiącach. Ech... Nie ma czasu czegoś tu napisać, w sumie straciłem już taką wewnętrzną potrzebę, ale... To nie miał być blog kryzysowy. Wszystko u mnie w porządku, więc i wpis, po tak długim czasie posuchy, będzie pozytywny :)
Ale najpierw coś niemiłego. Czyli pogoda w te wakacje. Cieniutko... Same burze, nigdy nie widziałem takiego ich nasilenia. Pozostaje mieć nadzieję że najgorsze za nami, a sierpień (jak dla mnie:gorszy z wakacyjnych miesięcy, ale teraz już nie ma co wybrzydzać...) wynagrodzi te szare, deszczowe dni słońcem.
Cała reszta jest już jak najbardziej w porządku.
Miłość - wspaniała... Więcej słów nie potrzeba...
Szkoła - skończyła się. To też wystarczy za cały komentarz, ale... Pokuszę się o stwierdzenie że nowa klasa jest jakaś mało wyrazista, głównie przez lenistwo (większości, ale nie całości) jej członków. Nadziei na zmiany nie mam, cóż, trzeba przeżyć dwa lata ze sobą, zdać maturę i bye bye...
EURO2012 - Polacy skopali pod względem wyniku, ale będę je dobrze wspominał tak czy owak.
Po pierwsze, bo był to turniej udany patrząc przez aspekt czysto społeczny jak i organizacyjny ( nie licząc wpadki z Rosjanami na moście w Warszawie)..
Po drugie, bo Nasi piłkarze jednak zapewnili Nam całkiem sporo emocji, wreszcie 3. mecz na wielkiej imprezie nie był spotkaniem o honor.
Po trzecie, bo byłem na meczu. Konkretnie w Gdańsku, an ćwierćfinale Niemcy-Grecja. Generalnie przebieg meczu nie zaskoczył, ale najważniejsze były same emocje... Były wielkie, pierwszy raz byłem na tak wielkim stadionie, gdzie kibice z kilku krajów krzyczeli donośnie, a zabawa mieszała się z napięciem i wyczekiwaniem upragnionego gola. Sam stadion - cud, miód, malina. To co wokół niego wyglądało już wiele gorzej. Ale UEFA chciała stadion, a nie trawę wokół niego. W związku z czym plan budowlańcy wypełnili.
Turniej wygrała Hiszpania. Szkoda, nie chciałem tego, ale w sumie zasłużyli, po takim finale, zagranym z takim rozmachem. Włosi tez mają mój wielki szacunek za wspaniałą postawę w turnieju. Dziw, że Niemcy odpadli przed finałem, ale oni tez zagrali przecież niezły turniej. Reszta reprezentacji, poza Holandią (za dużo gwiazd, i zderzenia gotowe) i Rosją (jednym meczem się z grupy nie wychodzi...), chyba zagrała na miarę swych możliwości.
Wielkie wydarzenie, jakim było EURO2012, suma sumarum zakończyło się naszym sukcesem.
Znajomi - wszystko w porządku. Tylko boli mnie, że znowu zanosi się na kłótnię wśród moich w zasadzie przyjaciół. I boli mnie, że widzę lustrzane odbicie mojej sytuacji sprzed kilku lat i... Nie mogę niczego zrobić, mogę tylko mówić. To fatalne uczucie, kiedy ktoś ważny dla Ciebie idzie Twoją, złą ścieżką, a Ty nie możesz go z niej zawrócić... Mam nadzieję że wszystko jednak przebiegnie pomyślnie.
Co tu dalej... Twórczość - różnie z nią bywa, ale kiedy nie muszę pisać, tworzyć, zazwyczaj oznacza to dobry nastrój. A poza paroma (pozytywnymi) wierszami, mój umysł nie spłodził ostatnio niczego. Czyli chyba jest dobrze ;)
Wakacje - poza pogodą sa jak najbardziej dobre. Z tym że nadal czekam na ich bardziej "pikantną" część. Jeśli nie zapomnę, napiszę o tym troszkę za miesiąc, lub 2-3 tygodnie.
Cóż, to na tyle. Dużo jeszcze nowego przede mną.
Zmieniłem się. Na lepsze.
Bardzo mnie to cieszy, dostrzegam to ja, i ludzie wokoło mnie. Przy tym pozostało mi to co najlepsze - dusza wiecznego podróżnika.
Dzięki temu wiem, że zajdę daleko, że choć parę osób będzie o mnie kiedyś, w przyszłości, pamiętało...
