O czym chciałbym tutaj napisać? W zasadzie najpierw to miała być siarczysta notka, potem stwierdziłem, że chrzanię idę spać a teraz to w zasadzie nie wiem co tu napiszę, ale pewnie będzie to bez ładu i składu. Sierpień minął mi jak minął, szybko, pozytywnie mimo że dość mocno wrosłem w fotel i łóżko. Mam trochę brzucha do zrzucenia, bo czuję się ze swoją obecną wagą aż nieswojo, mam trochę miłych fajnych wspomnień z tego czasu, mam trochę żalu, że kilku wakacyjnych planów kompletnie nie ruszyłem oraz mam sporo szczęścia, takiego mojego, osobistego...
A teraz drugi września, tym razem nie pierwszy, drugi.
I świadomość, że godzina siódma rano już nie będzie środkiem nocy, a jej końcem. Ale nawet nie jest źle, ostatnie dni lecą mi okropnie szybko i mam dziwne wrażenie, że wraz z rozpoczęciem szkoły się to nie zmieni. Dojdzie mi jeszcze mała robota, cóż... Jakoś to będzie, musi być...
Nie no, nie mam weny na tego posta, naprawdę... Może tylko mały cytacik, który bardzo wszedł mi ostatnio do głowy:
"Nieufni - ręka w górę!
I widzę rąk las...
Zacięci, podkurwieni - bywam jednym z Was..."
Ale jest jednak dobrze. Nawet ponadprzeciętnie dobrze, kiedy wiem, że moje szczęście jest szczęściem i szczęściem, a po chwili jest szczęściem i szczęściem i płaczem, i zgrzytaniem zębów, i niepewnością, i ulgą, i szczęściem, a potem znów łzami, płaczem... Śmiercią, trupem, którego woń pachnie jednak dziwnie słodko, dziwnie znajomo, dziwnie podobnie, a jednak całkiem, kompletnie inaczej...
Przyjemnie inaczej.
Dobranoc