To budujące, to daje siłę, to pozwala istnieć, tak samo jak miłość - jak Ona, daje mi oddech nowego życia...
Dobrej Nocy ;)
Ale najpierw coś niemiłego. Czyli pogoda w te wakacje. Cieniutko... Same burze, nigdy nie widziałem takiego ich nasilenia. Pozostaje mieć nadzieję że najgorsze za nami, a sierpień (jak dla mnie:gorszy z wakacyjnych miesięcy, ale teraz już nie ma co wybrzydzać...) wynagrodzi te szare, deszczowe dni słońcem.
Cała reszta jest już jak najbardziej w porządku.
Miłość - wspaniała... Więcej słów nie potrzeba...
Szkoła - skończyła się. To też wystarczy za cały komentarz, ale... Pokuszę się o stwierdzenie że nowa klasa jest jakaś mało wyrazista, głównie przez lenistwo (większości, ale nie całości) jej członków. Nadziei na zmiany nie mam, cóż, trzeba przeżyć dwa lata ze sobą, zdać maturę i bye bye...
EURO2012 - Polacy skopali pod względem wyniku, ale będę je dobrze wspominał tak czy owak.
Po pierwsze, bo był to turniej udany patrząc przez aspekt czysto społeczny jak i organizacyjny ( nie licząc wpadki z Rosjanami na moście w Warszawie)..
Po drugie, bo Nasi piłkarze jednak zapewnili Nam całkiem sporo emocji, wreszcie 3. mecz na wielkiej imprezie nie był spotkaniem o honor.
Po trzecie, bo byłem na meczu. Konkretnie w Gdańsku, an ćwierćfinale Niemcy-Grecja. Generalnie przebieg meczu nie zaskoczył, ale najważniejsze były same emocje... Były wielkie, pierwszy raz byłem na tak wielkim stadionie, gdzie kibice z kilku krajów krzyczeli donośnie, a zabawa mieszała się z napięciem i wyczekiwaniem upragnionego gola. Sam stadion - cud, miód, malina. To co wokół niego wyglądało już wiele gorzej. Ale UEFA chciała stadion, a nie trawę wokół niego. W związku z czym plan budowlańcy wypełnili.
Turniej wygrała Hiszpania. Szkoda, nie chciałem tego, ale w sumie zasłużyli, po takim finale, zagranym z takim rozmachem. Włosi tez mają mój wielki szacunek za wspaniałą postawę w turnieju. Dziw, że Niemcy odpadli przed finałem, ale oni tez zagrali przecież niezły turniej. Reszta reprezentacji, poza Holandią (za dużo gwiazd, i zderzenia gotowe) i Rosją (jednym meczem się z grupy nie wychodzi...), chyba zagrała na miarę swych możliwości.
Wielkie wydarzenie, jakim było EURO2012, suma sumarum zakończyło się naszym sukcesem.
Znajomi - wszystko w porządku. Tylko boli mnie, że znowu zanosi się na kłótnię wśród moich w zasadzie przyjaciół. I boli mnie, że widzę lustrzane odbicie mojej sytuacji sprzed kilku lat i... Nie mogę niczego zrobić, mogę tylko mówić. To fatalne uczucie, kiedy ktoś ważny dla Ciebie idzie Twoją, złą ścieżką, a Ty nie możesz go z niej zawrócić... Mam nadzieję że wszystko jednak przebiegnie pomyślnie.
Co tu dalej... Twórczość - różnie z nią bywa, ale kiedy nie muszę pisać, tworzyć, zazwyczaj oznacza to dobry nastrój. A poza paroma (pozytywnymi) wierszami, mój umysł nie spłodził ostatnio niczego. Czyli chyba jest dobrze ;)
Wakacje - poza pogodą sa jak najbardziej dobre. Z tym że nadal czekam na ich bardziej "pikantną" część. Jeśli nie zapomnę, napiszę o tym troszkę za miesiąc, lub 2-3 tygodnie.
Cóż, to na tyle. Dużo jeszcze nowego przede mną.
Zmieniłem się. Na lepsze.
Bardzo mnie to cieszy, dostrzegam to ja, i ludzie wokoło mnie. Przy tym pozostało mi to co najlepsze - dusza wiecznego podróżnika.
Dzięki temu wiem, że zajdę daleko, że choć parę osób będzie o mnie kiedyś, w przyszłości, pamiętało...
To budujące, to daje siłę, to pozwala istnieć, tak samo jak miłość - jak Ona, daje mi oddech nowego życia...
Dobrej Nocy ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)